Zatoka Piratów na sprzedaż, pan, jeden z głównych założycieli, nazywany głosem piratów, odchodzi. To koniec? Internet ma to do siebie, że wszystko co w nim istnieje, ma swój rychły koniec. Walczyliśmy przez sześć lat, poświęcając na to sporą część własnego życia. Nie mamy już energii, czasu ani środków, by dalej to prowadzić. Rezygnuję z funkcji rzecznika, ale nie z debaty o przyszłości internetu. A zniknięcie Zatoki z mediów może tej debacie pomóc - przypisuje się nam rolę większą niż odgrywamy w rzeczywistości. Efekt jest taki, że zbyt wiele mówi się dziś o serwisie jak o symbolu, zamiast dyskutować o przyszłości P2P i przyszłości praw autorskich.
Część internautów uważa, że się sprzedaliście, wraz z "pirackimi" ideałami Takie opinie stanowią raczej margines, poza tym to zwykłe oszczerstwa. To najnormalniejsza pod słońcem transakcja: ktoś sprzedaje coś i to - patrząc z perspektywy kupującego - tanio.
Tanio? Ponad 7 mln dolarów za serwis, który na celownik wzięli prawnicy z Hollywood, a nad założycielami wciąż wisi wyrok więzienia. Z czysto merkantylnego punktu widzenia, porównując kwotę do wycen normalnych serwisów, te kilka milionów za serwis z taką bazą użytkowników, to niewiele.
Ale Zatoka Piratów nie jest zwykłym serwisem. Dopiero nowy nabywca chce przekształcić serwis w legalny biznes. Irytuje mnie, gdy tak piszą media. To już dziś jest legalny serwis i wierzę, że wyroki sądowe ostatecznie zapadną po naszej myśli. Nie robimy i nie robiliśmy nic niezgodnego z prawem.
To nie szalone plany, by ugrzecznić serwis uważany za gniazdo piractwa? Wykorzystać Zatokę do jakiegokolwiek komercyjnego przedsięwzięcia nie będzie łatwo. Bo przecież nie to było motorem napędowym serwisu. Ale nie dbam o to, czy Global Gaming Factory [nabywca serwisu] się uda, czy nie. Jeśli Zatoka Piratów z nowym właścicielem upadnie, trudno. Na jej miejsce pojawi się coś innego, coś, co wytworzy w internecie nową energię. Jeśli zaś się uda, świetnie.
A może sprzedaż serwisu, wprowadzenie płatności i wycofanie się z roli rzecznika to pierwsze kroki do pozasądowej ugody z Hollywood? Nie będzie żadnej ugody. Ani z MPAA [stowarzyszenie reprezentujące branżę filmową], ani z IFPI [organizacja skupiająca firmy fonograficzne]. Ugodę mógłbym sobie wyobrazić w jednym wypadku: gdyby dali nam kupę forsy i zgodzili się na zamknięcie działalności.
Kiedy wygramy obecne sprawy sądowe, a do ich wyników jesteśmy pozytywnie nastawieni, pozwiemy ich za wyrządzone szkody.
Formalnie właścicielem Zatoki Piratów jest tajemnicza spółka zarejestrowana w raju podatkowym. Kto za nią stoi? Nie mogę tego ujawnić. Po pierwsze dlatego, że nie jestem w 100 proc. pewien, kto jest właścicielem. Po drugie, bo każdy, kto ma coś wspólnego z Zatoką Piratów, jest celem dla mafiosów z organizacji praw autorskich. A oni pozwali już wystarczająco wiele osób.
Poza tym, nie możemy mieć sekretów? Czy tylko dlatego, że w tym co robimy jest interes społeczny, musimy mówić wszystko wszystkim?
Jest jeszcze jeden scenariusz. Sprzedajecie serwis u szczytu popularności, wyprowadzacie pieniądze w bezpieczne miejsce i na spokojną emeryturę jak znalazł... Pieniądze trafią do fundacji, która ma finansować różne przedsięwzięcia internetowe. Jeszcze w tym roku pojawi się witryna, gdzie będzie można ubiegać się o dotację. Ale to nie my będziemy kierować fundacją. Co więcej, ustaliliśmy zasadę: nikt z załogi Zatoki Piratów, ani z naszych przyjaciół czy rodziny, nie dostanie ani centa z tych pieniędzy.
Zatokę Piratów w szczycie popularności odwiedzało miesięcznie 25 mln internautów. Nie macie wrażenia, że większości wasza walka nic nie obchodziła, chcieli tylko ściągnąć jakiś film czy muzykę? Pewnie trafili się i tacy, i tacy. Jednak po głosach, jakie otrzymała Partia Piratów, można zgadywać, że tych popierających było całkiem sporo.