Mecenas zajmująca się sprawą rodziny ze wsi Błota Wielkie:-Przeszłość nie może być argumentem.
Sąd odebrał Wioletcie Woźnej córkę Różę kilka dni po porodzie. Bo kuratorzy napisali w opinii, że matka jest niezaradna, ojciec ma 63 lata, a w domu jest bałagan. Rodzice wychowują już jednak trójkę dzieci. Zadbanych. Za rodziną wstawili się pedagog szkolny, proboszcz, wójt, pracownicy opieki społecznej.
- Sąd gromadzi materiały, także wcześniejsze akta, by ustalić, czy matka jest w stanie zająć się dzieckiem - powiedział wczoraj Andrzej Adamczuk, wiceprezes Sądu Okręgowego w Poznaniu, w rozmowie z dziennikarzem Radia TOK FM. - W 1994 r. ta pani, z przyczyn od siebie niezależnych, bo znajdowała się w szpitalu, przestała zajmować się czwórką dzieci z pierwszego związku. Ich ojciec zmarł. Sąd umieścił wówczas dzieci w rodzinie zastępczej. W 1997 r. pozbawił ją władzy rodzicielskiej.
O losie małej Róży sąd ma zdecydować 21 sierpnia. Czy weźmie pod uwagę przeszłość jej matki? - zapytaliśmy Adamczuka. - Oczywiście, że nie. Ale możemy stwierdzić, czy te problemy towarzyszą tej pani do dzisiaj i czy nie powodują, że ma ograniczone możliwości opieki nad swoimi dziećmi - mówi "Gazecie".
- Przeszłość nie może być argumentem. Kobieta założyła nową rodzinę, zajmuje się dziećmi - twierdzi Małgorzata Heller-Kaczmarska, adwokat od spraw rodzinnych, która złożyła zażalenie na decyzję o odebraniu dziecka.