W ubiegłą niedzielę 21-letni chłopak, by zademonstrować kolegom swoją tężyznę fizyczną, wdrapał się na pomnik Lenina we wsi Uwarawiczy i uwiesił się na uniesionej w górę kamiennej ręce, którą wódz światowego proletariatu miał wskazywać Białorusinom drogę do komunizmu. Nieoczekiwanie pięciometrowy monument rozsypał się - ręka Lenina urwała się, a spadająca głowa zabiła chłopaka.
Pomnik w Uwarawiczy jest bardzo stary, postawiono go jeszcze przed wojną. W czasach niemieckiej okupacji miejscowi komuniści zakopali go pod ziemią, by nie zdewastowali go naziści. Po wyzwoleniu wsi przez Armię Czerwoną został odkopany i z honorami ustanowiony w centrum wsi. Od tego momentu żadnej renowacji nie przeprowadzano.
Zaraz po tragicznym wypadku miejscowe władze obiecały, że Lenin zostanie odbudowany. - To jest historia i niejedno pokolenie Białorusinów na niej wyrosło - powiedział Iwanczykau w wywiadzie dla agencji Interfax. Po uzyskaniu przez
Białoruś niepodległości, w odróżnieniu od Litwy czy Ukrainy, nikt nie usuwał radzieckich pomników. Dlatego dziś każde miasto, miasteczko, a często i wieś mają własny pomnik Lenina. Ministerstwo kultury nie wie, ile ich jest. Jedynie 10 Leninów, w tym najbardziej znany - w centrum Mińska przed budynkiem parlamentu - uznano za dziedzictwo kulturalne i objęto opieką państwa. Pozostałe, szczególnie te stojące po wsiach, są w fatalnym stanie, zagrażają zdrowiu i życiu mieszkańców. Prokuratura bada, czy władze Uwarawiczy nie zaniedbały obowiązków opieki nad pomnikiem.