Tydzień lub dwa marszu, modlitwa i śpiewy - polski katolicyzm stoi pielgrzymkami, zwłaszcza do Częstochowy. Wielu nie wyobraża sobie bez nich sierpnia. Jednak statystyki prowadzone na Jasnej Górze dają jasny sygnał: pielgrzymów ubywa.
W tegorocznym sezonie pielgrzymkowym (od 30 maja do 14 sierpnia) do Częstochowy przyszło 101 tys. 176 osób. To aż o 30 proc. mniej niż dziewięć lat temu. Bo w 2000 r., w porównywalnym okresie, w stronę Jasnej Góry wędrowało 145 tys. 548 osób. Liczba pielgrzymów do Częstochowy topnieje zresztą regularnie z roku na rok. Od czerwca do połowy sierpnia 2006 r. przyszło pod Jasną Górę ok. 107 tys. osób, rok wcześniej - 118 tys., a jeszcze w 2002 r. - 128 tys.
30 proc.
- o tyle zmniejszyła się przez dziewięć lat liczba pielgrzymów na Jasną Górę
Skąd ten spadek? - Jeśli ktoś idzie na pielgrzymkę, to znaczy, że chce swą religijność przeżywać w grupie. Jednak katolicy, zwłaszcza ci młodzi, przeżywają swoją wiarę w sposób coraz bardziej indywidualny - wyjaśnia "Gazecie" Rafał Boguszewski, socjolog z CBOS. Twierdzi, że na przykładzie spadających pielgrzymkowych statystyk widać szersze zjawisko odwrotu od Kościoła instytucjonalnego, widocznego także w innych analizach religijności. - Nie jest to może spadek radykalny, ale naprawdę zauważalny. Jeszcze w 1992 r. ponad dwie trzecie młodych Polaków deklarowało uczestnictwo w niedzielnej mszy świętej. W tym roku takich deklaracji jest około 50 proc. Kierunek religijności się zmienia; nabierają znaczenia własne, prywatne przeżycia kosztem tych wspólnotowych - tłumaczy Boguszewski.
Dominikanin Wojciech Jędrzejewski tak komentuje jasnogórskie statystyki: - Wiem, że istniała spora grupa ludzi, która ograniczała kontakt z Kościołem tylko do pielgrzymki. Zasadniczo w ciągu roku nie chodzili na mszę, za to regularnie na pielgrzymkę. Ten fenomen nie mógł być wieczny. To rodzaj jednorazowego przeżycia duchowego, które - jak pokazują statystyki - straciło dla tej grupy ludzi znaczenie.
Jak podkreśla o. Jędrzejewski, coraz większe zainteresowanie wśród katolików budzą za to rozmaite rekolekcje indywidualne, w skupieniu - np. rekolekcje ignacjańskie. A na dominikańskiej pielgrzymce ogromną popularnością cieszy się tzw. grupa ciszy. Co to oznacza? - Widać wyraźną tendencję odpływu z imprez masowych w stronę tych bardziej elitarnych.
Kościół masowy zmienia się w Kościół wyboru.
A jak jest z frekwencją na poszczególnych pielgrzymkach? W jednej z najliczniejszych - warszawskiej - w 2000 r. szło prawie 14 tys. ludzi. W tym roku pielgrzymów było niemal o połowę (6 tys.) mniej. Ale już np. pielgrzymka krakowska nie kurczy się. - W tym roku mieliśmy 8,5 tys. pielgrzymów, podobnie jest od kilkunastu lat - mówi ks. Jan Przybocki, koordynator pielgrzymki krakowskiej.
Jego zdaniem spadek liczby pielgrzymów w skali ogólnopolskiej może wynikać z emigracji. - Od paru lat sporo młodzieży wyjeżdża do pracy, do Irlandii czy Anglii. Poza tym minął też czas, kiedy studenci całe wakacje mieli wolne. Teraz proszę mi znaleźć studenta, który w lipcu i sierpniu nie pracuje. To samo z młodzieżą szkół średnich. Co ciekawe, w naszej pielgrzymce zdarzało się, że niektórzy szli przez dwa, trzy dni, wracali do pracy i dojeżdżali w ostatni dzień, żeby wejść z nami na Jasną Górę - opowiada ks. Przybocki.
Jasna Góra osobno liczy też pielgrzymów, którzy przychodzą do Częstochowy pod koniec wakacji - zwykle na Uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej (przypada 26 sierpnia). W tym terminie także nie jest lepiej - od 50 tys. w 2000 r. do 35 tys. przed rokiem.
M.in. dlatego organizatorzy pielgrzymek w coraz ciekawszy sposób starają się przyciągnąć potencjalnych pielgrzymów: trasy można śledzić na wirtualnej mapie, a pielgrzymi mogą nawet prowadzić mikroblogi. Czy tendencja się odwróci?