http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dyskryminacja trudna do zgryzienia

Ewa Siedlecka
2009-08-24, ostatnia aktualizacja 2009-08-23 19:47

Nie będzie osobnego organu do przeciwdziałania dyskryminacji. Z ustawy o równym traktowaniu zostanie jedynie szeroki zakaz dyskryminacji np. ze względu na rasę i płeć

Elżbieta Radziszewska
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Elżbieta Radziszewska
Prace nad ustawą o równym traktowaniu zaczęły się w Ministerstwie Pracy za rządów PiS (w 2006 r.). Miała ona wdrożyć unijne dyrektywy antydyskryminacyjne i uregulować sprawę dyskryminacji kompleksowo we wszelkich jej przejawach i dziedzinach życia.

Ustawa była wyczekiwana przez organizacje zajmujące się prawami człowieka. Miały one nadzieję, że pozwoli egzekwować - także przed sądami - konstytucyjny ogólny zakaz dyskryminacji. Takiej ustawy nie będzie. Wiadomo to od stycznia, kiedy zmieniła nazwę na ustawę o "wdrożeniu niektórych dyrektyw UE".

Teraz okazuje się, że nie będzie też przewidzianego w kilku dyrektywach "niezależnego organu", który zajmowałby się przestrzeganiem niedyskryminacji, prowadził monitoring, sporządzał raporty i udzielał pomocy prawnej ofiarom dyskryminacji.

- Na spotkaniu z minister pracy Jolantą Fedak, w obecności premiera, z udziałem ministra Michała Boniego, wiceminister [już byłej] Agnieszki Chłoń- Domińczak i przedstawiciela UKIE, ustaliliśmy, że tym niezależnym organem będzie rzecznik praw obywatelskich - mówi "Gazecie" pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska. I podkreśliła, że ona - jak dotąd - odpowiadać będzie za monitorowanie i koordynację politycznych działań rządu w zakresie walki z dyskryminacją.

Ten "niezależny urząd" był kością niezgody pomiędzy minister Radziszewską a minister Fedak. W pierwszej wersji ustawy powstałej jeszcze za minister Jolanty Kluzik-Rostkowskiej (PiS) przewidywano nowy, niezależny urząd ds. przeciwdziałania dyskryminacji. Takie urzędy są w kilkunastu krajach UE. Potem departament ds. kobiet rodziny i przeciwdziałania dyskryminacji, który pisał kolejne wersje ustawy, umieszczał ów "niezależny organ", a to jako podległy ministrowi pracy, a to ministrowi właściwemu do spraw przeciwdziałania dyskryminacji (czyli prawdopodobnie też ministrowi pracy). Istniała więc groźba, że minister Radziszewska - gdyby dalej miała się zajmować dyskryminacją z ramienia rządu - stałaby się podwładną minister Fedak.

Rada Legislacyjna i organizacje pozarządowe krytykowały pomysł umiejscowienia urzędu w strukturach rządu, bo wtedy nie byłby niezależny. I koniec końców nowego urzędu ma po prostu nie być. Zamiast tego RPO zostanie zobowiązany do monitorowania sprawy równego traktowania, pisania raportów i pomocy ofiarom dyskryminacji.

- Szkoda, że nie pójdziemy śladem większości krajów UE. Ale może to być i rzecznik praw obywatelskich, ale pod warunkiem, że w ustawie budżetowej, nad którą pracuje rząd, znajdą się dla niego dodatkowe pieniądze na utworzenie i działalność biura ds. przeciwdziałania dyskryminacji. Inaczej będzie to pusty gest mający na celu uniknięcie stworzenia odrębnego organu - ocenia Karolina Kędziora, prezeska Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, które konsultowało kolejne wersje ustawy.

A co z ustawą o równym traktowaniu?

- Nie będzie jej - mówi minister Radziszewska. I dodaje, że na spotkaniu z premierem ustalono, że jej zamiennik - ustawę o wdrożeniu unijnych dyrektyw antydyskryminacyjnych - przygotuje pod formalnym kierownictwem Ministerstwa Pracy międzyresortowy zespół z udziałem przedstawicieli zainteresowanych resortów (MSWiA, sprawiedliwości, oświaty). Ma uwzględnić m.in. bardzo krytyczne uwagi Rady Legislacyjnej do wersji ustawy przygotowanej przez Ministerstwo Pracy.

Rada oprócz uzależnienia "niezależnego urzędu" od rządu skrytykowała preambułę do ustawy - za nieprecyzyjne sformułowania i za to, że ustawa wykracza poza dyrektywy unijne, mimo że nazywa się ustawą o wdrożeniu tych dyrektyw. A więc dokładnie za to, co akurat podoba się organizacjom pozarządowym. - Dyrektywy UE ustanawiają standard minimalny. Kraje są zachęcane do jego poszerzania - podkreśla Karolina Kędziora.

Jednak minister Radziszewska zapewniła "Gazetę", że po poprawkach z ustawy nie zniknie szeroki katalog cech, ze względu na które dyskryminować nie wolno. W pewnym sensie szerszy niż w konstytucji, która zakazuje dyskryminacji "z jakiejkolwiek przyczyny", bo projekt wymienia, że "w szczególności" chodzi o takie cechy, jak: "płeć, rasa, pochodzenie etniczne, narodowość, wyznanie lub światopogląd, poglądy polityczne, niepełnosprawność, wiek lub orientacja seksualna, stan cywilny oraz rodzinny".

- Jeśli ten katalog zostanie, to ustawa ma szanse szeroko chronić przed dyskryminacją i umożliwić osobom poszkodowanym dochodzenie swoich praw w sądach - ocenia Kędziora.

Chcieliśmy uzyskać w tej sprawie stanowisko minister pracy Jolanty Fedak lub upoważnionego przez nią urzędnika. Po przeszło dwóch tygodniach biuro prasowe ministerstwa powiedziało nam, że minister odpowie na pytanie albo nie.

Według minister Radziszewskiej projekt nowej ustawy powstanie do końca jesieni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':