Giełdy na całym świecie od połowy lutego silnie zyskiwały. Ale każdy wie, że nawet w trendzie wzrostowym inwestorzy od czasu do czasu muszą odreagować. Zwłaszcza, że światowa gospodarka jest dopiero na samym początku wychodzenia z gigantycznej recesji. Teraz inwestorzy po prostu wykorzystują moment na realizację zysków. I trudno się temu dziwić. WIG20 od dołka z lutego tego roku do szczytu na początku sierpnia zyskał aż 70 proc.!
Tym razem spadki na światowych giełdach już w piątek sprowokowały niekorzystne dane z
USA, gdzie ciągle słabe są nastroje konsumentów. To spowodowało, że już w piątek giełdy na Starym Kontynencie sesję kończyły pod kreską. Niemiecki DAX stracił wtedy 1,7 proc., skupiający największe spółki na giełdzie w Warszawie WIG20 - 1,1 proc.
Dopiero w poniedziałek mogły odreagować parkiety w Azji. W Tokio indeks Nikkei stracił 3,1 proc. I to pomimo dość dobrych danych makroekonomicznych świadczących, że japońska gospodarka powoli wychodzi z ciężkiej recesji. Główny indeks w Hongkongu stracił 3,6 proc., a w Szanghaju aż 5,8 proc.
To pociągnęło kolejne spadki w Europie, gdzie główne indeksy w trakcie poniedziałkowej sesji traciły nawet po 2-3 proc. Znowu nie pomogły parkiety w USA, które zaczynały notowania na 2 proc. minusie.
WIG20 w poniedziałek stracił 3,2 proc. i zakończył sesję na poziomie 2031 pkt. - najniższym od końca lipca. Dla porównania praski PX zakończył sesję na 3,6 proc. minusie, a budapeszteński BUX 2,5 proc. pod kreską. Powyżej 5 proc. stracił rosyjski RTS.
U nas indeks największych spółek najbardziej w dół pociągnęły największe banki PKO BP i Pekao S.A., których akcje potaniały o ponad 5 proc.
Słabe nastroje na światowych parkietach zniechęcały inwestorów do kupowania walut rynków wschodzących. Złoty od rana się osłabiał, najbardziej względem dolara, którego kurs poszybował przez moment nawet do poziomu 2,99 zł. A przecież jeszcze w piątek w ciągu dnia był o ponad 10 groszy tańszy. Po południu złoty jednak zaczął lekko odrabiać straty. Około godziny 17 dolar kosztował 2,97 zł, za euro płacono 4,18 zł. Frank szwajcarski kosztował 2,75 zł.