Według anonimowych źródeł agencji Associated Press koroner orzekł też, że śmierć była wynikiem zabójstwa. Oskarżony o nie zostanie najprawdopodobniej osobisty lekarz Jacksona Conrad Murray, który miał podać leki. Koroner nie chciał wczoraj komentować tych spekulacji.
Król popu zmarł niespodziewanie 25 czerwca, miał 50 lat. Policja prowadziła śledztwo w sprawie przyczyn śmierci gwiazdy. Wyniki sekcji zwłok i badań toksykologicznych znane były już wcześniej, jednak dla dobra śledztwa do wiadomości publicznej podano je dopiero teraz.
Badania podobno ujawniły też, że zabójczą mieszankę leków podano Jacksonowi kilka godzin przed śmiercią.
Conrad Murray, którego prywatna klinika została przeszukana przez funkcjonariuszy, zeznał, że Jackson zatrudnił go sześć tygodni przed śmiercią. Lekarz leczył go na bezsenność. Podawał między innymi propofol, który jest silnym środkiem przeciwbólowym i usypiającym, czasami stosowanym do znieczuleń.
Według CNN Murray twierdzi, że obawiał się, iż Jackson się od tego leku uzależni. Dlatego próbował środek wyeliminować, zmniejszając dawkę i mieszając z innymi specyfikami. W noc śmierci lekarz podał królowi popu co najmniej cztery różne lekarstwa, w tym valium i antydepresanty. Jackson zasnął dopiero po podaniu 25 mg propofolu.
Propofol to podawany dożylnie środek do znieczulenia ogólnego. Działa bardzo szybko (utrata przytomności następuje w 30-50 sekund po podaniu) i bardzo krótko - 4-6 minut. W czasie podawania może pojawić się ból, a po podaniu krótkotrwały bezdech i spadki ciśnienia tętniczego. Po wybudzeniu pacjent może odczuwać bóle głowy, nudności, wymiotować, mieć halucynacje i zaburzenia widzenia. Propofol powinien być podawany wyłącznie przez specjalistę z zakresu anestezjologii lub intensywnej terapii.