W reklamówce Agnieszki Holland nakręconej dla jednej z sieci komórkowych, kobieta z mężczyzną flirtują przez telefon, by w końcu odkryć, że są w tym samym mieszkaniu. Siedem lat temu, gdy film emitowano w telewizji, sytuacja wyglądała na tak nieprawdopodobną, że mogła wydarzyć się jedynie w reklamie. A dziś?
- Zaczynamy dzień od komputera. Cztery osoby siedzą przed czterema monitorami w czterech pokojach - ubolewa Karl Gude z Lansing w stanie Michigan. A jeszcze niedawno on, żona i dzieci razem schodzili na śniadania, rozmawiali i przeglądali prasę. O uwagę nastoletnich synów rywalizowali najwyżej z telewizją. "Ale to było w poprzednim stuleciu" - zauważa dziennikarz
The New York Times. Dziś Karl Gude wstaje o szóstej rano, sprawdza pocztę, po czym loguje się na Facebooku i Twitterze. Jego dzieci - Cole i Erik - od rana ślą SMS-y, grają w
gry komputerowe i też udzielają się na Facebooku. Doszło do tego, że zamiast iść do sypialni, ojciec budzi ich SMS-em. - Nie muszę podnosić głosu, a jednak mam pewność, że zostanę wysłuchany i posłuchany - zdradza ojciec.
W efekcie rodzina coraz rzadziej ze sobą rozmawia. By mieć choć trochę czasu dla siebie, Gode'owie zaczęli wyłączać urządzenia elektroniczne w weekendy. W innych amerykańskich domach jest podobnie. - Mają komórki i pępowinę w postaci kabla od ładowarki. Jeśli ich łóżka są zbyt daleko od gniazdek, będą spać na podłodze - mówi Liz Perle, matka dwóch nastolatków z San Francisco.
"Oto poranek w amerykańskiej rodzinie doby internetu. Po sześciu-ośmiu godzinach internetowej przerwy - znanej także jako sen - wiele ludzi na dzień dobry niemal odruchowo sięga po laptopy i telefony komórkowe. Nim jeszcze na dobrze przejrzy na oczy czy załatwi potrzeby fizjologiczne" - pisze Brad Stone na łamach "New York Times" w artykule pod wymownym tytułem "Śniadanie poczeka. Pierwszy przystanek to dziś online".
Z artykułu wynika, że nowe media z ich stałym dostępem odmieniają nasz poranny rytuał. W 2007 r. agencja reklamowa BBDO przeprowadziła w 26 krajach badanie etnograficzne "Mistrzowie rytuału" obejmujące 5 tys. osób na świecie, w tym 200 Polaków. Nasze poranne czynności badacze określili jako "Przygotowania do bitwy". Zwykle trwają około godziny i sposobią nas do kontaktu ze światem zewnętrznym. Prócz mycia zębów, prysznica i śniadania jest tu czas na rozmowę z najbliższymi, sprawdzenie poczty elektronicznej, oglądanie telewizji, słuchanie
radia czy przeglądanie porannej prasy. Trzy na cztery osoby są poirytowane, jeżeli coś ten rytuał zakłóca, bo "Przygotowanie do bitwy" daje nam poczucie kontroli i zastrzyk energii do sprostania wyzwaniom nowego dnia. Paulina Barlik z warszawskiego biura BBDO zwraca uwagę, że 36 proc. badanych w Polsce rozmawia w trakcie poranka z bliskimi i aż 44 proc. sprawdza swoją pocztę elektroniczną. A poza pocztą mamy coraz więcej internetowych atrakcji, jak np. Facebook (albo
Nasza-klasa) czy też Twitter (albo Blip), które rywalizują o naszą uwagę. I to skutecznie: wystarczy spojrzeć na wpisywane o poranku statusy użytkowników portali społecznościowych: "Niewyspany", "Nieprzytomny", "Ledwo przestawiam nogi", "Już druga kawa", "Kawa nie pomaga".
Jednak doba wciąż ma 24 godziny i wpisywanie takich komunikatów na Facebooku czy Twitterze pochłania czas. Co wówczas robić? Cierpliwie czekać przy stole aż pozostali domownicy wreszcie ściągną na śniadania lub wyciągnąć własny laptop i robić to, co oni. Zdaniem "The New York Times" Amerykanie coraz częściej decydują się na to drugie rozwiązanie. I nic nie wskazuje na to, by Polacy mieli zachować się inaczej. - Te nawyki wędrują wraz z technologią. Owszem, mniejsza powszechność laptopów czy sieci bezprzewodowych w domach spowolnią tę wędrówkę, ale jej nie zatrzymają - uważa Michał Tomczak z warszawskiego biura BBDO. Jego zdaniem dowodem na to jest zawrotna popularność m.in. Naszej-klasy.
Tylko, że obarczanie internetu problemami rodzinnymi jest dużym uproszczeniem.
Ewa Góralska, szefowa domu mediowego Pan Media Western od dwóch lat zleca
badania etnograficzne, żeby dowiedzieć się, jak z mediów korzystają Polacy. Obserwacje zlecone przez nią grupie badaczy prowadzą do innych wniosków: to nie media, lecz poziom miłości w rodzinie decyduje o tym, jak spędzamy poranek, popołudnie czy wieczór. - Miłość jest kluczowa. To, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi w naszych rodzinach, zasadniczo wpływa na rolę mediów w naszym życiu. Im mniej miłości, tym więcej czasu poświęcamy mediom. Stają się one substytutem emocji, których normalnie dostarcza nam związek. Gdy ludzie są szczęśliwi i spełnieni, media nie są im aż tak potrzebne - mówi Ewa Góralska.