http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie widać mnie

Jolanta Grabowska
2009-08-16, ostatnia aktualizacja 2009-08-11 17:15

- Ciotka Özcana poradziła mi przed ślubem: Zamieszkajcie jak najdalej od rodziny

Stambuł, Turcja
Fot. Osman Orsal / AP
Stambuł, Turcja
ZOBACZ TAKŻE
Monika Kaçar, 35 lat, od sześciu lat w Turcji:

- Pojechaliśmy z Özcanem do tureckiego portu Kusadasi. Mieliśmy popłynąć na grecką wyspę Samos i wrócić, by w ten sposób przedłużyć moją wizę.

Tureccy celnicy w porcie: - Jeśli opuścisz Kusadasi, musisz sobie szukać innego portu powrotnego. Ja zdziwiona: - Ale dlaczego?

Oni: - Wiele jest kobiet lekkich obyczajów, które tak jak ty chcą pracować w Turcji.

Szczęka opadła mi do kolan!

Tutaj w głowach zakodowane jest etykietowanie ludzi - po wyglądzie, pochodzeniu.

I tak - blondynka jest łatwa.

Nie mogę spokojnie poruszać się ulicami, żeby nie słyszeć cmokania albo tekstów: "Dokąd idziesz, śliczna, może się zabawimy?". Efekt jest taki, że nie jeżdżę na rowerze, mało sama wychodzę, jeśli już, to MP4 w uszy, okulary słoneczne na nos - nie słyszę, nie widać mnie, ignoruję.

>30 lat temu mało który Turek miałby takie skojarzenie, potem zaczęły przyjeżdżać Angielki, dla nich nie było problemu przespać się z jednym czy drugim, jeszcze im za to płaciły. Starsze: 60-, 70-letnie, wiązały się z 20-latkami, kupowały im domy, samochody.

Blondynka - to Rosjanka, a Rosjanka to prostytutka. Na początku lat 90. z kolei przyjechało dużo dziewczyn z Ukrainy, Białorusi, Rosji i zarabiały ciałem. Turcy słabo znają swój kraj, nie mówiąc już o Europie, dla nich one wszystkie to Rosjanki. Polki też.

Blondynka mówiąca po turecku - tym bardziej biorą mnie za Rosjankę. Tylko one tak szybko uczą się języka, bo jest im niezbędny w kontaktach międzyludzkich

Mówię, że jestem Polką - pierwsze skojarzenie: chrześcijanka.

Właśnie dlatego nie chciałam, żeby w dowodzie wpisywano mi, jakiej jestem religii. Po pierwsze, nie mam ochoty być osądzana. Po drugie, to dla mojego bezpieczeństwa - przecież nie wiem, w czyje ręce mój dowód może wpaść. Tu mieszka 120 grup etnicznych. Są maniacy, którzy targają się na życie księży, modlitwy w synagogach wiążą się z ochroną policji.

>W Izmirze, gdzie od dwóch lat mieszkamy, są kapucyni - muszę najpierw zadzwonić, podać imię, nazwisko, z jakiej jestem dzielnicy i kiedy przyjdę, bo do kościoła nie można wejść tak po prostu, z ulicy.

Nawet na kursie - robię turecką licencję przewodnika wycieczek (do tej pory pracowałam na polskiej) - profesor od religii powiedział, że chrześcijaństwo zna w teorii, więc w razie pomyłki mam go poprawiać.

Nauczenie się Turcji zajęło mi dużo czasu.

>Pierwsze trzy lata były koszmarne. Wtedy w porcie strasznie się wkurzyłam! Mój przyszły mąż również.

- Nie jestem żadną prostytutką! Spóźniłam się z wyjazdem o jeden dzień, płacę karę i żądam powrotu!

Sprawa oparła się aż o naczelny urząd celny i komendę główną policji w Ankarze - celnicy dostali naganę. Jak tydzień później wypływaliśmy na Samos, byli tak mili, że jakby mogli, to fanfarami by nas powitali i rozwinęli czerwony dywan. Mnie jeszcze nie było do śmiechu, zacisnęłam tylko zęby, bo jęzor mam cięty i mogłabym powiedzieć coś, czego potem bym żałowała.

W ogóle to planowaliśmy mieszkać w Polsce, ale po pół roku w Chorzowie mój mąż stwierdził, że jednak Turcja i że trzeba odsłużyć wojsko. Normalnie służba trwa sześć miesięcy, ale że on jest z wykształcenia anglistą, uznali, że bardzo im się przyda, bo będzie uczył języka, i dostał prawie półtora roku.

Źródło: Duży Format
  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    135 głosów