http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I sto tysięcy nie starcza na życie

Aneta Zadroga, Kraków
2009-08-14, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 19:26

- Jakbym wiedział, że te sto tysięcy to tak mało na życie, tobym nie wziął odprawy. Bo jak człowiek ma mniej złotówek, to je umie wydawać. Jak dostanie za dużo, to przepływają przez palce jak woda - mówi były hutnik spod Krakowa

Hutnikom, którzy odeszli tylko z krakowskiej dawnej Huty im. Sendzimira,
firma wypłaciła do tej pory 23 mln złotych odpraw
Fot. K. KAROLCZYK / AGENCJA GAZETA
Hutnikom, którzy odeszli tylko z krakowskiej dawnej Huty im. Sendzimira, firma...
ZOBACZ TAKŻE
Krakowska Pliva wypłaca ponad 30 tys. zł. Koncern Arcelor Mittal i Krajowa Spółka Cukrowa po blisko 100 tys. zł. Tylko tym, którzy zgłoszą, że chcą zostać zwolnieni.

- Niewielu się udaje naprawdę dobrze zainwestować - kiwa głową pan Wiesław, który odszedł z krakowskiej Huty im. Sendzimira w styczniu. Dostał 99 tys. zł odprawy. - Jak człowiek nie umie takimi pieniędzmi zarządzać, to nawet pół miliona nie wystarczy na długo.

- Wielu chciało odejść już w grudniu zeszłego roku. Mówili o założeniu własnych firm albo chcieli po prostu nie martwić się, że nie będzie czego włożyć do garnka - mówi pan Zbigniew, jeszcze pracownik huty.

Na segment i nowe ściany

Znaleźliśmy pracowników, którym "udało" się dostać odprawę. - Nie chcę rozmawiać. Później napiszecie, że jestem nieudacznikiem, bo przepuściłem sto tysięcy - mówi od razu pan Wiesław. - A to nie tak, że wydaliśmy z żoną te pieniądze, one po prostu rozeszły się szybciej, niż się spodziewaliśmy.

Pan Wiesław mieszka na obrzeżach krakowskiej Nowej Huty w 45-metrowym mieszkaniu spółdzielczym. Odnowiony salon, nowy telewizor i segment w sypialni. Też dzięki odprawie.

Przepracował w hucie ponad 30 lat. Jak odchodził, dostawał prawie 3 tys. na rękę. Żona nigdy nie pracowała. Dzieci już na swoim. Z odprawy się ucieszył. - Żona powiedziała: "Bierz, a później coś znajdziesz. Później cię zwolnią, bo mają młodszych i lepszych", więc złożyłem wniosek - opowiada pan Wiesław.

Przez dwa tygodnie zastanawiali się z żoną, co zrobić z pieniędzmi. Najpierw wykup mieszkania. - Później w końcu można je było urządzić - opowiada mężczyzna. - Dzieciom daliśmy po 10 tysięcy i starego fiata wymieniliśmy na opla, bo już ledwie jeździł...

I tak ze stu tysięcy po pół roku zrobiło się 10 tys. zł. - Mamy te pieniądze na koncie w banku. Ale wybieramy po trosze, bo z czegoś trzeba żyć - mówi mężczyzna.

Pan Wiesław zarejestrował się w pośredniaku. - Mogłem iść kopać rowy albo układać towar w markecie. Szukałem czegoś lepszego, ale chyba nie będzie - dodaje ze smutkiem.

Duże pieniądze, jeszcze większa pokusa

Pod koniec 2008 r. Arcelor Mittal - największy na świecie producent stali - ogłosił, że w Polsce zwolni prawie tysiąc osób. W marcu zwiększono liczbę planowanych redukcji o kolejne 500 etatów. W firmie przygotowano specjalny program odejść - trwał od stycznia do kwietnia. Rezygnujący dobrowolnie z pracy dostawali gigantyczne odprawy. Im wcześniej ktoś rezygnował, tym więcej dostawał. Odchodzący w styczniu otrzymali 99 tys. zł, w lutym - 88 tys. zł, w marcu - 78,5 tys. zł. Ci, którzy odeszli w kwietniu, dostali najmniej, bo tylko 72 tys. zł.

Pierwsza fala odejść kosztowała koncern ponad 60 mln zł. Prawie 23 mln zł otrzymali pracownicy krakowskiej huty - największego oddziału. Odprawy wzięło tu od początku roku prawie 250 osób - najwięcej w całej Polsce. 90 proc. zrezygnowało w styczniu, kiedy kwoty sięgały blisko 100 tys. zł. Teraz ruszyła kolejna fala zwolnień. Potrwają do września. Z 1,5 tys. przewidzianych do zwolnienia zrobiło się już ponad 2 tys.

Mittal ponownie płaci jedne z najwyższych w kraju odpraw. - Ci, którzy załapali się w lipcu, mogą liczyć na kwotę od 65 do 95 tys. zł. Odchodzący w sierpniu dostaną od 63 do 87 tys., a ci, którzy zaczekają do września, będą mogli liczyć na wypłatę od 55 do 79 tys. zł - wylicza Sylwia Winiarek z biura prasowego koncernu. - Wysokość odprawy zależy od stażu pracy.

I chociaż związkowcy przyznają, że hutnicy zakładający własne firmy za wysokie odprawy to bardziej pobożne życzenie niż rzeczywistość. Kilkadziesiąt tysięcy za dobrowolne odejście kusi kolejnych.

Motywy są podobne: - Wszyscy powtarzają, że pracy nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Lepiej wziąć odprawę, póki dają, bo później może zabraknąć pieniędzy - słyszymy od kilku mężczyzn, którzy wnioski o pieniądze w krakowskim oddziale Mittala złożyli kilka dni temu. - Pokusa jest. Za takie pieniądze można przeczekać trudne czasy, spłacić kredyty - wyliczają.

Tylko w lipcu w pięciu oddziałach Arcelor Mittal - w Krakowie, Chorzowie, Dąbrowie Górniczej, Sosnowcu i Świętochłowicach - chętnych do rezygnacji było ponad pół tysiąca osób. W najliczniejszym, krakowskim, zgłosiło się ponad 200.

- Odchodzący kontaktują się bezpośrednio z kadrami. Sama chęć odejścia nie wystarczy, bo to przełożeni decydują o tym, który pracownik nie jest niezbędny i może skorzystać z programu - podkreśla Barbara Szylko, wiceprezes ds. finansowych "S" w Arcelor Mittal.

Zarzuty, że za odprawy są za wysokie, władze koncernu kwitują: - Chcemy zadbać o przyszłość odchodzących.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 110 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Białoruś oskarża Polskę o finansowanie zamachu stanu

Tak twierdzi reżimowa telewizja Białoruś 1. Powołuje się przy tym na sfałszowaną depeszę polskiego MSZ

Miłość w czasach internetu

W internecie łatwo znaleźć człowieka o podobnych upodobaniach i w tak zwanym "naszym typie". Jednak ta zaleta randkowania online jest jednocześnie jego największą pułapką