http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Brzuch do wynajęcia przed sądem

Ewa Siedlecka
2009-08-11, ostatnia aktualizacja 2009-08-10 20:05

Będziemy mieli pierwszy w Polsce proces o dziecko urodzone dzięki wynajęciu brzucha. Jednak wbrew pozorom nie będzie to wielki dylemat prawny. Ani nawet moralny

Ewa Siedlecka
fot. AG
Ewa Siedlecka
Historię Beaty Grzybowskiej z Łodzi, która za pośrednictwem wyspecjalizowanej agencji za 30 tys. zł zgodziła się urodzić nie swoje genetycznie dziecko bezdzietnemu małżeństwu z Warszawy, opisał w czerwcu "Dziennik". Wtedy dziecko - zgodnie z umową - oddała ojcu. Teraz wniosła do sądu rodzinnego pozew z żądaniem przyznania jej opieki nad dzieckiem.

Beacie Grzybowskiej wszczepiono zarodek, który powstał metodą in vitro. Urodził się zdrowy chłopiec, którego od razu przekazała ojcu i jego żonie.

Wcześniej wzięła od nich 30 tys. zł i wiele prezentów dla swoich dwóch córek, które samotnie wychowuje. Beata Grzybowska jest bezrobotna, utrzymuje się z zasiłku i alimentów na córki. Mieszka z dziećmi w pokoju bez łazienki. Wynajęła swój brzuch, by polepszyć sytuację materialną. Otrzymane pieniądze już wydała. Dziecko oddała, ale praw do dziecka się nie zrzekła. Teraz chce je odzyskać.

Zwykle w tego typu sprawach - które na Zachodzie pojawiają się od lat, odkąd wykonuje się zabiegi in vitro i możliwe stało się wynajmowanie brzuchów - mamy spór dwóch matek: biologicznej (tej, od której pochodziła komórka jajowa) i tej, która urodziła.

Sądy rozstrzygają spory między matkami zazwyczaj na korzyść tej, która urodziła. Także polskie prawo rodzinne rok temu uznało, że matką jest wyłącznie kobieta, która urodziła. Matka biologiczna w naszym prawie straciła wszelkie prawa do dziecka.

Ta nowelizacja sprawiła więc, że wynajmowanie brzuchów stało się bardzo ryzykowne: matka biologiczna zdana jest wyłącznie na łaskę surogatki. Ta albo zrzeknie się praw rodzicielskich na jej rzecz, albo nie. To prowokuje do szantażu i podbijania ceny.

W tej konkretnej sprawie zresztą nie ma dylematu, która matka ma prawa do dziecka, bo matka biologiczna jest nieznana (nie jest nią żona ojca) i żadnych pretensji nie zgłasza. Tak więc jest to typowy spór o opiekę nad dzieckiem między dwojgiem rodziców.

Kto ma w niej większe szanse?

W rozmowie z "Dziennikiem" etyk prof. Jacek Hołówka wyraża pogląd, że ojciec może powołać się na umowę o wynajęcie brzucha. Jego zdaniem umowa obowiązuje - przynajmniej w sensie moralnym, tzn. Beata Grzybowska ma moralny obowiązek jej dotrzymać.

Jednak w sensie prawnym umowa nie obowiązuje. Jest z mocy prawa nieważna jako "sprzeczna z zasadami współżycia społecznego". I to nawet nie dlatego, że dotyczy nie przedmiotu, ale człowieka i jego losu.

Gdyby Beata Grzybowska zawarła umowę, że urodzi bezdzietnemu małżeństwu dziecko po to, by im pomóc, a oni zobowiązują się opiekować nią w okresie ciąży, płacić za opiekę lekarską czy leki - jeśli będą potrzebne - to można by dowodzić, że takie zachowanie nie jest sprzeczne z zasadami współżycia. Jednak ta umowa była raczej umową na zapłatę za usługę, a to już coś moralnie bardzo wątpliwego.

Minister sprawiedliwości Andrzej Czuma powiedział nawet w TVN 24, że kojarzy mu się to z handlem ludźmi. I choć w sensie prawnym tak nie jest, to w sensie moralnym już można tę umowę tak potraktować.

Tym bardziej że w całym cywilizowanym świecie uważa się za moralnie i prawnie niedopuszczalne sprzedawanie (i kupowanie) organów do przeszczepu. Argumentacja, że każdy ma prawo robić, co chce, np. z własną nerką, w naszej cywilizacji nie jest akceptowalna. Własny organ, tkankę (np. szpik) czy komórkę rozrodczą można przekazać tylko nieodpłatnie, całkowicie bezinteresownie. I co najwyżej dostać rekompensatę kosztów (dojazdy, leki itp.). Takie standardy wyznacza np. Europejska Konwencja Bioetyczna.

To samo - w sensie moralnym - dotyczy wynajmowania brzucha za pieniądze. I to niezależnie od tego, że - jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z umową - wszystkie strony mogą być wygrane: matka zastępcza zarobi; ludzie, którzy cierpieli, bo nie mogli mieć dziecka, zostają rodzicami i rodzi się człowiek, którego inaczej by nie było. Niemoralne postępowanie może przynieść korzyści, które jednak tego postępowania nie uświęcają. Podobnie jak handlu nerką nie uświęca to, że ten, co ją sprzedaje, zarobi, a ten, co kupuje, ma szanse na dłuższe życie.

Z tych względów mało prawdopodobne, aby w tej sprawie sąd uznał ważność umowy pomiędzy Beatą Grzybowską a ojcem dziecka. Będzie więc badał - jak zwykle w takich razach - kto zapewni dziecku lepsze warunki rozwoju, otoczy je lepsza opieką.

Jak zdecyduje, zobaczymy. Ale ta sprawa może odstraszyć amatorów zarabiania na wynajmowaniu brzuchów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 51 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':