Na początku lipca Mozolewski jedzie na spotkanie z mieszkańcami Łap na Podlasiu. Do nabitej po brzegi sali kinowej wkracza pewnie, choć nastroje są burzliwe, odkąd upadł największy pracodawca w 16-tysięcznym miasteczku. W Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego pracowało ostatnio 750 osób, w czasach świetności - aż 2800, wtedy połowa rodzin z Łap miała tam kogoś.
Pan Jan żali się: - Z 527 zł renty żony wyżyć się nie da. Ja każdą fuchę biorę. Wczoraj po 13 godzinach wróciłem do domu, ręce się wyciągnęły do kolan. Dzieci pomagają, a powinno być odwrotnie.
Pan Andrzej: - Nam starym nikt pracy nie da. A prezes nas wyrolował, dupę zawinął i wyjechał.
Pani Hanna: - Pożyczamy pieniądze, gdzie się da, u rodziny, znajomych. Tylko nie w banku, bo się upomina. Syndyk chyba zaległości nam wypłaci. Powinien. Bo ludzie zaczną jak psy gryźć się między sobą.
Pani Henryka ma rentę rodzinną po zmarłym mężu, który 40 lat przepracował w zakładach, tak jak jego ojciec. Sąsiadów jej żal. - Z czego żyć? - zamyśla się. - Idą ludzie na jagody, na kurki, sprzedają w skupie - wylicza i nagle przypomina jej się osiedlowy sklep. - Te kości dla psów, co przed sklepem w pojemnikach leżały, to ludzie biorą. Pojemniki na ziemi stoją, a ludzie przychodzą i biorą, żeby
obiad dla dzieci nagotować - wybucha płaczem.
"S" nas wykupiła, "S" nie da nam zginąć Ludzie witają więc Mozolewskiego jak męża opatrznościowego, pozdrawiają go oklaskami, a ci, co bliżej - rzucają się na szyję.
Wiedzą, że zakładów nie uratuje, ale może ocalić ich zakładowe
mieszkania w blokach. "Solidarność" właśnie przejęła udziały w spółce, do której należą budynki. Mieszkańcy najbardziej boją się, że bloki mógłby przejąć komornik i sprzedać, razem z lokatorami, jakiemuś biznesmenowi, takiemu, co nie ma sentymentów.
Powtarzają sobie historie z ul. Celowniczej w Białymstoku i pobliskich Starosielc, gdzie nowi właściciele bloków niebotycznie wywindowali czynsze. Kamienicznik z Celowniczej dochrapał się nawet ksywy "Anioł" wziętej z serialu "Alternatywy 4", bo nie dość, że zmuszał lokatorów do sporządzania grafików sprzątania klatek i podwórka oraz zakazywał używania klaksonu na parkingu, to jeszcze za karę zakręcał wodę.
- "Solidarność" nas wykupiła, "Solidarność" nie da zginąć! Nie dopuści do niczego złego - pokrzykują więc ludzie w sali kinowej w Łapach.
Pan Edmund, 60 lat, zwolniony w pierwszej turze: - Sam zakładałem "S" w 80. roku w zakładzie, w zarządzie byłem. Nie wtrącałem się w politykę, patrzyłem tylko, żeby pracownikom było dobrze. Później to pani wie, jak z tą "Solidarnością" było, każdy tylko stołków się czepiał. Jednak... Komuś trzeba ufać.
Mozolewski ucisza tłum: - Dzisiaj nie jesteście państwo niczym zagrożeni. Nie grozi wam ani podwyżka czynszu, ani zmuszanie do błyskawicznego wykupu mieszkań. Musicie poczuć się gospodarzami!
Oklaski.
Przekrzykuje je zdesperowany mieszkaniec hotelu robotniczego przy ul. Małej: - Co on mi tu pieprzy o gospodarzeniu! Ja się chyba pod most przeniosę!
Mozolewski ostrzega: - Jeśli sytuacja będzie tak podkręcana, to my możemy się w każdej chwili wycofać, bo dla biznesu tego nie robimy.
Pożyczka na pensje Jak związek się w coś takiego wpakował?
"S" pożyczyła dwa miliony złotych pogrążonym w kryzysie Zakładom Naprawczym Taboru Kolejowego. Firma borykała się z problemami od połowy ubiegłego roku, kiedy jej największy kontrahent -
PKP Cargo, także w dołku - ograniczył remonty wagonów. W tym roku PKP Cargo zupełnie je wstrzymał. W ZNTK szybko skończyła się gotówka na wypłaty. Od kwietnia załoga nie dostała ani grosza.
By pomóc ludziom, zarząd regionu "S" zaryzykował i pożyczył ZNTK pieniądze na zaległe wypłaty. Przewodniczący Mozolewski liczył, że zakład doczeka się zleceń i wyjdzie na prostą. Umowę zawarto 3 stycznia 2009 r. Termin spłaty ustalono na 31 marca. Pożyczkę zabezpieczono zastawem na udziałach, które ZNTK miały w spółce Domy - właścicielowi ok. 400 mieszkań w zakładowych blokach, wartych teoretycznie jakieś 6 mln zł.
Dzięki pożyczce ZNTK wypłaciły ludziom zaległe pensje za trzy miesiące, ale sytuacja finansowa firmy nie poprawiła się ani na jotę. Nie było nowych zleceń, więc i pieniędzy na zwrot pożyczki.