http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O co chodzi gen. Skrzypczakowi?

Marcin Górka
2009-08-18, ostatnia aktualizacja 2009-08-17 19:59

W kraju nie ma już ani jednego śmigłowca transportowego, który można by wysłać do Afganistanu. A o samolotach bezzałogowych od dwóch lat tylko się mówi.

Marcin Górka
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Marcin Górka
Śmigłowiec transportowy Mi-17 w bazie Ghazni
Fot. MARCIN GORKA
Śmigłowiec transportowy Mi-17 w bazie Ghazni
Dowódca wojsk lądowych oskarżył urzędników MON o blokowanie zakupów sprzętu do Afganistanu. MON twierdzi, że armia jest dobrze wyposażona - "zazdroszczą nam inne kontyngenty". O co chodzi?

Po pierwsze, o śmigłowce. Gdy wiosną 2007 r. polscy żołnierze wyjechali do Afganistanu, nie mieli ani jednego śmigłowca. Szwankowała więc logistyka, nie można było przerzucać żołnierzy samodzielnie, zdając się na łaskę Amerykanów, którzy wypożyczali nam maszyny, gdy nie były im potrzebne.

O zakupie śmigłowców zdecydował jeszcze w 2006 r. ówczesny szef MON Radosław Sikorski. Siedem maszyn Mi-17 kupiono w 2007 r. za pośrednictwem Bumaru na Ukrainie bez przetargu (w ramach tzw. pilnej potrzeby operacyjnej), ale nie nadawały się one do warunków afgańskich. Brakowało pancerzy, odpowiedniego uzbrojenia, systemów ochrony, trzeba je było przystosować do latania w nocy. Przygotowanie ich trwało rok. Pierwsze helikoptery nasz kontyngent w Afganistanie dostał dopiero w połowie 2008 r.

A wtedy gen. Skrzypczak już prosił o następnych 12 śmigłowców bojowych i trzy transportowe. MON, bez przetargu, zwrócił się znów do producenta na Ukrainie. Ale resort przygotował tylko 500 mln zł - wychodzi mniej więcej po 1 mln dol. za maszynę, gdy np. nowy śmigłowiec Mi-24 kosztuje ok. 5 mln dol. Kiedy urzędnicy dostali odpowiedź, że zakup będzie kosztował trzy razy tyle, MON zrezygnował w ramach programu oszczędnościowego. Pieniądze były zabudżetowane w 2008 r., na ten rok nie przewidziano ani grosza. Program upadł.

Trzy ostatnie, kupione jeszcze w 2007 r. śmigłowce Mi-17 właśnie dotarły do Afganistanu. Więcej nie ma. I nie ma programu zakupu nowych. Co teraz?

- Można kupić takie maszyny szybko, w ramach pilnej potrzeby operacyjnej, np. używane, ale nie czarujmy się. Przygotowanie ich do Afganistanu, wyposażenie, opancerzenie potrwa długie miesiące - mówi ekspert ds. lotnictwa i sprzętu wojskowego Tomasz Hypki.

Po drugie, o bezzałogowe systemy rozpoznania - UAV (Unmanned Aerial Vehicle, po polsku BSR). Inaczej: samoloty szpiegowskie. Prowadzą rozpoznanie elektroniczne, czyli śledzą to, co dzieje się w terenie, gdzie działa wojsko. Gen. Skrzypczak twierdzi nawet, że gdyby polska armia miała w Afganistanie bezzałogowce, mogłaby uniknąć zasadzki, w której w ubiegły poniedziałek zginął kapitan Ambroziński.

Sprawa zakupu bezzałogowców ciągnie się już dwa lata.

Do tej pory żołnierze (na wniosek Dowództwa Wojsk Lądowych) dostali tylko tzw. mini-BSR. To kilkanaście kupionych w Izraelu zestawów typu Orbiter, pierwsze w 2006 r. kupił MON dla jednostki specjalnej GROM, kolejne, w normalnym przetargu, dla wojsk lądowych. Ale nie wystarczają one do kontrolowania całej prowincji Ghazni. Orbiter nie może latać w nocy, pułap ma niski - ok. 3 tys. m, lata najwyżej dwie godziny. Jego zasięg to raptem 10 km. Dowództwo Wojsk Lądowych wystąpiło więc o zakup samolotów szpiegowskich średniego zasięgu - ok. 150 km.

MON rozpoczął procedury zakupu - ale nie takich systemów, o jakie prosiła armia. Program przewidywał kupno sześciu zestawów o zasięgu 60 km. Gdy Dowództwo Wojsk Lądowych zaprotestowało, stanęło na trzech zestawach o zasięgu 150 km.

Dopiero w październiku ub.r. MON rozpoczął rozmowy z kilkoma dostawcami BSR. Procedurę zakupu co chwila wstrzymywano z powodu protestów oferentów. Kilka razy interweniowało MON-owskie biuro antykorupcyjne. Zastrzeżenia dotyczyły specyfikacji, sugerowano, że jest skonstruowana pod konkretną firmę. W MON dyskutowano, czy zakup można zwolnić z procedur offsetowych... W marcu br. resort wstrzymał bezprzetargowy zakupu BSR, tłumacząc, że konieczne są nowe procedury zakupu sprzętu.

W czerwcu min. Bogdan Klich mówił o bezzałogowcach w Izraelu, gdy odwiedzał koncerny zbrojeniowe, które je produkują. Ale zastrzegał: „Nas nie satysfakcjonuje zakup towarów tu, w Izraelu, nas interesuje kooperacja. Wejście partnerów izraelskich do naszych zakładów przemysłu obronnego, »polonizacja « sprzętu produkowanego w Izraelu”.

Na pytanie "Gazety" o zakup samolotów szpiegowskich MON odpowiedział w czerwcu: "Trwają wewnątrzresortowe procedury związane z przygotowaniem wymagań technicznych sprzętu oraz analizą rynku. Przed zakończeniem tych uzgodnień nie jest możliwe wskazanie potencjalnych oferentów, typu sprzętu lub warunków płatności".

Zdaniem ekspertów jest wyjście - uproszczenie procedur. Zapowiada to premier Tusk, ale zdaniem ekspertów tego typu zestawów nie kupuje się od ręki. - Można też wypożyczyć bezzałogowce, jak robi to np. armia kanadyjska - mówi ekspert ws. wojskowego sprzętu Grzegorz Hołdanowicz. - Nie jest to tanie, ale jeśli te, które wypożyczymy, nie będą nam odpowiadały, w przyszłości możemy kupić inne. Na spokojnie, w przetargu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':