Polska demokracja zawisła na włosku? Tylko szarpnąć i rozplaska się o bruk? Pisma katolickie widzą ten problem. Wskazują przyczynę: parytety. Sprawców: Kongres Kobiet Polskich. I jeszcze środki zapobiegawcze: uciszyć te baby, najlepiej kobiecym głosem.
W „Gościu Niedzielnym” Alina Petrowa-Wasilewicz, przewodnicząca Krajowej Rady Katolików Świeckich, stwierdza, że parytet „obraża kobiety” bo „zakłada ich niepełnosprawność”. Wyznaje: „Nie rozumiem, co to znaczy parytet. Przecież partie polityczne są różne, programy są różne. Jaki jest sens obsadzania w nich wedle płci 50 na 50, skoro mają one tak różne programy? A skoro będą należały one [kobiety] do różnych partii, to dlaczego ktoś z góry zakłada, że nagle zaczną podobnie, jednomyślnie działać? To absurd”.
Zgoda, to absurd. Bo kobiety nie są wielkim jednolitym kobietonem. Mogą mieć różne priorytety i realizować je w różnych partiach. "Docenienie pracy kobiet w domu" jest potrzebne, ale wbrew temu, co pisze pani Wasilewicz, to niejedyny "prawdziwy problem" kobiet.
Redaktor naczelny „Przewodnika katolickiego” ks. Dariusz Madejczyk też nie bardzo rozumie, co to znaczy parytet. „Zmuszanie kogokolwiek do określonego wyboru poprzez rezerwację miejsc dla pewnej grupy osób byłoby po prostu naruszeniem zasad demokracji”, uważa.
Ks. Henryk Zieliński, naczelny „Idziemy”, wykrył, że „ostatnie zabiegi grupy feministek” o parytet „podszyte są obłędną ideologią z poprzedniej epoki”, z tym że walkę klas zastąpiła „ideologia walki płci”. Tymczasem kobiety, przekonuje, do rządzenia się nie pchają. Wynika to z ich „mniejszego z natury zainteresowania polityką, co widać choćby na spotkaniach, podczas których towarzystwo dzieli się na dwie grupy, gdy tylko panowie zaczynają o niej rozmawiać. Kobiety wolą wtedy spokojnie pogadać choćby o modzie. Po co mają się katować sporami, z których najczęściej i tak nic nie wynika? W przypadku parytetu kobiety do polityki trzeba więc będzie chyba brać z łapanki - może z wyjątkiem ugrupowań o marksistowskiej proweniencji”.
Dla nierozumiejących idei parytetów parę informacji zatem. Kongres Kobiet Polskich to nie grupa lewicowych feministek, to także katoliczki oraz ani feministki, ani katoliczki (to się zdarza). A po wprowadzeniu parytetów agentki Kongresu nie będą pilnowały w lokalach wyborczych, żeby pod karą grzywny oddawać głos na kobiety. I nadal będzie można wcale nie głosować. Na przykład redaktor naczelny "Idziemy" zamiast na wybory miałby prawo wybrać się na jakieś towarzyskie spotkanie i z innymi panami spokojnie pogadać. Choćby o samochodach.
Źródło: Gazeta Wyborcza