Ale wywołało to tylko chwilową negatywną reakcję całego rynku. Indeksy utrzymywały się nadal na ponad 1 proc. plusie. Choć nie było hurraoptymizmu jak w czwartek, gdy wzrosty na GPW napędzane były wieściami o wychodzeniu Niemiec i Francji z recesji. GPW należała jednak do najsilniejszych parkietów Europy. Na dojrzałych giełdach inwestorzy mniej kwapili się do poważniejszych zakupów - zwyżki indeksów oscylowały wokół 0,5 proc.
Ale kiedy krótko przed końcem handlu znowu posypały się akcje, inwestorzy nie zdołali opanować podaży. Indeks szybko znalazł się pod kreską. Była to reakcja na pogorszenie koniunktury na zagranicznych giełdach, gdzie indeksy także zaczęły mocno tracić. Głównym sprawcą przeceny był gorszy niż się spodziewano wskaźnik nastrojów amerykańskich konsumentów, który pogorszył się prawdopodobnie z powodu wysokiego bezrobocia.
Nawet 126,50 zł płacono za akcje BZ WBK. W czwartek resort skarbu sprzedał blisko 2 proc. pakiet. Nabywcy resztówki zrobili dobry interes, bo zapłacili jedynie po 119 zł za sztukę.
Na rynku walutowym koniunktura była zmienna. Złoty dobrze wystartował, ale później zaczął coraz mocniej tracić. Frank kosztuje 2,71 zł, euro - 4,14 zł, a dolar - 2,91 zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza