Kanał pierwszy rosyjskiej telewizji kilka dni temu nadał reportaż pt. "08. 08. 08. bezpośrednia relacja z wojny". Autorzy dowodzili, że fotoreportaż Gleba Garanicza, dziennikarza "szanowanej do tej pory agencji Reuters", uhonorowany trzecią nagrodą w konkursie World Press Photo of the Year, to fałszywka.
Argumentem potwierdzającym tezę miała być opinia amerykańskiego korespondenta wojennego Davida Axe'a, który pokazuje telewidzom, jak rozpoznać prawdziwe zdjęcia z pola walki. Amerykanin pokazał przed kamerą fotografię ciężko rannego w pierś żołnierza rosyjskiego tłumacząc, że tę fotografię publikowaną wcześniej jako zrobioną w Gruzji on sam zrobił w Iraku...
- Kiedy to usłyszałem, zdębiałem. Axe pokazywał nie swoją z Iraku, lecz moją fotografię, którą zrobiłem w ubiegłym roku Gruzji - powiedział "Gazecie" Arkadij Babczenko z opozycyjnej "Nowej Gaziety".
Babczenko napisał o tym w blogu, a internauci uważnie posłuchali tego, co mówił dla telewizji rosyjskiej Axe, a nie tłumaczący jego słowa rosyjski lektor. I okazało się, że Amerykanin chwali zdjęcie rosyjskiego kolegi jako przykład dobrej roboty.
- To kłamstwo na krótkich nogach. Moja fotografia obiegła cały świat. Fotoreportaż Gleba Garanicza też stał się bardzo sławny, a media rosyjskie już dawno próbowały wmówić światu, że jest on fałszywką. Reuters nawet przeprowadził śledztwo w tej sprawie i potwierdził, że fotoreporter pokazał prawdę. I chyba tylko w naszej telewizji nic o tym nie wiedzą - przypomniał Babczenko.
"Nowaja Gazieta", która opisała sprawę, cytuje rosyjskich blogerów pokazujących, jak rosyjskie telewizje tłumaczą zagranicznych rozmówców. Jeden z internautów napisał: "Rozśmieszyło mnie to, jak w dziennikach pokazywali nam Niemców z Berlina czy Kilonii oburzających się na Gruzję za napad na Osetię Południową, a ja słyszałem, że oni skarżą się na zamknięcie sklepów sieci Herti i problemy z Oplem".
Źródło: Gazeta Wyborcza