To, jak długo Farfał będzie jeszcze prezesem
TVP, zależy od tego, kiedy zbierze się nowa rada nadzorcza. Jej członkowie już zadeklarowali, że jego odwołanie będzie jedną z pierwszych decyzji. Ale choć rada została wybrana 30 lipca, do tej pory się nie zebrała. Dlaczego?
Za jej zwołanie był odpowiedzialny szef starej rady nadzorczej Łukasz Moczydłowski (z rekomendacji LPR). Nie zwołał, bo chciał przedłużyć rządy Farfała (podobnie jak Farfał posadę w TVP zawdzięcza koalicji Romana Giertycha z Jarosławem Kaczyńskim i Andrzejem Lepperem).
Ale posiedzenie rady może też zwołać każdy z członków nowej rady nadzorczej. Musi tylko złożyć odpowiedni wniosek. Tak zrobił Bogusław Szwedo (z rekomendacji PiS).
- 6 sierpnia wysłałem priorytetem list polecony - mówi "Gazecie". - Zaadresowałem: Przewodniczący rady nadzorczej TVP, 00-999 Warszawa, ul. Woronicza 17. Po dwóch tygodniach wrócił nieotwarty z adnotacją: "mylny adres"!
Szwedo obejrzał dokładnie dokument zwrotu. Doszedł do wniosku, że "coś jest nie tak".
- Listonosz sam nie mógłby czegoś takiego wpisać, bo przecież adres był prawidłowy. Zresztą podpisu listonosza na zwrotce nie ma - mówi Szwedo. - Dlatego podejrzewam, że to
telewizja go zwróciła, bo po nadawcy zorientowali się, że chodzi o zwołanie rady nadzorczej.
"Gazeta": Czy rzeczywiście, ktoś na Woronicza. nie otwierając pańskiego listu. mógł się zorientować, co pan napisał?
Szwedo: - Kilka dni wcześniej jeden z członków rady zapowiedział, że właśnie taki wniosek złożę. Dzięki temu, że list nie dotarł do adresata, rada nadzorcza nie zostanie zwołana w tym tygodniu. W ten sposób Farfał zyskał kolejne tygodnie na Woronicza. Sam zwołał posiedzenie rady dopiero na 16 września. To skandal. Spółka funkcjonuje bez najważniejszego organu władzy, czyli rady, i ze szczątkowym, bo jednoosobowym zarządem.
Zadzwoniliśmy wczoraj do sekretariatu rady nadzorczej. Sprawdziliśmy, jak są zaadresowane listy, które do rady dochodzą. Okazało się, że dokładnie tak samo jak list Szwedo.
Szwedo już złożył na poczcie skargę na niedoręczenie listu. Chce sprawdzić, kto list odesłał z tą dziwną uwagą, a przede wszystkim, czy list w ogóle dotarł do budynku na Woronicza.
"Gazeta" już sprawdziła: list był w budynku TVP. Rzecznik poczty Michał Dziewulski: - Mamy oświadczenie pełnomocnika TVP pana Krzysztofa Chochury, że ten list "nie dotyczy telewizji". Dlatego odesłaliśmy go nadawcy z adnotacją, że jest mylny adres.
Szwedo: - Tak myślałem! To jest nie fair. Muszę się teraz naradzić z prawnikami, czy możemy przed 16 września zwołać posiedzenie rady. To wprawdzie tylko trzy tygodnie różnicy, ale w tym czasie wiele może się wydarzyć.
Szwedo podejrzewa, że Farfał potrzebuje czasu na jakieś decyzje: kadrowe, podpisanie nowych umów albo aneksów do starych.
TVP nie odpowiedziała nam na pytanie o list Szwedy.
Choć Farfał jeszcze rządzi, już pojawiają się spekulacje, kto go zastąpi. W nowej radzie nadzorczej zasiadają ludzie z rekomendacji PiS i lewicy (wskazanych przez członka
KRRiT Tomasza Borysiuka).
Nowy prezes musi zostać wybrany w drodze konkursu. Ale już mówi się, że PiS chętnie widziałby w tej roli Janusza Pietkiewicza (współpracownik Lecha Kaczyńskiego z warszawskiego ratusza). Wczoraj "Dziennik" napisał, że wymienia się także Wojciecha Pawlaka (Farfał odwołał go z funkcji dyrektora programu drugiego). Podobno jest też pomysł, by lewica i PiS podzieliły się antenami. "Jedynka" przypadłaby partii braci Kaczyńskich, "Dwójka" - lewicy. Natomiast w Polskim Radiu mówi się, że skoro PiS miałby prezesa telewizji, to lewica dostałaby prezesa
radia.
Według "Dziennika" w tych rozmowach PiS reprezentuje wiceprezes partii Adam Lipiński.
- Gazety piszą różne bzdury, nie będę tego komentować - powiedział nam. Pytany, czy zaprzecza, że negocjuje z lewicą obsadę władz TVP, rzucił słuchawkę.
W imieniu lewicy negocjować miałby Robert Kwiatkowski, b. prezes TVP. To właśnie jego b. współpracownicy zasiadają dziś w nowej radzie nadzorczej. Jak już pisaliśmy, PiS rozważa też wariant, by zostawić w zarządzie dwóch swoich ludzi: Sławomira Siwka i Marcina Bochenka (teraz są zawieszeni, ich kadencja wygasa za rok).