- Na samą myśl robi mi się niedobrze. To, że temu człowiekowi okazano litość, to hańba! - oburza się Amerykanka Susan Cohen, która w zamachu w 1988 r. straciła 20-letnią córkę. - Współczucie dla niego? A moja śliczna córka nie zasługuje na współczucie? Czy naprawdę libijskie petrodolary są ważniejsze niż sprawiedliwość? - pyta.
Zamach na samolot linii PanAm w 1988 r. nad szkockim miasteczkiem Lockerbie był jednym z najgłośniejszych ataków terrorystycznych w historii. Zginęło wtedy 270 osób, w większości Amerykanów - 259 pasażerów i członków załogi oraz 11 mieszkańców Lockerbie.
57-letni Abdelbaset, były libijski oficer służb specjalnych, został w styczniu 2001 r. uznany za winnego ich śmierci i odsiadywał dożywocie w więzieniu Greenock w Szkocji. Wczoraj szkocki minister sprawiedliwości wypuścił go na wolność ze względów zdrowotnych. Abdelbaset jest śmiertelnie chory na raka prostaty. Tuż po zwolnieniu odleciał do Trypolisu.
Przeciwnicy wypuszczenia terrorysty z więzienia przypominali, że lekarze dają mu kilka lat życia, a zwyczajowo schorowanych więźniów zwalnia się, jeśli zostało im mniej niż trzy miesiące.
Bardziej skłonne do zgody na wypuszczenie terrorysty były rodziny brytyjskich ofiar zamachu. - Nie wierzę w winę tego człowieka, dlatego im szybciej wróci do domu, tym lepiej - mówi Jim Swire, który stracił w zamachu 23-letnią córkę.
Przez kilkanaście lat Trypolis uparcie zaprzeczał udziałowi Libijczyków w ataku. Dopiero w 2003 r. libijski przywódca Muammar Kaddafi przyznał, że to jego służby specjalne zorganizowały zamach, i wypłacił rodzinom ofiar odszkodowanie. W nagrodę ONZ zniosła sankcje wobec Libii wprowadzone po zamachu nad Lockerbie.
Był to także początek współpracy Kaddafiego z
USA w wojnie z terroryzmem. Wkrótce potem Waszyngton skreślił Libię z listy krajów sponsorujących terroryzm.