http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Matkę oddam na wakacje

Ewa Mikulec, Poznań
2009-08-12, ostatnia aktualizacja 2009-08-12 18:19

- Błagam, zapłacę, tylko przyjmijcie mamę. Nie ma miejsca? Niemożliwe?! Jestem zmęczony. Chcę wyjechać... Takie telefony odbierają codziennie domy opieki w całym kraju. Nawet te prywatne nie mają już miejsc

Pani Barbara Osten-Sacken z Poznania
drugi raz spędza lato w prywatnym
domu opieki w Pobiedziskach.
Ma 85 lat, zapowiada, że dożyje setki.
Opowiada: - Mam dwóch synów,
trzech wnuków i jednego prawnuka.
Mąż odszedł, gdy dzieci były małe,
wychowałam je sama. Rodzinę bardzo
kocham, ale tu też jestem szczęśliwa.
Wszyscy tu mają czas, są
uśmiechnięci. Na dwór nie wychodzę,
bo doktor mówi, że mi wiatr zaszkodzi.
Ale za to dostaję tu kawę, choć nie
powinnam jej pić
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Pani Barbara Osten-Sacken z Poznania drugi raz spędza lato w prywatnym domu...
Pani Krystyna wakacje spędza w ośrodku w Pobiedziskach. Potem wróci do córki
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Pani Krystyna wakacje spędza w ośrodku w Pobiedziskach. Potem wróci do córki

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



- Każdego dnia słyszę takie prośby. Ludzie płaczą, by chociaż na kilka godzin dziennie przyjąć rodzica - opowiada Andrzej Rossa, prezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Alzheimerowskiego w Poznaniu. - Absolutnie tych ludzi nie potępiam. Lepiej być dobrym opiekunem raz w miesiącu niż złym codziennie. Opieka nad chorym rodzicem to trudne zadanie. Nieraz słyszałem od zdruzgotanych ludzi: "Uderzyłem ojca, bo po raz setny zrobił mi złośliwość".

Całe lato do domów opieki dzwonią dzieci schorowanych rodziców. Przed urlopem, przed wyjazdem do sanatorium szukają dla nich opieki.

- A przecież domy pomocy społecznej nie są z gumy. Miejsca zwalniają się w sposób naturalny. Gdy ktoś umiera - mówią pracownicy opieki społecznej.

Prywatny dom opieki społecznej Hospes Hospiti Sacer w podpoznańskich Pobiedziskach ma 18 miejsc. Oferuje stałą opiekę pielęgniarek, wyżywienie, bibliotekę, ogród i stawy do wędkowania. Cena: od 2500 do 2700 zł miesięcznie w zależności od wielkości pokoju, świadczonych usług i sprawności podopiecznego. - Telefonów już nie liczę. Zdarza się, że opiekunowie płaczą i błagają. Chcą wyjechać i na gwałt szukają ośrodka dla rodzica - mówi Karol Chyra, właściciel.

Większość podopiecznych mieszka tu na stałe. Na okres wakacji przyjechały trzy osoby. Pani Krystyna już drugi raz spędza tu lato. Od 2001 r. jeździ na wózku inwalidzkim, ma sparaliżowaną lewą stronę ciała. Miała koło Turku nieduże gospodarstwo. - Kurki, świniak. Jak mąż umarł, to nie dałam rady. Sprzedałam i pieniądze podzieliłam między trójkę dzieci. Wzięła mnie córka, ale po ośmiu latach się zbuntowała. Dzieci uradziły, że weźmie mnie syn. A syn mówi, że nie ma warunków, i przywiózł mnie tu. Dzieci wykształciłam. Wszystkim dobrze się powodzi. Tylko nie wiadomo, co zrobić ze starą matką - pani Krystynie drży broda. - Moja emerytura nie starcza, żeby opłacić opiekunkę, kupić pampersy na noc.

Pani Krystyna w domu opieki będzie dwa miesiące. Córka trochę odpocznie i znów weźmie ją do siebie.

- Wcześniej, jak ludzie jechali na wczasy, oddawali rodzica na oddział opieki długoterminowej do szpitala. Ale Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce już za to płacić - mówi Katarzyna Marnocha z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu. Zmęczone dzieci szukają więc nowych rozwiązań. MOPR-y mogą ich skierować do miejskich ośrodków, ale tu nie ma wakacyjnych miejsc.

- Jesteśmy jednostką budżetową. Ustawa o pomocy społecznej nie pozwala nam na tworzenie miejsc komercyjnych - tłumaczy Jerzy Dłużak, dyrektor DPS w Poznaniu. - Od pensjonariusza możemy przyjąć 70 proc. jego emerytury, renty czy zasiłku. Resztę płaci gmina. Muszę w pełni wykorzystać przyznane mi pieniądze i dbać, by wszystkie miejsca były stale zajęte. Nie mamy miejsc kryzysowych. A w kolejce na stały pobyt czeka 40 osób, niektóre po kilka lat.

Zostają więc domy prywatne. Ale tam też jest tłoczno. Prywatny domu opieki społecznej przy ul. Pomorskiej w Warszawie musi odsyłać zainteresowanych. - Tak jest nie tylko w sezonie wakacyjnym, ale też przed Wielkanocą. Problem jest ogromny. Zdarza się, że ktoś błaga, bym zrobiła dostawkę w którymś pokoju - mówi Mariola Dacz, właścicielka domu.

- Kto chce mieć pewność, że znajdzie miejsce dla rodzica, zapisuje się już w grudniu - słyszymy od Bogumiły Dylewicz, właścicielki domu Radosna Jesień w Puszczykowie pod Poznaniem, gdzie za pobyt płaci się miesięcznie 2800 zł.

Wszyscy z branży twierdzą, że już nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania na opiekę nad starszymi ludźmi. A chętnych jest z roku na rok więcej. Ewa Brzezińska, szefowa domu opieki Sosny w Warszawie podsumowuje: - Mam 15 telefonów dziennie. Gdybym miała pieniądze i kupiła trzy kolejne domy, szybko udałoby mi się je zaludnić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 42 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów