- Fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights nie wpłacił pieniędzy za stocznie w Gdyni i
Szczecinie - poinformował we wtorek rano resort skarbu.
- Dzisiaj Minister Skarbu Państwa otrzymał od Zarządcy Kompensacji, firmy Bud-Bank Leasing Sp. z o.o., informację, że do godziny 24.00 17 sierpnia br. nie wpłynęły kwoty za wylicytowane przez inwestora prywatnego, Stichting Particulier Fonds Greenrights, składniki majątku Stoczni Gdynia S.A. i Stoczni Szczecińska Nowa Sp z o.o. - napisano w komunikacie MSP.
MSP podało też, że wspólnie z Agencją Rozwoju Przemysłu i Zarządcą Kompensacji przygotowali plan postępowania w tej sytuacji. Informacje o podjętych działaniach zostaną przekazane jeszcze we wtorek.
- Premier powinien nas przeprosić, bo wciąż nas okłamywano - mówi
radiu TOK FM Jan Gumiński ze Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej. - Inwestor z Kataru miał być wielkim sukcesem rządu, a tymczasem inwestora nie ma. Premier Tusk się skompromitował - dodaje Gumiński.
- Czeka nas upadłość, nie wierzę, że Agencja Rozwoju Przemysłu znajdzie inwestora w ciągu dwóch tygodni - powiedział rano w Radiu Gdańsk, szef Solidarności w Stoczni Gdynia Dariusz Adamski.
-Teraz potrzebny jest wniosek do Komisji Europejskiej o wydłużenie procedury kompensacyjnej. Trudno mi uwierzyć, że jednak czarne chmury zbierają się nad stocznią. Od miesiąca jesteśmy informowani o sukcesach, a tych sukcesów nie ma - dodał Adamski w
TVN 24.
Czekali do ostatniej chwili - Pieniądze za majątek stoczni w Gdyni i Szczecinie wpłyną do 17 sierpnia - zapewniał w lipcu, po upływie pierwszego terminu zapłaty, minister skarbu Aleksander Grad.
Wczoraj o godz. 19, kiedy banki już nie pracują, pieniędzy na kontach zarządcy stoczniowego majątku wciąż nie było. I nic nie wskazywało na to, żeby pieniądze miały wpłynąć - bo banki nocą przelewów nie księgują.
- Ale czekamy do północy. I nic nie komentujemy - mówił wczoraj "Gazecie" rzecznik Ministerstwa Skarbu Maciej Wewiór.
Przypomnijmy, pieniądze miała przelać tajemnicza spółka Stichting Particulier Fonds Greenrights, za którą - zdaniem ministra Grada - stoi katarski bank inwestycyjny QInvest.
- Nie mamy nic do dodania do poprzedniego komunikatu prasowego - poinformował nas jednak wczoraj Chris Macklin, rzecznik QInvest. Przypomnijmy, 2 lipca QInvest poinformował, że przy tej transakcji ma być jedynie doradcą, a nie inwestorem.
Co brak pieniędzy oznacza dla stoczni? Wiele zależy od decyzji ministra skarbu. Komisja Europejska dała Polsce czas na sprzedaż stoczniowego majątku do końca sierpnia. Teoretycznie więc rząd mógłby dać tajemniczemu inwestorowi dodatkowe kilka-kilkanaście dni na dokonanie przelewu.
- Według naszych informacji Stichting Particulier Fonds Greenrights chce zapłacić, ale ma problem "czasowy" - enigmatycznie tłumaczy rzecznik Ministerstwa Skarbu.
Jeśli jednak termin nie zostanie wydłużony po raz kolejny, najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie upadłość firmy. Ponadto premier
Donald Tusk zapowiedział w lipcu, że jeśli sprzedaż stoczni nie zakończy się do końca sierpnia, stanowisko straci minister Grad.
Związkowcy chcą dymisji Tuska Ale związkowcy uważają, że to może być za mało. - Sprawa jest dla mnie prosta: albo te pieniądze będą, albo do dymisji powinien się podać premier Donald Tusk. Bo to premier obiecywał nam, że sprawa z zakupem stoczni przez Katar jest załatwiona, jest ciężko wypracowanym sukcesem. Tutaj wyrzucenie ministra Grada nie wystarczy - grzmi Leszek Świętczak, szef związku zawodowego Stoczniowiec ze Stoczni Gdynia.
Na co innego zwraca uwagę Dariusz Adamski, szef "S" z tej samej firmy. - Można wzywać wszystkich, by podali się do dymisji. Ja też jestem zdenerwowany, ale dla mnie najważniejsze jest, co dalej ze stoczniowym majątkiem, co zrobi rząd, by produkcja statków znów ruszyła, a ludzie mieli
pracę - mówi.