Krakowska Pliva wypłaca ponad 30 tys. zł. Koncern Arcelor Mittal i Krajowa Spółka Cukrowa po blisko 100 tys. zł. Tylko tym, którzy zgłoszą, że chcą zostać zwolnieni.
- Niewielu się udaje naprawdę dobrze zainwestować - kiwa głową pan Wiesław, który odszedł z krakowskiej Huty im. Sendzimira w styczniu. Dostał 99 tys. zł odprawy. - Jak człowiek nie umie takimi pieniędzmi zarządzać, to nawet pół miliona nie wystarczy na długo.
- Wielu chciało odejść już w grudniu zeszłego roku. Mówili o założeniu własnych firm albo chcieli po prostu nie martwić się, że nie będzie czego włożyć do garnka - mówi pan Zbigniew, jeszcze pracownik huty.
Na segment i nowe ściany Znaleźliśmy pracowników, którym "udało" się dostać odprawę. - Nie chcę rozmawiać. Później napiszecie, że jestem nieudacznikiem, bo przepuściłem sto tysięcy - mówi od razu pan Wiesław. - A to nie tak, że wydaliśmy z żoną te pieniądze, one po prostu rozeszły się szybciej, niż się spodziewaliśmy.
Pan Wiesław mieszka na obrzeżach krakowskiej Nowej Huty w 45-metrowym mieszkaniu spółdzielczym. Odnowiony salon, nowy telewizor i segment w sypialni. Też dzięki odprawie.
Przepracował w hucie ponad 30 lat. Jak odchodził, dostawał prawie 3 tys. na rękę. Żona nigdy nie pracowała. Dzieci już na swoim. Z odprawy się ucieszył. - Żona powiedziała: "Bierz, a później coś znajdziesz. Później cię zwolnią, bo mają młodszych i lepszych", więc złożyłem wniosek - opowiada pan Wiesław.
Przez dwa tygodnie zastanawiali się z żoną, co zrobić z pieniędzmi. Najpierw wykup
mieszkania. - Później w końcu można je było urządzić - opowiada mężczyzna. - Dzieciom daliśmy po 10 tysięcy i starego fiata wymieniliśmy na opla, bo już ledwie jeździł...
I tak ze stu tysięcy po pół roku zrobiło się 10 tys. zł. - Mamy te pieniądze na koncie w banku. Ale wybieramy po trosze, bo z czegoś trzeba żyć - mówi mężczyzna.
Pan Wiesław zarejestrował się w pośredniaku. - Mogłem iść kopać rowy albo układać towar w markecie. Szukałem czegoś lepszego, ale chyba nie będzie - dodaje ze smutkiem.
Duże pieniądze, jeszcze większa pokusa Pod koniec 2008 r. Arcelor Mittal - największy na świecie producent stali - ogłosił, że w Polsce zwolni prawie tysiąc osób. W marcu zwiększono liczbę planowanych redukcji o kolejne 500 etatów. W firmie przygotowano specjalny program odejść - trwał od stycznia do kwietnia. Rezygnujący dobrowolnie z pracy dostawali gigantyczne odprawy. Im wcześniej ktoś rezygnował, tym więcej dostawał. Odchodzący w styczniu otrzymali 99 tys. zł, w lutym - 88 tys. zł, w marcu - 78,5 tys. zł. Ci, którzy odeszli w kwietniu, dostali najmniej, bo tylko 72 tys. zł.
Pierwsza fala odejść kosztowała koncern ponad 60 mln zł. Prawie 23 mln zł otrzymali pracownicy krakowskiej huty - największego oddziału. Odprawy wzięło tu od początku roku prawie 250 osób - najwięcej w całej Polsce. 90 proc. zrezygnowało w styczniu, kiedy kwoty sięgały blisko 100 tys. zł. Teraz ruszyła kolejna fala zwolnień. Potrwają do września. Z 1,5 tys. przewidzianych do zwolnienia zrobiło się już ponad 2 tys.
Mittal ponownie płaci jedne z najwyższych w kraju odpraw. - Ci, którzy załapali się w lipcu, mogą liczyć na kwotę od 65 do 95 tys. zł. Odchodzący w sierpniu dostaną od 63 do 87 tys., a ci, którzy zaczekają do września, będą mogli liczyć na wypłatę od 55 do 79 tys. zł - wylicza Sylwia Winiarek z biura prasowego koncernu. - Wysokość odprawy zależy od stażu pracy.
I chociaż związkowcy przyznają, że hutnicy zakładający własne firmy za wysokie odprawy to bardziej pobożne życzenie niż rzeczywistość. Kilkadziesiąt tysięcy za dobrowolne odejście kusi kolejnych.
Motywy są podobne: - Wszyscy powtarzają, że pracy nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Lepiej wziąć odprawę, póki dają, bo później może zabraknąć pieniędzy - słyszymy od kilku mężczyzn, którzy wnioski o pieniądze w krakowskim oddziale Mittala złożyli kilka dni temu. - Pokusa jest. Za takie pieniądze można przeczekać trudne czasy, spłacić kredyty - wyliczają.
Tylko w lipcu w pięciu oddziałach Arcelor Mittal - w Krakowie, Chorzowie, Dąbrowie Górniczej, Sosnowcu i Świętochłowicach - chętnych do rezygnacji było ponad pół tysiąca osób. W najliczniejszym, krakowskim, zgłosiło się ponad 200.
- Odchodzący kontaktują się bezpośrednio z kadrami. Sama chęć odejścia nie wystarczy, bo to przełożeni decydują o tym, który pracownik nie jest niezbędny i może skorzystać z programu - podkreśla Barbara Szylko, wiceprezes ds. finansowych "S" w Arcelor Mittal.
Zarzuty, że za odprawy są za wysokie, władze koncernu kwitują: - Chcemy zadbać o przyszłość odchodzących.