http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Państwo nie powinno reagować na każdy antypolski eksces

Rozmawiała Dominika Wielowieyska
2009-08-26, ostatnia aktualizacja 2009-08-25 19:52

Adam Daniel Rotfeld, były szef polskiej dyplomacji
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Adam Daniel Rotfeld, były szef polskiej dyplomacji
Rozmowa z prof. Adamem Rotfeldem, były szefem MSZ, współprzewodniczącym polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych

Dominika Wielowieyska: W filmie rosyjskiej telewizji Wiesti stawia się zarzut, że to Polska sprzymierzyła się z Hitlerem przeciwko ZSRR. Chodzi o podpisaną w 1934 r. polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy. Tak Rosjanie usprawiedliwiają pakt Ribbentrop-Mołotow, na mocy którego ZSRR i hitlerowskie Niemcy dokonały rozbioru Polski w 1939 r.

Adam Rotfeld: Ten film to plugawy produkt propagandowy w konwencji orwellowskiej, gdzie kłamstwo nazywa się prawdą, a agresję - miłością. Autorzy filmu spreparowali kłamliwą wizję. Żadnego przymierza nie było. Swoje przekonanie oparli na donosie jednego agenta NKWD z Warszawy. Agent ów najwyraźniej nie wiedział, że Józef Piłsudski rozważał nawet wojnę prewencyjną z Niemcami.

Władze polskie nie zareagowały. Czy nie powinny zaprotestować, tym bardziej że film wyemitowała telewizja państwowa?

- Jestem z zasady przeciwny temu, aby rząd reagował na podobne filmy, artykuły, audycje radiowe. Nie należy angażować autorytetu państwa w takie sprawy. Nadajemy im w ten sposób status partnera, na który nie zasługują. Nie kreujmy kolejnych marginalnych postaci, tak jak przed laty wykreowaliśmy nikomu wówczas nieznaną Erikę Steinbach. To media powinny podjąć polemikę z tym filmem. Będzie to o wiele skuteczniejsze niż oficjalne monity. Państwo powinno reagować, gdy głos zabiera minister, premier, prezydent lub inne instytucje rządowe.

Ale gdy w zachodnich mediach ukaże się wzmianka o "polskich obozach koncentracyjnych", nasze ambasady wysyłają listy z protestami.

- I co nam z tych listów? Są publikowane na 25. stronie u dołu i nikt ich nie zauważa. O wiele skuteczniejszą akcją było wystąpienie polskich mediów do redaktorów naczelnych pism zachodnich, by nie używali tego kłamliwego sformułowania.

Owszem, polska ambasada w Moskwie prawdopodobnie wyśle list w sprawie filmu, bo był prezentowany w telewizji państwowej. Zapowiadają to przedstawiciele rządu. Ale polskie władze słusznie zachowują powściągliwość. MSZ chciał zapewne poznać wszystkie materiały, a potem sformułować wyważone oświadczenie. Nie poddawać się emocjom. Są zapewne w Rosji ludzie, którym nie zależy na dobrych relacjach z Polską. Wyolbrzymiają każdą polską reakcję, podsycają atmosferę nieufności i napięcia.

Po co?

- Przyczyny są różne. W Rosji trwa proces poszukiwania nowej tożsamości narodowej. Są tam eksperci, którzy określają siebie "technologami politycznymi". Według nich sposobem integrowania społeczeństwa jest przekonanie, że Rosja jest otoczona przez wrogów gotowych ją obrażać i poniżać. A przecież jest wręcz przeciwnie. Dziś, jak nigdy w przeszłości, świat demokratyczny jest do Rosji nastawiony przyjaźnie i życzliwie.

Czy teza filmu "Sekrety tajnych protokołów" i niechęć do Polski są w Rosji powszechne?

- W filmie nie występuje żaden poważny rosyjski historyk. Bo tacy jak Aleksander Czubarian, dyrektor Instytutu Historii z Rosyjskiej Akademii Nauk, czy Michaił Narinskij i inni członkowie Grupy ds. Trudnych myślą inaczej. W maju tego roku na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się konferencja poświęcona genezie i przyczynom II wojny światowej. Organizatorami były Akademie Nauk - rosyjska, niemiecka i polska. Tezy z "Sekretów tajnych protokołów" nie miały tam racji bytu. Byłyby traktowane jak absurd. Niestety, o konferencji prawie nikt nie napisał, z wyjątkiem małej wzmianki w "GW". A o filmie wszyscy trąbią.

Na uznanie zasługuje Wacław Radziwinowicz, który we wtorkowej "Wyborczej" cytuje artykuły z rosyjskiej prasy, przedstawiające zupełnie inny punkt widzenia. Przywołuje też wypowiedzi zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej patriarchy Cyryla i metropolity wołokołamskiego Hilariona, którzy upominają się o pamięć ofiar bolszewickiego terroru. I surowo osądzają gloryfikację Stalina.

Mało kto słyszał też o wizycie współprzewodniczących Grupy ds. Trudnych w Moskiewskim Patriarchacie, gdzie jeden z hierarchów Cerkwi wzruszająco mówił o zbrodni w Katyniu. Z kolei ks. kardynał Stanisław Dziwisz zwrócił się w piękny sposób do rosyjskich uczestników Grupy w Krakowie. I znów wydarzenie to przeszło bez echa. A przecież stanowiska patriarchy i kardynała są bardzo ważne. Dodam, że premier Putin deklaruje przywiązanie do Cerkwi i wiary prawosławnej.

Zachęcam do wstrzemięźliwości w reakcjach na antypolskie akcenty w rosyjskich mediach. Nie nadawajmy im zbyt dużej rangi, bo na to nie zasługują.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':