http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podwójne dno

Marcin Kącki
2009-08-13, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 09:43

Wyciągnął go ledwie żywego z wody, uratował. A potem odebrał telefon i usłyszał w słuchawce: masz wpierdol!

17-letni Łukasz Ziemkowski godzinami wpatruje się w toń jeziorka. Uratował przyjaciela, ale tragedii nie zaradził. Upamiętnia ją krzyż, który stanął na dzikiej plaży
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
17-letni Łukasz Ziemkowski godzinami wpatruje się w toń jeziorka. Uratował...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
W małym jeziorku pod Murowaną Gośliną k. Poznania nikt się już nie kąpie. Popołudnie, 30 stopni, ubranie się na człowieku lepi, a dzika plaża puściutka.

Ludzi odstrasza drewniany krzyż, który wyrósł na środku plaży. Pod nim tli się jeszcze pięć wielkich zniczy.

Dziękować za życie?

Dorota, miłość od dwóch lat, powiedziała mu: - Mój ty bohaterze.

Rodzice Doroty też pękali z dumy z przyszłego zięcia. No i tata był dumny, i siostra, sąsiedzi klepali po ramieniu. Nawet na stażu tapicerskim szef go postawił przed załogą i powiedział: - Bohater.

Łukasz Ziemkowski ma ledwie 17 lat, a już został herosem dla całej Murowanej Gośliny.

To było 18 lipca, około południa. Przyszli na plażę w szóstkę. Maciej, Łukasz, Przemek, pani Marlena z córką i jej koleżanką Weroniką, która przyjechała na wieś na wypoczynek.

Maciej popisywał się w jeziorze, zaczepiał Weronikę, aż nagle grunt mu się zapadł pod nogami i zaczął się topić.

Łukasz zrzucił buty, wziął rozpęd, odbił się od tych worków, co kiedyś chłopaki rzucili na brzegu, i skoczył. Trzy razy machnął rękami i był przy Macieju.

Przyjechali z gazety, z telewizji i opowiadał, że żaden tam z niego ratownik, tylko jakiś strażak mówił mu, że jak dać topielcowi w mordę, to lepiej się ratuje człowieka.

Patrzę w tę wodę. Jakieś 10 metrów od brzegu ciemna topiel. To dziura, gdzie płytki grunt nagle zamienia się w głębię.

Gdy Łukasz wyciągnął stamtąd Macieja, przyjechała policja, karetka, straż pożarna. Zaczęły się przesłuchania. Co zeznał Łukasz? Twierdzi, że prawdę zeznał, tak jak i ci co stali na brzegu.

Tylko matka Macieja, jak ją Łukasz mija teraz na ulicy, nawet dzień dobry nie powie. A przecież jej synowi życie uratował!

Matka Macieja, mieszka ledwie 100 metrów od domu Łukasza. Domek piętrowy. Drzwi się uchylają na parterze. Kobieta nie chce żadnych wywiadów. Babka jeszcze się wychyla i zza pleców matki krzyczy: - Wynocha mi, wynocha!

Matka: - Maciek to grzeczny chłopak, nikomu by krzywdy nie zrobił. Miał dziękować? Ja mam dziękować? Po tym wszystkim? Po tym co w tej gazecie było?

Staw pod oknem

Na cmentarzu w Kiszkowie, jakieś 20 kilometrów od Murowanej Gośliny, pan Józek, grabarz, prowadzi alejką rower: - O, to ten. Z tym pogrzebem to dramat był. Ojciec zawału dostał, matka zemdlała, prawie do grobu za swym dzieckiem wpadła. Jak grabarzem jestem panie dawno, to na pogrzeby dzieciaków patrzeć do dzisiaj nie mogę.

Sterta zeschłych już wieńców, biały krzyż z epitafium "powiększyły grono aniołków" i biało-czarne zdjęcie wsparte atłasem: dziewczynka z długimi włosami, grzywką, uśmiechnięte, migdałowe oczy. Weronika: 13 lat.

Gdy zginęła, jej młodszy brat "się pozamykał", więc rodzice kupili mu szczeniaka labradora.

Pieskowi łeb właśnie opadł po zajadłej walce z pluszowym królikiem. Śpi w progu otwartego pokoju Weroniki: mały, wąski, tam komputer, tu sofa, wielka pluszowa wiewióra na kredensie, kilka zdjęć klasowych na ścianach, jedno podobne do tego z grobu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':