Przemawiająca po Steinbach kanclerz
Angela Merkel nie zająknęła się w tej sprawie słowem. Merkel apelowała za to o pojednanie z Polakami i przypominała wysiedlonym, dlaczego stracili swoje małe ojczyzny.
- Wypędzenia były bezpośrednią konsekwencją wywołanej przez
Niemcy II wojny światowej i zbrodni narodowego socjalizmu - mówiła, przestrzegając Niemców przy okazji przed fałszowaniem historii.
To był drugi występ Merkel na Dniu Stron Ojczystych, najważniejszym święcie wysiedlonych. Obchodzi się je w Berlinie w rocznicę podpisania w 1950 r. Karty Wypędzonych, czyli dokumentu, w którym ci wyrzekli się odwetu na rzecz budowania zjednoczonej Europy.
Obecność niemieckiej kanclerz na celebrowanej w Berlinie imprezie nie jest żadną niespodzianką. W Niemczech za miesiąc odbędą się wybory do Bundestagu, a konserwatywne środowisko wysiedlonych to twardy elektorat CDU. W podobny sposób Merkel mobilizowała wyborców już przed wyborami w 2005 r.
Cztery lata temu Merkel bezkrytycznie poparła jednak pomysł przewodniczącej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach, by w Berlinie pod jej auspicjami stworzyć Centrum przeciw Wypędzeniom. W sobotę, choć dziękowała Steinbach za jej pracę i chyliła czoła przed wkładem Wypędzonych w odbudowę powojennych Niemiec, to tym razem żądania Steinbach zupełnie przemilczała.
Chodzi o obsadę rady nadzorującej pracę tzw. widocznego znaku, muzeum wysiedlonych, które w Berlinie zamiast proponowanego przez Steinbach Centrum będzie budować niemiecki rząd. Związek Wypędzonych, który dostał prawo do objęcia w 13-osobowej radzie trzech miejsc, wiosną desygnował na te stanowiska Steinbach i dwóch jej zastępców. Pod naciskiem Polski Merkel w marcu 2009 r. nie dopuściła jednak Steinbach do rady (oficjalnie Steinbach zrezygnowała sama, a Związek na jej miejsce demonstracyjnie nie desygnował nikogo innego.)
Choć źródła dyplomatyczne w Berlinie twierdzą, że wejście Steinbach do rady "widocznego znaku" jest i pozostanie wykluczone, ta nieustannie się o to stanowisko upomina. - Nasza organizacja ofiar ma swobodne prawo do tego, by w demokracji bez ograniczeń korzystać ze swych uprawnień. Tego nie pozwolimy sobie odebrać - dopominała się podczas sobotnich uroczystości.
Szefowa Związku Wypędzonych udowadniała też, że zbrodnie nazistów nie mogą usprawiedliwiać powojennych wypędzeń. - Z zimnym sercem zaciera się to, że mieszkańców Hamburga lub Monachium nie wypędzono, choć mogli być zagorzałymi nazistami - mówiła. Po raz kolejny, powołując się na relacje "New York Timesa" z lat 30., zarzuciła Polsce, że już przed wojną wysiedlała Niemców.
Merkel, która przemawiała tuż po niej, mówiła wprawdzie o bezprawności wypędzeń i cierpieniach wysiedlonych Niemców, słuchającym jej Wypędzonym przypomniała jednak, że nie można "rozdrapywać ran".