Gdy 3 lipca 1989 roku na łamach "Gazety" ukazał się artykuł "Wasz prezydent, nasz premier", powszechnie skrytykowano go w kręgach politycznych, zarówno władzy, jak i "Solidarności".
Adam Michnik przedstawił w nim koncepcję rewolucyjną, która gwałtownie przyspieszała kalendarz demokratycznej transformacji. Jak wspomina
Bronisław Geremek w książce Jacka Żakowskiego "Rok 1989": "Gdy ze wszystkich stron atakowano Michnika, w jego obronie nie odezwał się żaden głos". Michnik był osamotniony. Dziesięć dni po ogłoszeniu tekstu "Tygodnik Solidarność" odpowiedział artykułem Tadeusza Mazowieckiego pt. "Spiesz się powoli". Mazowiecki uważał, że propozycja Michnika jest politycznym awanturnictwem.
19 lipca Zgromadzenie Narodowe, realizując wynegocjowany przy Okrągłym Stole kontrakt, w dramatycznym głosowaniu - ledwie jednym głosem - wybrało na prezydenta gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Prezydent był ich, choć widać było, że wynegocjowany parytet sił zaczyna się zmieniać na korzyść obozu demokracji. Kilkunastu posłów PZPR oraz dawni satelici partii komunistycznej - ZSL i SD - skłaniali się do politycznej współpracy z"Solidarnością". Choć gen. Czesław Kiszczak (najbardziej zaufany człowiek Jaruzelskiego) powołany został na premiera, to nie był już w stanie stworzyć gabinetu. Były jeszcze rozpaczliwe pomysły utworzenia rządu pod batutą Romana Malinowskiego (ZSL), ale dynamika procesu polskiej transformacji w niecałe dwa miesiące po odsądzanym od czci i wiary artykule Michnika potwierdziła trafność jego tezy. Już było wiadomo, że premier musi być nasz.
Polska leżała jeszcze w sercu Układu Warszawskiego otoczona komunistycznymi państwami. W połowie sierpnia kierownictwo Biura Politycznego Rumuńskiej Partii Komunistycznej przekazało polskiemu ambasadorowi w Bukareszcie i innym rządzącym komunistycznym partiom gwałtowną krytykę ugodowej postawy polskich towarzyszy. To była tradycja z czasów inwazji na
Węgry w 1956 r. i na Czechosłowację w 1968 r. Na pytanie Żakowskiego, czy była to jeszcze groza, czy już operetka, Geremek odpowiada: Groza.
Warto takie epizody przypominać, bo do ocen tamtego czasu często przykłada się dzisiejszą ahistoryczną miarę. Tymczasem, gdy wybierano Mazowieckiego, mur berliński stał mocno, a w Polsce stacjonowały radzieckie dywizje. Kroczyliśmy jako pierwsi po cienkim lodzie. O jego rzeczywistej grubości można byłoby się przekonać tylko wówczas, gdyby ów lód się załamał. Ale to oznaczałoby koniec marzeń o wolności. Nad polską aksamitną rewolucją wisiał cień Budapesztu, Pragi i niedawnych wydarzeń na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie.
24 sierpnia Mazowiecki został powołany przez Sejm na premiera - i to niemal jednogłośnie -przy czterech głosach sprzeciwu i 41 wstrzymujących się.
Wyrokiem losu pierwszym niekomunistycznym premierem został człowiek, który najgwałtowniej atakował Michnika za awanturniczą koncepcję „Wasz prezydent, nasz premier”. 17 sierpnia
Tadeusz Mazowiecki spotkał się w Hotelu Europejskim z Lechem Wałęsą. Ówczesny sekretarz Wałęsy Krzysztof Pusz wspominał w książce wyżej podpisanego „Wódz”: „Lech zwrócił się do Mazowieckiego: »Panie Tadeuszu, będzie Pan premierem «. Mazowiecki zaniemówił, był kompletnie zaskoczony. Przyjechał przecież do Wałęsy po to, by odwieść go od koncepcji »wasz prezydent, nasz premier «. Mazowiecki przynajmniej dla zasady musiał podać w wątpliwość własną kandydaturę. Po dłuższej chwili powiedział: »Panie Lechu, ja? «. Dało się jednak wyczuć, że propozycja zaimponowała Mazowieckiemu”.
Wiadomo było, że Mazowiecki nie będzie lekkomyślnie nadwerężał cienkiego lodu, ale czy zrobi wszystko, by wykorzystać nieznaną w historii Polski koniunkturę? Formułując życzenia dla nowego premiera, "Gazeta" piórem naczelnego przypomniała jego podziw dla feldmarszałka Michaiła Kutuzowa -pogromcy Napoleona - mistrza wyczekiwania. "Życzę mu - pisał Michnik - by był premierem wypowiedzi jasnych i konkretnych, decyzji odważnych i dalekowzrocznych".
Aluzja do Kutuzowa była zawoalowaną obawą o zbytnią bierność. Było bowiem oczywiste, że samym czekaniem nie da się doprowadzić do zwycięstwa, że trzeba je w odpowiedniej chwili zastąpić czynem. Obawy były całkowicie bezpodstawne. Rząd Mazowieckiego okazał się rządem radykalnego demokratycznego przełomu, rewolucji rynkowej, wolnego samorządu, suwerennej polityki zagranicznej. A sam Tadeusz Mazowiecki wyznaczył najwyższy moralny i polityczny standard premiera nowej Polski. Był przywódcą twardym, upartym i niemalowanym. Nie bez powodu oceniany jest jako najlepszy premier w historii 20-lecia.
Pierwszy niekomunistyczny premier był żywym zaprzeczeniem podziału jałtańskiego. Czas był to niezwykły. Historia działa się tu i teraz, dlatego nikt nie oglądał się wtedy na historyczne rocznice, nawet jeśli były one okrągłe. Ostatecznych politycznych uzgodnień w sprawie premierostwa Mazowieckiego dopełniono 23 sierpnia 1989, dokładnie w 50. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow. Trudno nie dostrzec w tym wymownego symbolu triumfu Polaków nad zniewoleniem zgotowanym nam w XX wieku przez Hitlera i Stalina.