http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego w Niemczech przesądzona

bart
2009-08-19, ostatnia aktualizacja 2009-08-18 16:45

Niemieccy politycy uzgodnili, jak mają wyglądać specjalne ustawy kompetencyjne, które pozwolą prezydentowi podpisać traktat lizboński. Radykalne pomysły bawarskiej CSU, których wystraszyła się Europa, przepadły

Prezydent Horst Köhler
Fot. Wojciech Olkuonik / AG
Prezydent Horst Köhler
SERWISY
To echa czerwcowego orzeczenia niemieckiego trybunału konstytucyjnego. Jego sędziowie uznali wprawdzie, że traktat jest zgodny z konstytucją, zażądali jednak, by prezydent Horst Köhler złożył pod nim swój podpis dopiero, gdy Bundestag przyjmie specjalne ustawy kompetencyjne.

Ustawy mają dać parlamentowi prawo weta, na wypadek gdyby Unia postanowiła rozszerzyć swoje kompetencje w sprawach nieujętych w traktacie, np. wprowadzić wspólną politykę imigracyjną albo podporządkować policje państw członkowskich Europolowi.

Wówczas CSU, bawarska siostra CDU, zażądała, by Bundestag zatwierdzał wszystkie decyzje Rady UE. Pojawiły się nawet propozycje, by podobne prawo miało 16 parlamentów landowych.

- Dzięki temu Unia Europejska będzie bardziej demokratyczna - twierdził bawarski premier i szef partii Horst Seehofer, ale eksperci jak UE długa i szeroka nie mieli złudzeń, że takie zapisy całkowicie sparaliżowałyby wspólnotę. Co więcej, nie dotyczyłyby tylko Niemiec, bo podobne przywileje musiałyby dostać parlamenty wszystkich krajów.

CSU domagało się też, by niemiecki trybunał konstytucyjny miał prawo do wiążącej interpretacji traktatu lizbońskiego. To z kolei wiązałoby ręce Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości.

Mimo buńczucznych zapowiedzi Seehofera, że Bawaria powinna mieć większy wpływ na politykę Unii na CSU zewsząd sypały się gromy za populizm i narażanie na szwank niemieckiej pozycji w Unii. Protestowali nawet europosłowie CSU, którzy przez propozycje swojego szefostwa zaczęli w Brukseli tracić grunt pod nogami.

Szarża CSU była szczególnie kłopotliwa dla Angeli Merkel, która podczas niemieckiej prezydencji w 2007 r. przeforsowała traktat w Europie, ale w Niemczech nie potrafiła przyspieszyć jego ratyfikacji.

W poniedziałek w biurach Bundestagu nad kształtem ustaw pochylili się przywódcy chadecji, socjaldemokracji, liberałów i zielonych. Pomysły CSU z miejsca odrzucono. Jedyny ukłon w stronę Bawarii to zapis, że "niemiecki rząd ma tak szybko, jak to możliwe, informować o inicjatywach, jakie pojawiają się na scenie europejskiej". Bundestag nie będzie mógł rządu do niczego zmuszać ani mieć wpływu na podejmowanie decyzji.

Pierwsze czytanie nowych ustaw zaplanowano na 26 sierpnia, a parlament ma je przyjąć 8 września. Zanim traktat podpisze prezydent ustawy, musi jeszcze zatwierdzić Bundesrat, czyli izba wyższa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':