Chodzi o sprawę zwolnienia z pracy znanej prezenterki "Wiadomości". 24 kwietnia z Hanną Lis rozwiązano kontrakt za - jak uzasadniono - nieetyczne zachowanie. W czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego Lis, prowadząc główne wydanie największego dziennika telewizyjnego, nie zgodziła się na przeczytanie dopisanego w ostatniej chwili przez przełożonych zdania. Informowało ono, że prof. Lena Kolarska-Bobińska, szefowa Instytutu Spraw Publicznych, który przeprowadził korzystny dla Platformy sondaż, kandyduje z listy tej partii (okazało się, że Kolarska-Bobińska zrezygnowała z tej funkcji na czas wyborów).
Lis argumentowała, że zdanie dopisał bez jej wiedzy szef "Wiadomości" Jan Piński i że nie było tam stanowiska drugiej strony. Twierdzi, że o rozwiązaniu z nią kontraktu naprawdę zadecydował fakt, że odmówiła przeprowadzenia wywiadu z Declanem Ganleyem, liderem popieranej przez kierownictwo
TVP eurosceptycznej partii Libertas (poniosła w eurowyborach klęskę).
26 czerwca, dwa miesiące po zwolnieniu prezenterki, TVP triumfalnie poinformowała, że jej komisja etyki określiła zachowanie Lis jako „nierzetelne”. Komisja, która składa się głównie z osób zatrudnionych w TVP, orzekła: „Tryb dodania zdania przez kierownictwo »Wiadomości « nie naruszył klauzuli sumienia w stosunku do prezentera - Hanny Lis”.
Ale dwa tygodnie później zebrała się Rada Programowa telewizji publicznej.Tworzą ją politycy i ludzie kultury mający zadanie zewnętrznego recenzowania sytuacji w TVP. "Incydent nieprzeczytania przez Hannę Lis w ostatniej chwili przekazanej informacji ujawnia zaburzenie podstawowych standardów w rzetelnym przygotowywaniu wiadomości. Dotyczy to całego procesu, którego ostatnim etapem jest prezentacja ostatecznego tekstu wiadomości. Każda informacja podana w mediach publicznych winna być sprawdzona w dwóch źródłach. W kwestiach kontrowersyjnych nadawca publiczny winien zapewnić możliwość wypowiedzenia się drugiej strony. Te reguły nie zostały w analizowanym przypadku zastosowane."- czytamy w orzeczeniu Rady. I dalej: "Samodzielna, szybka decyzja red. Lis może być oceniana tylko w kontekście błędów warsztatowych i proceduralnych wszystkich uczestników przygotowania materiału emisyjnego".
Tego orzeczenia nie znajdziemy już w oficjalnych komunikatach TVP, chociaż na jej stronie internetowej jest zakładka Rady Programowej i komunikaty z jej prac.
Hanna Lis o orzeczeniu Rady dowiedziała się dopiero w ubiegły piątek.
W TVP nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego pominięto stanowisko Rady.
- Hanna Lis była najmniej winna całej sytuacji, a poniosła największą odpowiedzialność. Prezenter nie jest mechanicznym odczytywaczem. Ma prawo do własnej oceny, bo firmuje informacje swoją twarzą - mówi Piotr Gadzinowski, b. poseł
SLD, jeden z członków Rady. - Nie mamy żadnego wpływu na to, jak
telewizja informuje o naszych pracach. Na stronie internetowej pojawiają się niektóre komunikaty, nie ma wielu naszych stanowisk na temat programu czy kampanii wyborczej. Widocznie są dla kogoś niewygodne - dodaje szefowa Rady Janina Jankowska.