O przepisach dotyczących zawierania małżeństw w
USA decydują stany, nie rząd federalny. Małżeństwa jednopłciowe są lub zaczną być w najbliższych miesiącach udzielane w sześciu stanach, głównie na liberalnym północnym wschodzie kraju. W dziewięciu innych stanach gejom i lesbijkom udziela się oficjalnych związków partnerskich.
W 1996 r. Kongres USA przyjął, a prezydent Bill Clinton podpisał ustawę "O obronie małżeństwa", która definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, pozwala stanom nie uznawać małżeństw homoseksualnych zawartych w innych stanach i nie pozwala na uznawanie związków jednopłciowych przez rząd USA.
W czasie kampanii wyborczej Obama deklarował, że będzie dążył do zniesienia tej ustawy, ponieważ dyskryminuje ona homoseksualistów. Po wygranej jego rząd nic w tej sprawie jednak nie robił, co wywołało protesty grup gejowskich, które mocno wspierały Obamę w kampanii. Do otwartego buntu doszło, gdy w czerwcu Departament Sprawiedliwości sprzeciwił się w sądzie wnioskowi grup gejowskich o uznanie ustawy za nieważną.
Rząd USA niemal zawsze broni przed sądami obowiązującego prawa, nawet jeśli merytorycznie się z nim nie zgadza. To wieloletnia tradycja przestrzegana przez obie partie. Organizacje gejów i lesbijek rozwścieczył więc nie tyle sama obrona, ile uzasadnienie rządu. Związki gejowskie zostały tam porównywane do pedofilskich. W konkluzji Departament Sprawiedliwości pisał, iż małżeństwo heteroseksualne "jest formą tradycyjną i uniwersalną", co też geje i lesbijki uznali za stwierdzenie dyskryminujące.
W czerwcu kilku poważnych darczyńców Partii Demokratycznej popierających gejów odmówiło przekazania kolejnych datków na partię. W poniedziałek Obama zmienił front, lub - jak mówią jego doradcy - "dojaśnił stanowisko".
Poprzednie stanowisko Departamentu Sprawiedliwości nie zostało wycofane, ale pojawiło się nowe. Rząd Obamy nadal broni ustawy o obronie małżeństwa, ale teraz zapowiada, że będzie chciał ją zmienić. Powołuje się też na ekspertyzy psychologów, że dzieci wychowane w związkach jednopłciowych mają się tak samo dobrze jak te z rodzin tradycyjnych. Co więcej, prezydent wydał oświadczenie podkreślające, że on sam chce zmiany prawa, bo ustawę uważa za dyskryminującą.
13 lat temu ustawa przeszła ogromną większością głosów w obu izbach Kongresu USA. Dziś eksperci nie są zgodni, czy Demokraci mają dość głosów, by ją zmienić. Nawet w samej Partii Demokratycznej część kongresmanów i senatorów ma bowiem w kwestiach obyczajowych poglądy mniej lub bardziej konserwatywne.