Na swojej stronie internetowej ministerstwo zamieściło projekt rozporządzeń do tzw. ustawy koszykowej. O koszyku świadczeń gwarantowanych, czyli liście procedur, które należą się pacjentom w ramach opłacanej składki, słychać od lat. Ustawę złożyła w Sejmie minister Ewa Kopacz, a prezydent
Lech Kaczyński jej nie zawetował.
Ustawa jednak to tylko narzędzie do wprowadzenia koszyka. Dopiero w rozporządzeniach minister Kopacz miała określić, co jest bezpłatne, do czego trzeba dopłacić, a za co płacić.
Rozporządzenia muszą wejść w życie przed 31 sierpnia. Ich projekty jednak dopiero od tygodnia wiszą na stronie internetowej, a czas na dostarczenie do ministerstwa opinii na ich temat minął wczoraj o północy.
- Co to jest dwa dni na ocenę takich bzdur! Protestujemy! - oburza się Iwona Borchulska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. I mówi, co skrytykowały pielęgniarki: - Tak zawyżono kryteria oceny stanu pacjentów, że teraz na kompleksową opiekę pielęgniarską (domowe wizyty, mycie itp.) nie zasłuży sobie nawet chory sparaliżowany od stóp do głów, o ile tylko ma odruch przełykania pokarmu.
Z kolei kardiolodzy zareagowali zaskoczeniem. - Nie wiem, kto wpadł na pomysł wpisania do koszyka 32 nowych procedur. Są wśród nich najnowocześniejsze metody leczenia, między innymi wszystkie rodzaje tzw. operacji hybrydowych, których nie refunduje się dziś w żadnym państwie świata. Nas przecież też na to nie stać - mówi prof. Lech Poloński, śląski konsultant kardiologii.
Operacje hybrydowe to np. zabieg z udziałem kardiologów i kardiochirurgów. Przy jednym stole operacyjnym odbywa się naraz wszczepienie stendów i założenie by-passów. Według specjalistów w Polsce nie ma nawet w pełni wyposażonej sali, w której można by wykonywać takie złożone operacje.
- Rozporządzenia to kopia katalogu procedur
NFZ, tyle że skrócona i pełna absurdów - komentuje Marek Balicki, poseł (niezrzeszony), były minister zdrowia i szef Szpitala Wolskiego w Warszawie. - Na przykład założenie cewnika na stałe będzie mógł odtąd wykonać tylko chirurg ogólny. Jeśli zrobi to urolog, NFZ za to nie zapłaci. Minister gwarantuje, że darmowe będą świadczenia z zakresu ratownictwa medycznego. Definiuje je jako czynności wykonywane dla ratowania życia przez zespoły ratownicze. Przecież to masło maślane.
Jest też istotna zmiana dotycząca pacjentów wymagających niestandardowego podejścia. Dotychczas zgodę na nietypowe leczenie dawał szef Funduszu. Teraz może o tym zdecydować tylko ministerstwo, co komplikuje i wydłuża procedurę.
- To jest najgorsze - ocenia poseł
Andrzej Sośnierz (
PiS), były szef Funduszu. Do tej pory o tym, za co zapłaci NFZ, decydował jego prezes, wydając zarządzenie. Jeśli uznał, że znalazły się w nim błędy, mógł wydać nowe anulujące poprzednie - jak ostatnio w przypadku leczenie zawałów serca, o co apelowała "Gazeta". Teraz będzie potrzebne rozporządzenie ministra zdrowia. Na decyzję trzeba więc będzie czekać nie dni, lecz tygodnie - zauważa Sośnierz.
Jak tłumaczy się
Ministerstwo Zdrowia? W oficjalnym piśmie z resortu czytamy, że koszyk jest zgodny z zaleceniami działającej przy ministerstwie Agencji Oceny Technologii Medycznych, która rekomendowała w pierwszej kolejności te świadczenia, które już teraz finansowane są przez NFZ. W nieoficjalnych rozmowach urzędnicy przyznają: koszyk nie był gotowy na czas, jest niedopracowany.