http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Farfał zwalnia. Pogotowie strajkowe w TVP

Wojciech Czuchnowski
2009-08-19, ostatnia aktualizacja 2009-08-19 11:07

Z pracy mają odejść doświadczeni operatorzy, realizatorzy i dziennikarze. Zwolnienia nie obejmą zaufanych ekipy prezesa

Edyta Lewandowska
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Edyta Lewandowska
Beata Chmielowska-Olech
Fot. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA
Beata Chmielowska-Olech
Adrian Klarenbach
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Adrian Klarenbach

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Dementi
Operator Jerzy Ernst dementuje, że znalazł się na liście przewidzianych do zwolnień grupowych. Ernst był w Iraku z Waldemarem Milewiczem wtedy, kiedy zginął w zamachu.



Wczoraj na głównym gmachu TVP przy ul Woronicza w Warszawie zawisł transparent: "Pogotowie strajkowe". To reakcja pracowników telewizji na listy 501 osób (11 proc. załogi), które zarząd TVP przewidział do planowanych zwolnień grupowych. Listy ogłoszono w poniedziałek po południu. Wcześniej - wbrew przepisom o zwolnieniach grupowych - nie zostały one skonsultowane z działającymi w telewizji związkami zawodowymi.

- To pierwszy powód, dla którego mamy prawo rozpocząć działania, które mogą zakończyć się strajkiem. Gdyby doszło do konsultacji, nie zgodzilibyśmy się na taką strukturę zwolnień, w której prawie 30 proc. zwalnianych to pracownicy twórczy - tłumaczy Mariusz Jeliński z zarządu związku zawodowego Wizja, który grupuje kamerzystów, realizatorów dźwięku, oświetleniowców i dziennikarzy - razem ok. 500 osób.

- Do zwolnienia przewidziano osoby, bez których może być zagrożona emisja programu. To pokazuje, jak niekompetentne są obecne władze TVP, które naszym zdaniem nie powinny wykonywać takich ruchów, bo we wrześniu mają zostać odwołane - dodaje Jeliński, przypominając, że już niedługo wybrana w sierpniu rada nadzorcza TVP ma powołać nowy zarząd.

Rzeczywiście z informacji Presserwisu wynika, że decyzje o zwolnieniu otrzymali m.in. tak doświadczeni operatorzy Agencji Informacji jak Maciej Krogulski, Jan Naukowicz i Jerzy Ernst (ten ostatni był ranny w Iraku w 2004 r.) Na placu Powstańców (tam powstają "Wiadomości") z pięciu operatorów studyjnych ma odejść trzech (chociaż inspekcja pracy zaleciła ostatnio zwiększenie etatów na tych stanowiskach). Do zwolnienia przewidziano też prezenterów TVP Info Adriana Klarenbacha i Edytę Lewandowską oraz prezenterkę "Teleexpressu" Beatę Chmielowską-Olech. Cała trójka jeszcze niedawno reklamowała swoimi wizerunkami programy TVP na billboardach. Pracę straci też kilkunastu reporterów TVP Info i po dwóch-trzech dziennikarzy w ośrodkach lokalnych, gdzie już wcześniej pracowały bardzo zredukowane zespoły.

Wczoraj wielu pracowników, którym w piątek nie zdołano dostarczyć informacji, że są na liście, przysłało do telewizji zwolnienia lekarskie.

Według źródeł "Gazety" w administracji TVP, program zwolnień nie objął jedynie osób uważanych za ludzi prezesa Piotra Farfała - b. działaczy LPR i Młodzieży Wszechpolskiej - zatrudnionych głównie na stanowiskach administracyjnych. O pracę mogą być też spokojni przyjęci przez Farfała dziennikarze tygodnika "Wprost" na czele z Janem Pińskim, szefem Agencji Informacji. Do telewizji przyszło za nim kilkoro kolegów z redakcji, łącznie z bratem, Aleksandrem. Mają dobre warunki pracy (Piński 20 tys. miesięcznie i roczną odprawę), chociaż pracują dopiero od kilku miesięcy i wcześniej nie mieli nic wspólnego z telewizją.

Władze TVP nie komentowały wczoraj ogłoszonego pogotowia strajkowego. Według związkowców pracownicy straży wewnętrznej zrywali na Woronicza ulotki informujące o proteście.

Jego organizatorzy żądają zawieszenia uchwały o zwolnieniach grupowych. Według prawa ten postulat musi zostać spełniony i zarząd TVP ma obowiązek rozpocząć mediację. Na mediatora wyznacza się osobę z zewnątrz, na którą zgodzą się obydwie strony.

Jeżeli efekty mediacji nie zostaną zaakceptowane przez związki, dalsze kroki to strajk ostrzegawczy, a potem strajk generalny. Oba w formie przerwania nadawania programu. Po 1989 r. w telewizji publicznej nigdy jeszcze nie doszło do tego rodzaju protestu.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':