http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sprawa Hanny Lis. Kto był nierzetelny?

Wojciech Czuchnowski
2009-08-19, ostatnia aktualizacja 2009-08-18 20:13

TVP od ponad miesiąca ukrywa korzystne dla Hanny Lis stanowisko własnej Rady Programowej.

Hanna Lis
Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Hanna Lis
Chodzi o sprawę zwolnienia z pracy znanej prezenterki "Wiadomości". 24 kwietnia z Hanną Lis rozwiązano kontrakt za - jak uzasadniono - nieetyczne zachowanie. W czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego Lis, prowadząc główne wydanie największego dziennika telewizyjnego, nie zgodziła się na przeczytanie dopisanego w ostatniej chwili przez przełożonych zdania. Informowało ono, że prof. Lena Kolarska-Bobińska, szefowa Instytutu Spraw Publicznych, który przeprowadził korzystny dla Platformy sondaż, kandyduje z listy tej partii (okazało się, że Kolarska-Bobińska zrezygnowała z tej funkcji na czas wyborów).

Lis argumentowała, że zdanie dopisał bez jej wiedzy szef "Wiadomości" Jan Piński i że nie było tam stanowiska drugiej strony. Twierdzi, że o rozwiązaniu z nią kontraktu naprawdę zadecydował fakt, że odmówiła przeprowadzenia wywiadu z Declanem Ganleyem, liderem popieranej przez kierownictwo TVP eurosceptycznej partii Libertas (poniosła w eurowyborach klęskę).

26 czerwca, dwa miesiące po zwolnieniu prezenterki, TVP triumfalnie poinformowała, że jej komisja etyki określiła zachowanie Lis jako „nierzetelne”. Komisja, która składa się głównie z osób zatrudnionych w TVP, orzekła: „Tryb dodania zdania przez kierownictwo »Wiadomości « nie naruszył klauzuli sumienia w stosunku do prezentera - Hanny Lis”.

Ale dwa tygodnie później zebrała się Rada Programowa telewizji publicznej.Tworzą ją politycy i ludzie kultury mający zadanie zewnętrznego recenzowania sytuacji w TVP. "Incydent nieprzeczytania przez Hannę Lis w ostatniej chwili przekazanej informacji ujawnia zaburzenie podstawowych standardów w rzetelnym przygotowywaniu wiadomości. Dotyczy to całego procesu, którego ostatnim etapem jest prezentacja ostatecznego tekstu wiadomości. Każda informacja podana w mediach publicznych winna być sprawdzona w dwóch źródłach. W kwestiach kontrowersyjnych nadawca publiczny winien zapewnić możliwość wypowiedzenia się drugiej strony. Te reguły nie zostały w analizowanym przypadku zastosowane."- czytamy w orzeczeniu Rady. I dalej: "Samodzielna, szybka decyzja red. Lis może być oceniana tylko w kontekście błędów warsztatowych i proceduralnych wszystkich uczestników przygotowania materiału emisyjnego".

Tego orzeczenia nie znajdziemy już w oficjalnych komunikatach TVP, chociaż na jej stronie internetowej jest zakładka Rady Programowej i komunikaty z jej prac. Hanna Lis o orzeczeniu Rady dowiedziała się dopiero w ubiegły piątek.

W TVP nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego pominięto stanowisko Rady.

- Hanna Lis była najmniej winna całej sytuacji, a poniosła największą odpowiedzialność. Prezenter nie jest mechanicznym odczytywaczem. Ma prawo do własnej oceny, bo firmuje informacje swoją twarzą - mówi Piotr Gadzinowski, b. poseł SLD, jeden z członków Rady. - Nie mamy żadnego wpływu na to, jak telewizja informuje o naszych pracach. Na stronie internetowej pojawiają się niektóre komunikaty, nie ma wielu naszych stanowisk na temat programu czy kampanii wyborczej. Widocznie są dla kogoś niewygodne - dodaje szefowa Rady Janina Jankowska.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':