- Pracujemy nad zmianą regulaminu Sejmu - poinformował wczoraj poseł Lewicy Tadeusz Iwiński. Przekonywał, że podobnie jest w parlamencie brytyjskim, niemieckim czy kanadyjskim, a tradycyjna forma poselskich pytań czy interpelacji jest niewystarczająca. Rzecznik klubu
PiS Mariusz Błaszczak ocenia, że pomysł ma sens - choć jest mało prawdopodobny przy obecnym układzie sił: -
Donald Tusk nie mówi o niewygodnych dla niego tematach, zwala odpowiedzialność na swoich ministrów. Na temat stoczni mówi minister Grad, o wojsku minister Klich. A premiera nie ma - ocenia.
PSL zgodziłby się na propozycję Lewicy - ale z istotnym zastrzeżeniem. - Możemy się zgodzić, żeby na pytania odpowiadali ministrowie. Ale nie ma sensu, żeby premier musiał uczyć się o sprawach, które należą do szefa
MSZ czy obrony narodowej. Jest kryzys, ma inne obowiązki, niż odpowiadać na polityczne pytania - mówi "Gazecie" szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.
- Sejm zajmował się już podobną propozycją Lewicy pod koniec ubiegłego roku podczas dużej nowelizacji swojego regulaminu - przypomina szef komisji regulaminowej Jerzy Budnik (PO).
SLD i PiS były za, my przeciw. W obecnym regulaminie są wystarczające narzędzia do dyscyplinowania Rady Ministrów. Sejm może poszerzyć obrady o specjalny punkt posiedzenia, poprosić o informację szefa rządu czy jego przedstawiciela, nie trzeba wprowadzać zmian.