Bartosz T. Wieliński: Według sondażu instytutu Forsa aż 84 proc. Niemców uważa, że podczas tegorocznej kampanii wyborczej wieje nudą. Trudno im się nie dziwić, skoro np. Angela Merkel praktycznie się w nią nie angażuje i nie udziela publicznie. Gero Neugebauer: Przecież Merkel wcale nie zależy na ostrej walce od pierwszego dnia kampanii. Co więcej, będzie robiła wiele, by nie włączać się w bezpośrednią wymianę ciosów, przynajmniej tak długo, jak się da. Polem, na którym obecnie pracuje, jest jej partia. Merkel zajmuje się umacnianiem jedności chadecji, dowartościowuje elektorat. Ostatnio np., gdy odżyły echa afery czarnych kont CDU, Merkel demonstracyjnie spotkała się z ówczesnym kanclerzem Helmutem Kohlem [chodzi o nielegalne finansowanie chadecji w latach 90., które w 1998 r. doprowadził do wycofania się Kohla z życia politycznego; afera odżyła kilka tygodni temu, gdy do Niemiec wrócił zamieszany w nią lobbysta]. Pojechała też na
Węgry świętować 20-lecie otwarcia granicy z Austrią, dzięki czemu tysiące mieszkańców NRD mogło uciec na Zachód. To gest pod adresem chadeków ze wschodnich Niemiec. W sobotę była na zjeździe wypędzonych - to z kolei gest pod adresem konserwatywnych wyborców.
Gdy politycy SPD wzywają ją, by określiła się w sprawie podatków, wzrusza ramionami. Merkel w tej kampanii udało się wywindować o poziom wyżej niż konkurencja. Jej otoczenie daje do zrozumienia, że jest kanclerzem i nie musi odpowiadać na zaczepki.
Oczywiście pani kanclerz trzyma się z daleka od kampanii nie po to, by chronić autorytet swojego urzędu. Chodzi o to, by nie popełniać błędów i nie roztrwonić poparcia. Merkel wyciągnęła nauczkę z kampanii w 2005 r., gdy np. wyciągnęła z kapelusza nikomu nieznanego eksperta prof. Paula Kirchoffa, który miał w jej rządzie zostać ministrem finansów i wprowadzić podatek liniowy. SPD rozbiła wówczas te pomysły w pył, a Merkel o mały włos nie przegrała wyborów. Teraz do brania się za bary z opozycją wysyła zaufanych ludzi: funkcyjnych w partii i chadeckich ministrów.
Według innego sondażu Forsy, gdyby w Niemczech kanclerza wybierano bezpośrednio, Merkel dostałaby 56 proc. głosów. Skąd tak wielkie poparcie? Przecież rządy Merkel nie przyniosły w Niemczech wielkiego przełomu. - Nasza oszczepniczka Steffi Nerius, która właśnie została mistrzynią świata, powiedziała, że może nie jest najlepsza w tym, co robi, ale to ona wywalczyła
złoty medal. To samo może powiedzieć o sobie Angela Merkel. Nie jest wielkim kanclerzem, ale
Niemcy widzą, że na scenie politycznej nie ma nikogo, kto mógłby jej dorównać. Mówią: "Przeżyliśmy z Merkel cztery lata, nie było źle, dajmy jej kolejne".
Niemcy są ostatnio strasznie niepewni przyszłości. Naszą gospodarkę mocno nadwerężył kryzys. Nie wiadomo, czy najgorsze jest już za nami, jak w najbliższych miesiącach będzie rosnąć
bezrobocie. Ludzie ufają Merkel, że poradzi sobie z recesją. Wraca nasze stare przysłowie o niezmienianiu konia w połowie wyścigu.
Wydawałoby się, że czasy kryzysu to złoty okres dla populistów, takich jak postkomunistyczna Die Linke.
- Niemcy nie myślą w tych kategoriach. Ich interesuje, co dana partia ma do powiedzenia w sprawie pobudzenia koniunktury, tworzenia nowych miejsc pracy. Postkomuniści propagują radykalne rozwiązania: nacjonalizację, wysokie podatki, walkę z wielkimi koncernami. Niemców to odstrasza. Wolą partie, które mają zrównoważone podejście do gospodarki. Na tym wygrywa CDU i liberałowie z FDP.
Jak tłumaczyć fatalne wyniki SPD? Sondaże wróżą partii 22 proc. poparcia. To o 15 proc. mniej niż chadecja! - Socjaldemokraci są w kryzysie. Startują do wyborów z gorszej pozycji, ich lider Frank Walter Steinmeier nie ma przywódczej charyzmy, która była wizytówką byłego kanclerza Gerharda Schrödera. Co gorsza, nie potrafią skutecznie komunikować swojego programu, nie potrafią wykorzystać swoich ministrów. Prześladuje też ich pech - prasa przyłapała ostatnio minister zdrowia, która wzięła na urlop do Hiszpanii służbowy
samochód. Skandal, jaki wybuchł, był dla SPD sporym ciosem.
Czyli na miesiąc przed wyborami w Niemczech wszystko jest już jasne? Wygra Angela Merkel, a CDU zbuduje nowy rząd razem z liberałami? - Na razie wszystko zmierza w tym kierunku. Ale więcej o tym, kto wygra wybory, będzie można powiedzieć po 30 sierpnia - po wyborach lokalnych w Saksonii, Turyngii i Kraju Saary. Pytanie, jaki wynik w wyborach osiągnie socjaldemokracja. Jeśli duży, to ospałość kampanii skończy się na drugi dzień.