Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Polską bazę w Ghazni w Afganistanie
Donald Tusk odwiedził w sobotę, w Święto Wojska Polskiego. Przyznał, że powodem przyjazdu były wydarzenia z ubiegłego poniedziałku, gdy w zasadzce zorganizowanej przez prawdopodobnie nawet setkę talibów zginął polski oficer, a czterech żołnierzy zostało rannych.
Premier chciał wiedzieć, dlaczego do tego doszło i jak to wpłynęło na naszych żołnierzy.
- Panie premierze, tu jest wojna, nie jest wesoło - usłyszał Tusk od dowodzącego grupą rozpoznania mjr. Andrzeja Sarzyńskiego. To jego ludzie wpadli w pułapkę.
- Śmierć kolegi na pewno nas wszystkich zasmuciła, ale to jest wkalkulowane w ryzyko naszej pracy - odpowiedział ppłk Andrzej Kujawa. - Żołnierze dalej chcą robić swoje. Morale jest świetne.
Tusk pytał: Czego wam potrzeba? Żołnierze wyliczyli: granatników, śmigłowców, pojazdów MRAP (odpornych na miny-pułapki), bezzałogowych samolotów rozpoznania, karabinów wielkokalibrowych.
Tusk spotkał się z uczestnikami poniedziałkowej akcji w Adżiristanie. - Zachowali się bez zarzutu - mówił po tym spotkaniu. - Żeby ich oceniać, trzeba tu być, widzieć tych, którzy narażają życie i zdrowie. Wszyscy uczestnicy tej akcji zasłużyli na najwyższe słowa uznania.
"Gazeta" rozmawiała ze st. kapralem Przemysławem Małolepszym. To ratownik, próbował reanimować śmiertelnie rannego żołnierza, razem z innymi wynosił pod kulami rannych. Gdyby tylko się dało, wyciągnęlibyśmy go - mówił o zabitym kpt. Danielu Ambrozińskim. Stwierdzając zgon, żołnierze zostawili jego ciało, odciągając je tylko w skalne zagłębienie.
- Zrobił dobrą robotę. Gdyby został przy ciele jeszcze 30 sekund, byłoby po nim - dodał mjr Sarzyński.
Kupowanie proste i szybkie Tusk obiecał: będą zakupy nowego sprzętu. - Zmienimy procedury, aby - jeśli będzie taka potrzeba - uchwałą Rady Ministrów zdecydować o natychmiastowym zakupie. Moim zadaniem jest maksymalnie uprościć procedury i znaleźć pieniądze, by nasz żołnierz czuł się nie mniej bezpiecznie niż żołnierze innych armii. Nie mówimy o miliardach, te pieniądze znajdą się w budżecie
MON - zapewniał Tusk.
W przemówieniu do wojskowych w Ghazni premier powiedział. - Jesteśmy z Was bardzo, bardzo dumni. Polacy, tak wrażliwi na krew swoich żołnierzy, są równocześnie całym sercem z wami.
Będzie więcej wojska? To pytanie pozostaje otwarte. O zwiększeniu polskiego kontyngentu powiedział tydzień temu szef MON
Bogdan Klich. Jak później tłumaczył, nie miało to bezpośredniego związku ze śmiercią polskiego żołnierza. Premier, po zapoznaniu się z raportem Klicha o przebiegu tej akcji, stwierdził, że MON źle wydaje pieniądze i w efekcie do Afganistanu nie dociera potrzebny sprzęt. I że tego przede wszystkim brakuje polskim żołnierzom.
W Ghazni premier mówił już jednak: - Jeśli będzie taka potrzeba, zwiększymy kontyngent. Ale nie będzie pożytku z dodatkowych żołnierzy, jeśli nie będą dobrze uzbrojeni, nie będą mieli czym jeździć. Dzisiaj nasz kontyngent ma tylko pięć "żywych" śmigłowców. Trzy następne będą w najbliższych dniach.
Po rozmowie z żołnierzami premier ocenił, że kupowane będą przede wszystkim śmigłowce transportowe Mi-17, które sprawdzają się przy szybkim przerzucaniu wojska.
Klich ma zadziałać - Ministra Klicha darzę pełnym zaufaniem - zapewnił w Ghazni Tusk. - A jeśli rozmawiamy twardo, to tylko dlatego, że mówimy o rzeczach najważniejszych, od których zależy życie żołnierzy.
Premier powiedział, że już we wtorek szef MON ma przedstawić Radzie Ministrów propozycje zakupu sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie.
W tym samym czasie, ale w Polsce, szef MON podsumowywał zakupy dla armii. - W 2008 roku wydaliśmy 214 mln zł na zakupy sprzętu do Afganistanu, w tym roku mamy zaplanowanych prawie 500 mln, na przyszły rok planowałem około 800, ale mam nadzieję, że wtorkowe decyzje pozwolą na zwiększenie tej kwoty do ponad miliarda złotych - powiedział. I dodał, że "wojska w Afganistanie na obecny czas wystarczy". Podkreślił, że nasi żołnierze są "dobrze wyposażeni, tak że zazdroszczą nam inne kontyngenty".
MON wysłał w tym roku do Afganistanu 13 transporterów opancerzonych Rosomak (we wrześniu dołoży kolejne 17) i w ciągu ostatnich miesięcy dziewięć śmigłowców (z czego pięć jest dzisiaj sprawnych, MON wysłał właśnie kolejne trzy).
Ale dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, który w niedzielę wziął udział w uroczystościach powitania w Leźnicy Wielkiej (Łódzkie) ciała zabitego w Afganistanie kpt. Daniela Ambrozińskiego, pytał, dlaczego dopiero śmierć żołnierza spowodowała, że mowa o lepszym uzbrojeniu. - Chcemy, aby nas słuchano. Zabrano nam kompetencje, pozostawiając odpowiedzialność. To walka, pole bitwy pisze nowe przepisy, a nie urzędnicy - mówił gen. Skrzypczak.
Żołnierze w Ghazni mówią już otwarcie: tak ciężko jak teraz jeszcze nie było. Polskie patrole atakowane są często, żołnierze wpadają w pułapki zastawiane przez regularne oddziały talibów, ci atakują jednocześnie bronią maszynową, moździerzami, ręcznymi granatnikami i minami-pułapkami. Ostrzeliwują z rakiet polskie bazy, w każdym tygodniu uszkodzony zostaje Rosomak, śmigłowce mają dziury od kul.