Fundusz i resort środowiska nie tylko ostatecznie zatwierdziły wysokość dotacji, ale przyjęły też kryteria jej przyznawania i uzgodnioną z samorządowcami z puszczy listę przedsięwzięć, które mogą liczyć na dofinansowanie. Chodzi o środki z Białowieskiego Programu Rozwoju - pakietu pomocowego dla puszczańskich gmin, jaki w połowie roku zaproponował im minister środowiska.
- Pieniądze leżą na stole. Dzięki nim program to unikalna propozycja, jak z korzyścią dla mieszkańców wykorzystać ogromny potencjał, jakim jest
przyroda Puszczy Białowieskiej - mówił na czwartkowej konferencji prasowej minister środowiska prof.
Maciej Nowicki.
Za te środki w puszczańskich gminach mogłyby powstać m.in. wodociągi, kanalizacja i nowe szlaki turystyczne. Na liście uzgodnionych projektów znalazły się np. zbiornik retencyjny w Białowieży, budowa kanalizacji i 300 oczyszczalni przydomowych w okolicach zalewu Siemianówka, czy rekultywacja terenów po likwidowanych wysypiskach śmieci na terenie całej puszczy. Zaplanowano też dofinansowanie zakładu przetwarzania odpadów w Hajnówce. W sumie lista liczy kilkadziesiąt pozycji, z samej gminy Białowieża jest ich 16. Dofinansowanie ma wynosić 85 procent wartości przedsięwzięcia.
Pakiet ma być dla lokalnych gmin rodzajem rekompensaty za ewentualne straty, jakie mogłyby one i ich mieszkańcy ponieść w wyniku poszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego. W tej chwili obejmuje on 16 procent powierzchni polskiej części ostatniego lasu naturalnego Europy. Po poszerzeniu zająłby około połowy powierzchni puszczy. Reszta pozostałaby w zarządzie Lasów Państwowych, które obecnie na większości obszaru Puszczy Białowieskiej prowadzą normalną gospodarkę, pozyskując rocznie do 140 tysięcy metrów sześciennych drewna. Mimo tego działające na terenie ostatniego lasu naturalnego Europy nadleśnictwa przynoszą od kilku lat milionowe straty.
W wyniku powiększenia parku prace mogłoby stracić niecałe sto osób z zakładów usług leśnych - prywatnych firm pracujących na zlecenie nadleśnictw. Likwidacji uległoby też całe nadleśnictwo Białowieża i część nadleśnictwa Browsk. Jednak wszyscy pracownicy albo znaleźliby pracę w parku albo w innych jednostkach Lasów Państwowych. Dokładny przebieg granic poszerzonego parku i sposób poszerzenia ma zostać ustalony wspólnie z samorządami w połowie września.
Według obowiązujących w Polsce przepisów parku narodowego nie można powiększyć bez zgody lokalnych samorządów. Te zaś do takiej idei podchodzą raczej ostrożnie. Mieszkańcy boją się na przykład, że w parku nie będą mogli zbierać grzybów i jagód, a wstęp do lasu będzie płatny. Obawiają się też, że zabraknie drewna budowlanego i opałowego. Minister chce rozwiać te nieuzasadnione obawy. Właśnie rozpoczęła się akcja rozsyłania podpisanego przez niego listu do wszystkich mieszkańców puszczańskich gmin.
- Niepokój ten jest dla mnie zrozumiały, dlatego niniejszym deklaruję, że od mieszkańców gmin nie będą pobierane żadne opłaty za wstęp do parku narodowego. Zbiór jagód grzybów i ziół poza rezerwatami przyrody będzie dozwolony i również w pełni bezpłatny. Mieszkańcom w pierwszej kolejności udostępnione będzie drewno opałowe i użytkowe uzyskane w wyniku prac renaturyzacyjnych - streszczał treść listu minister Nowicki.
Powtarzał też, że zabiega o to, by środki w Białowieskim Programie Rozwoju nie ograniczyły się do 100 mln zł z NFOŚ, ale by w przyszłości pakiet zasiliły też pieniądze np. z unijnych programów. Jeszcze w czerwcu minister zdradził, że zabiega o gazyfikację całego regionu.
Jeśli jednak w wyniku sprzeciwu samorządów nie dojdzie do poszerzenia parku, w rejon puszczy nie trafi ani złotówka. Przedstawiciele resortu zapowiedzieli wczoraj, że jeśli poszerzeniu sprzeciwi się tylko jedna z gmin, to tylko ona zostanie wyłączona z programu. Jej udział zwiększy pulę dostępną pozostałym samorządom.
Przyjęcie takiego rozwiązania może wynikać z oporu gminy Białowieża, z której coraz głośniej dobiegają głosy, że lepsze przynoszące straty i zatrudniające 42 osoby nadleśnictwo niż przyciągający turystów Park Narodowy.
Wójt gminy Białowieża Albert Litwinowicz był wczoraj nieuchwytny. Jednak zdaniem starosty hajnowskiego Włodzimierza Pietroczuka wszystkie samorządy dogadają się z ministerstwem.
- Lista projektów jest wynikiem kompromisu i została ustalona wspólnie z nami. Z drugiej strony, jak to z kompromisami bywa, nie jesteśmy do końca zadowoleni. Liczymy na to, że do regionu trafią również środki spoza funduszu - mówił starosta, podkreślając, że samorządy poza uchwałą funduszu potrzebują też konkretnych gwarancji, że jeśli park zostanie poszerzony, to pieniądze rzeczywiście popłyną.
- Żeby nie zdarzyło się tak, że zmienią się władze funduszu i ktoś postanowi zakręcić ten kurek - tłumaczył starosta.