http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Święto z awanturą o awanse

Rozmawiał: Wojciech Czuchnowski
2009-08-17, ostatnia aktualizacja 2009-08-17 12:28

Wsobotę wieczorem po oficjalnych uroczystościach Święta Wojska Polskiego szef MON Bogdan Klich złożył kwiaty
na grobach Ryszarda Kuklińskiego, Jacka Kuronia, Jana Nowaka-Jeziorańskiego i zmarłego tragicznie rok temu Bronisława
Geremka (na zdjęciu). Wszyscy leżą na warszawskich Powązkach. - To dla mnie mistrzowie polityczni i ludzie, od których
można się uczyć patriotyzmu. Chciałbym zachęcić Polaków, by pamiętali o nich w święta narodowe i nie tylko - mówi Klich
Wsobotę wieczorem po oficjalnych uroczystościach Święta Wojska Polskiego szef MON Bogdan Klich złożył kwiaty na grobach Ryszarda Kuklińskiego, Jacka Kuronia, Jana Nowaka-Jeziorańskiego i zmarłego tragicznie rok temu Bronisława Geremka (na zdjęciu). Wszyscy leżą na warszawskich Powązkach. - To dla mnie mistrzowie polityczni i ludzie, od których można się uczyć patriotyzmu. Chciałbym zachęcić Polaków, by pamiętali o nich w święta narodowe i nie tylko - mówi Klich
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Na uroczystościach przed Grobem Nieznanego Żołnierza nie było szefa MSWiA, wicepremiera Grzegorz Schetyny i komendanta głównego policji Andrzeja Matejuka

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Sobota, godz. 12, defilada w dniu Święta Wojska Polskiego na placu Piłsudskiego. Przed Grobem Nieznanego Żołnierza przemówi prezydent RP Lech Kaczyński. Obok prezydenta przedstawiciele armii, kombatantów, członkowie rządu, szefowie służb mundurowych. Ale nie wszyscy. Na trybunie są wicepremier Waldemar Pawlak i szef MON Bogdan Klich.

Nie widać Schetyny, komendanta policji, dowódcy straży pożarnej Wiesława Leśniakiewicza. Wiceszef MSWiA gen. Adam Rapacki, szefowie ABW płk Krzysztof Bondaryk, SWW gen. Maciej Hunia i BOR gen. Marian Janicki trzymają się z boku ekipy prezydenckiej. Tu widać kierującego Biurem Bezpieczeństwa Narodowego Aleksandra Szczygłę. Między jedną i drugą grupą nie ma podawania sobie rąk ani zwyczajowych życzliwości.

Powód? Piątkowe wypowiedzi Szczygły na temat przyczyn odrzucenia przez prezydenta siedmiu z dziewięciu zaproponowanych przez MSWiA nominacji generalskich, które prezydent miał wręczyć przed uroczystościami na placu. Wśród odrzuconych są szef BOR i straży pożarnej (z zastępcami) oraz dwóch inspektorów policji - Adam Mularz (komendant stołeczny) i Andrzej Trela (zastępca komendanta głównego).

O tych ostatnich Szczygło powiedział w piątek, że MSWiA sfałszowało przesłane prezydentowi wnioski o ich awanse. W sprawie Mularza miano zataić, że w latach 80. służył w ZOMO - Zmotoryzowanych Oddziałach Milicji Obywatelskiej - wsławionych brutalnością w walce z opozycyjnymi demonstrantami. Co do Treli, BBN uważa, że mógł on na początku swojej kariery pracować w SB w Policach, gdzie zaczynał pracę w milicji. BBN zażądało wyjaśnień, czy Trela pracował w SB.

- Insp. Trela zaczynał pracę jako dzielnicowy w ramach tzw. Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych, struktury wspólnej dla milicji i SB. Był milicjantem przez krótki czas formalnie zatrudniono go na etacie SB, bo tam był wakat - tłumaczy "Gazecie" Rapacki (rozmowa poniżej).

O Mularzu Szczygło mówił w TVN 24: - Próbowano wprowadzić w błąd prezydenta Kaczyńskiego. Zatajono cztery lata pracy w ZOMO. Ten człowiek był milicjantem w plutonie liniowym ZOMO. A jak wiemy, milicjanci w plutonie liniowym raczej nie przeprowadzali przez ulicę staruszek. Najwyraźniej jakiś urzędnik MSWiA pracował nad tym życiorysem.

Zdaniem Szczygły "Schetyna przedstawił prezydentowi nieprawdziwe i sfałszowane dokumenty, czym psuje atmosferę przed Świętem Wojska Polskiego".

BBN opublikowało na swojej stronie internetowej fragmenty dokumentów personalnych Mularza. Jest w nich informacja o jego służbie w ZOMO. - Nie rozumiem, gdzie tu jest fałszerstwo. Niczego nie ukrywaliśmy. Przecież te dokumenty BBN dostał z MSWiA i to już dawno - mówi "Gazecie" rzecznik policji podinsp. Mariusz Sokołowski.

Na tej samej stronie prezydenckie biuro opublikowało dokument NIK mówiący o przeprowadzonej w BOR (w 2005 r.) kontroli stwierdzającej naruszenie dyscypliny. Kontrola dotyczyła m.in. czynności wykonywanych przez gen. Janickiego (dzisiaj szefa, wtedy wiceszefa BOR). W odpowiedzi MSWiA przypomniała, że NIK nie złożyła w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury, a nieprawidłowości określono jako drobne. Prokuratura umorzyła również śledztwo, które w czasach PiS chciał w tej sprawie wszcząć ówczesny szef BOR. Wszystkie zarzuty BBN MSWiA określiło jako kłamliwe.

Rozmowa z gen. Adamem Rapackim

BBN zarzuca MSWiA, że we wnioskach o awanse generalskie w policji nie poinformowano o peerelowskiej przeszłości kandydatów.

Gen. Adam Rapacki, wiceszef MSWiA, w latach 2000-03 zastępca komendanta głównego policji, współtwórca CBŚ: To nieprawda. Nie tylko informowaliśmy o całym przebiegu służby, ale przedstawiciele BBN otrzymywali wszelkie materiały z teczek personalnych nominowanych oficerów. Wcześniej sami sprawdzaliśmy, czy w czasach PRL nie działali oni przeciwko opozycji, nie byli nadgorliwi w wykonywaniu poleceń ówczesnej władzy. Ale takich osób już praktycznie w policji nie ma. Sami odeszli lub wyeliminowały ich formalne i nieformalne weryfikacje prowadzone przez te wszystkie lata.

Ale czy funkcjonariusz ZOMO, formacji używanej do rozbijania demonstracji i wsławionej łamaniem prawa, koniecznie musi być generałem w niepodległym państwie?

- Milicjanci, którzy szli do służby po 1980 r., zaczynali od służby patrolowej na ulicy. Wtedy to się nazywało ZOMO, a teraz są to oddziały prewencji. Nie było innej drogi. Komendant Mularz odsłużył swoje w tym ZOMO i poszedł dalej. Taki zarzut można sformułować pod adresem każdego, kto zaczynał pracę w milicji przed 1989 r. Doradcą ds. bezpieczeństwa pana prezydenta jest Marek Surmacz, który też zaczynał w milicji w latach 80. W sobotę stał obok prezydenta na trybunie honorowej. Ja też zaczynałem w 1980 r., też od kompanii patrolowej. Nikt po roku 1989 nie podjął decyzji, żeby wszystkich nas wyeliminować z policji, to znaczy, że powinno to dotyczyć tylko tych, którzy popełnili jakieś przestępstwo.

A zastępca komendanta głównego Andrzej Trela? BBN twierdzi, że był w SB?

- To nieporozumienie, którego BBN nie chce przyjąć do wiadomości, chociaż było wyjaśniane. Insp. Trela zaczynał pracę jako dzielnicowy, w Policach, w ramach tzw. Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych, struktury wspólnej dla milicji i SB. Mimo że był milicjantem przez krótki czas formalnie zatrudniono go na etacie SB, bo tam był po prostu wakat. Potem to zmieniono. Z insp. Trelą prowadzono w tej sprawie rozmowy w BBN, wydawało mu się, że wszystko wyjaśnił. Gdy wezwano go po raz kolejny, uniósł się honorem i powiedział, że nie będzie dłużej się tłumaczył, bo nic złego nie zrobił. Zarzuty BBN są fałszywe i wybiórcze. Naprawdę chodzi o to, że kandydaci się nie podobali z przyczyn, o których nie będę się wypowiadał, i próbuje się teraz znaleźć przeciwko nim argumenty. Tymczasem ich przeszłość była znana i wyjaśniana. Awanse mieli dostać nie za służbę w PRL, ale za pracę w policji niepodległej Polski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':