http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kreml potrzebuje mitu Stalina

Wacław Radziwinowicz
2009-08-22, ostatnia aktualizacja 2009-08-23 10:50

Moskwa uparcie stosuje wobec nas starą sztuczkę przyłapanego na gorącym uczynku kieszonkowca, który drze się "Łap złodzieja!" i udaje, że rzuca się w pościg za przestępcą

Józef Stalin
Fot. AP
Józef Stalin
Od miesięcy słychać w Rosji oskarżenia, że to Polska ponosi winę za wywołanie II wojny światowej, a teraz próbuje ją zwalić na Związek Radziecki. Im bliżej przypadającej w niedzielę 70. rocznicy podpisania zbrodniczego paktu Ribbentrop-Mołotow, tym te głosy są bardziej donośne.

"Umiarkowane żądania Hitlera"

Najdalej poszedł wojskowy historyk Siergiej N. Kowalow, umieszczając na oficjalnej stronie internetowej MON elaborat dowodzący, że wojnę wywołały władze naszego kraju. Polska bowiem, naucza Kowalow, postąpiła egoistycznie, nie chcąc w 1939 r. spełnić "umiarkowanych" i "słusznych" żądań Hitlera.

Wokół pisaniny płk. Kowalowa było w Polsce dużo szumu, ale warto pamiętać, że w antypolskiej nagonce, która trwa w Rosji, to jednak margines. Oficjalna taktyka jest sprytniejsza. Dyżurni historycy wbijają publiczności rosyjskiej do głowy, że Stalin nie miał innego wyjścia, jak tylko zawrzeć przymierze z Hitlerem i wspólnie z nim przystąpić do rozbioru Polski. Zmusili go do tego Europejczycy, podpisując układ monachijski i odmawiając sprzymierzenia się z nim przeciw Berlinowi. Do tego, nakłaniając Niemcy do ataku na ZSRR.

Tak piszą i gazety, i autorzy akademickich podręczników, i profesorowie członkowie Rosyjskiej Akademii Nauk. Tak mówią politycy. Stalina wybiela potężny chór na wiele głosów. To Polska kłamie - mówi chór.

Siergiej Naryszkin, szef administracji Kremla, na stronie internetowej Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych napisał właśnie, że w Polsce, krajach bałtyckich i w Gruzji "fałszowanie i upolitycznianie historii na szkodę Rosji podniesiono do rangi polityki państwowej". Autor tych słów jest przewodniczącym powołanej właśnie prezydenckiej komisji do przeciwdziałania fałszowaniu historii na szkodę Rosji, kieruje też prezydencką komisją do spraw tajemnicy państwowej.

To Naryszkin trzyma za siedmioma pieczęciami większość dokumentów zebranych w czasie rosyjskiego śledztwa katyńskiego, co pozwala historykom, takim jak płk Kowalow, powtarzać, że Polaków wymordowali Niemcy, a nie NKWD.

Na tej samej stronie internetowej minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow pisze, że nie można mówić o jakiejś "zmowie" Stalina z Hitlerem, a ci, którzy to robią, uczestniczą w kampanii antyrosyjskiej.

Dla władz Rosji Stalin to relikwia

Władze Rosji zaciekle bronią i będą bronić Stalina, bo nie mają innego wyjścia. Jedynym fundamentem ideologii ich państwa jest pamięć o wielkim zwycięstwie nad Niemcami. W dzisiejszej mitologii rosyjskiej to najwyższa, może nawet jedyna świętość, relikwia, której nikt i nic nie może zbrukać.

Stalin, architekt tego zwycięstwa, nie może więc być zbrodniarzem, jest za to "efektywnym menedżerem". Tej wersji władze Rosji będą bronić jak fanatyczni mnisi tabernakulum, bo nic bardziej świętego nie mają.

Czy warto się więc spierać z Rosjanami o historię, skoro oni zmienić swojego stanowiska w żadnym wypadku nie mogą?

Nie tylko warto - trzeba. I to nie dla naszego dobra, lecz w interesie Rosjan. Bo mit "efektywnego menedżera" wciąż rzuca głęboki cień - na szczęście nie na nasze, lecz ich życie. Jego ważną składową jest choćby zasada dominacji państwa i władzy państwowej nad jednostką. To ona sprawia, że kiedy na moskiewskiej ulicy od kuli skrytobójcy ginie opozycyjna dziennikarka, prezydent może powiedzieć, że "szkodziła", a zwykli ludzie obojętnie przechodzą obok tej zbrodni; tak samo, jak nie reagowali, kiedy w 1937 r. NKWD po nocach zabierało z domów ich sąsiadów, bo władza uznała ich za "szkodliwych".

... a propaganda rosyjska znów swoje

W przeddzień rocznicy Paktu Ribbentrop-Mołotow TV Rossija (kanał publicznej telewizji o największej oglądalności), nadała zapowiadany film "Sekrety tajnych protokołów". Przedstawia znaną już w propagandzie stalinowskiej wersję - to Polacy z Hitlerem i japońskim cesarzem chcieli napaść na ZSRR, biedny Stalin nie miał wyjścia, Zachód - Francja i W. Brytania - nie chciał mu pomóc, więc musiał się dogadać z Hitlerem, by odsunać groźbę wojny.

"Sekrety tajnych protokołów" w TV Rossija

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':