Pismo w tej sprawie z resortu Waldemara Pawlaka dotarło w ostatnich dniach do wszystkich urzędów wojewódzkich. - Oniemiałem, kiedy je przeczytałem - mówi pracownik wielkopolskiego urzędu wojewódzkiego. - Wynika z niego, że mamy zorganizować dystrybucję świetlówek oraz plakatów zachęcających do oszczędzania energii. Ale my nie mamy pieniędzy, aby je rozwozić po gminach. Pocztą też nie wyślemy, bo się potłuką. No więc z każdej gminy będzie musiał do nas przyjechać wydelegowany człowiek by odebrać dokładnie jeden plakat i kilkanaście świetlówek. Niektórzy mają sto kilometrów! Delegacje, benzyna - jeszcze nie wiemy, kto za te oszczędności zapłaci: my czy gminy. Trzeba się jakoś dogadać.
Nasz rozmówca widzi jeszcze jeden problem.
- Gdzie wkręcić te świetlówki? Chyba nie będą wyrzucać dobrych żarówek, tylko poczekają, aż się przepalą - zastanawia się.
Z enigmatycznego pisma rozesłanego do wojewodów przez departament energetyki ministerstwa gospodarki wynika, że rozdawnictwo świetlówek to fragment kampanii informacyjnej "Czas na oszczędzanie energii". Ministerstwo zobowiązuje urzędy "do aktywnego udziału w kampanii", domaga się wydelegowania człowieka do "kontaktów roboczych" w tej sprawie i chce poznać liczbę gmin w województwie (to informacja powszechnie dostępna w Internecie). Ministerstwo wyznaczyło też datę 24 sierpnia, jako ostateczny termin odpowiedzi na pismo.
Na razie nie wiadomo, w jaki sposób świetlówki zostaną rozdane. Większość województw ma znacznie ponad sto gmin - skontaktowanie się ze wszystkimi i nakłonienie ich do wysłania człowieka po świetlówki musi potrwać potrwać.
- Wojewoda zadecydował, że tą sprawą zajmie się jego zastępca po powrocie z urlopu - mówi dyplomatycznie rzecznik prasowy wojewody dolnośląskiego Dagmara Turek-Samól.
Piotr Kurek, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego: - Centrala każe, my robimy. Już rozesłaliśmy pisma do gmin, aby się określiły, co do zapotrzebowania na świetlówki. Nie mamy jeszcze odpowiedzi.
Jak nas poinformowała Aneta Ciszewska z departamentu energetyki ministerstwa gospodarki, odpowiedzialna za akcję oszczędzania, "resort zakupił 54 tysiące świetlówek". Jak twierdzi ich producent, w ciągu roku na jednej można zaoszczędzić nawet 26 zł (czyli nieco ponad 1,3 mln zł na 54 tys. świetlówek, są one jednak znacznie droższe od zwykłych żarówek, realne oszczędności są więc trudne do oszacowania).
Ciszewska sama przyznaje, że oszczędności gmin "mogą być niewielkie".
- Po co więc ta akcja? - pytam.
- Chodzi o świadomość. W dużych miastach może wiedzą, że warto oszczędzać na energii elektrycznej, ale w małych miejscowościach nie bardzo. Więc ta akcja ma to uświadomić.
- Lepiej byłoby, gdyby ministerstwo dało każdej gminie np. po sto zł na te świetlówki. Oszczędzilibyśmy na transporcie - mówi wielkopolski urzędnik.
Źródło: Gazeta Wyborcza