To tzw. odwód strategiczny przygotowany do wysłania na wojnę w każdej chwili. Są to komandosi z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego. Żołnierzy odwołano już z urlopów wypoczynkowych.
Nieoficjalnie wiadomo, że szef
MON Bogdan Klich już wcześniej mówił, że jeśli jest odwód, to w końcu trzeba go wykorzystać. Tymczasem polscy dowódcy nalegali na wysłanie wsparcia co najmniej od kilku tygodni. - Amerykanie na podobnym obszarze mają dwa razy tak liczne siły jak my - mówi "Gazecie" jeden z polskich dowódców. - Żeby jakoś radzić sobie w Ghazni, musimy być silniejsi. A jest gorąco, i to nie dopiero teraz, kiedy straciliśmy kolejnego żołnierza.
Ta decyzja ma jednak swoich przeciwników. - Jeżeli wysłanie tego odwodu to tylko reakcja na to zdarzenie, to bardzo źle świadczyłoby o naszym planowaniu wojskowym - uważa gen. Stanisław Koziej, były wiceszef MON. - Taki oddział musi być wysłany do wykonania określonych zadań po to, by rzeczywiście zapewnić większe bezpieczeństwo naszym żołnierzom w Afganistanie.
Premier
Donald Tusk zapowiedział wczoraj jednak, że decyzję o wysłaniu dodatkowych żołnierzy podejmie dopiero po przeanalizowaniu poniedziałkowego ataku talibów w Adżiristanie.
Jeśli polski kontyngent zostanie powiększony, będzie liczył 2,2 tys. żołnierzy, co będzie oznaczało, że nasz kraj wystawia w Afganistanie piątą co do wielkości siłę żołnierzy (spośród tych państw, których wojska biorą udział w regularnych walkach).
Premier Tusk złożył bliskim zabitego kapitana kondolencje. W imieniu rządu zapewnił też, że sprawa śmierci oficera jest wyjaśniana, ale nie można jeszcze powiedzieć, dlaczego polski żołnierz zginął. - Sprawę na posiedzeniu Rady Ministrów referował szef MON Bogdan Klich. Na razie mamy zbyt mało informacji, aby wydać sąd, kto był odpowiedzialny za wydarzenia tego dnia w Afganistanie - powiedział premier.
Czterech rannych w poniedziałkowej zasadzce polskich żołnierzy jest w szpitalach. Polskie dowództwo zapewnia, że ich życiu nic nie zagraża. Trzech jest leczonych w amerykańskim szpitalu w bazie Bagram w Afganistanie, czwarty - we wtorek został przewieziony do amerykańskiego szpitala w bazie Ramstein w Niemczech.
We wtorek wieczorem w bazie Ghazni miała odbyć się ceremonia pożegnania ciała kpt. Daniela Ambroziewicza. Potem ciało zostanie przetransportowane do bazy Bagram, a stamtąd do Polski.
Kpt. Ambroziewicz jest dziesiątym polskim żołnierzem, który zginął w Afganistanie od maja 2007 r., gdy Polska wysłała pierwszych żołnierzy na operację NATO w tym kraju.