http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co się dzieje w irańskich więzieniach?

Mariusz Zawadzki
2009-08-11, ostatnia aktualizacja 2009-08-10 19:14

Aresztowani po wyborach w Iranie byli gwałceni w więzieniach - alarmuje jeden z przegranych kandydatów na prezydenta. Władze zaprzeczają, ale przyznają, że w więzieniu pod Teheranem stosowano "niewłaściwe metody".

Mehdi Karrubi oskarża strażników więziennych o przestępstwa karane śmiercią
Fot. Vahid Salemi AP
Mehdi Karrubi oskarża strażników więziennych o przestępstwa karane śmiercią
SERWISY
Szokujące oskarżenia padły w poufnym liście, jaki Mehdi Karrubi, kandydat reformatorów, który 12 czerwca zdobył zaledwie 2 proc. głosów, napisał do ajatollaha Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego. "Słyszałem o sprawach zawstydzających. Niektóre zatrzymane kobiety były gwałcone, tak samo jak i młodzi mężczyźni. Gwałty były tak brutalne, że wywołały poważne obrażenia fizyczne, a nie tylko depresje i urazy psychiczne" - pisał dwa tygodnie temu Karrubi, wzywając do śledztwa w tej sprawie. W niedzielę wieczorem list przestał być poufny - znalazł się na jego stronie internetowej.

Publikacja listu przełamuje kolejne granice i kolejne tabu w awanturze, która trwa w Iranie od wyborów 12 czerwca. Do tej pory oskarżano strażników więziennych o bicie, nawet tortury, ale nie o gwałty i sodomię, które w Republice Islamskiej karane są najczęściej śmiercią przez powieszenie. Karrubi wyjaśnił, że zaadresował list do Rafsandżaniego, czyli wysokiego rangą duchownego, a nie do rządu, bo uważa, iż rząd jest nielegalny!

Według oficjalnych wyników wybory wygrał twardogłowy prezydent Mahmud Ahmadineżad, protegowany najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego. Jednak przegrani trzej kandydaci uznali głosowanie za sfałszowane i wezwali swoich zwolenników do protestów. Ogromne demonstracje, które przechodziły ulicami Teheranu, były rozpędzane kijami, gazem łzawiącym i kulami karabinowymi przez policję i ochotników rewolucji. Zginęło przynajmniej 30 osób, a 2 tys. aresztowano. Dwustu z nich wciąż siedzi w areszcie, a setce wytoczono pokazowy proces.

Demonstranci dali się zastraszyć i siedzą w domach, ale - co zdumiewające - nie dali się zastraszyć ich przywódcy, którzy niemal codziennie otwarcie krytykują rząd, a nawet najwyższego przywódcę.

We władzach Republiki Islamskiej rozpoczęła się otwarta wojna na górze - przeciw grupie twardogłowych zbuntowała się grupa pragmatyków skupiona wokół 75-letniego ajatollaha Rafsandżaniego. Jest on trzecią co do ważności osobą w państwie - przewodniczącym Rady Ekspertów, która po śmierci najwyższego przywódcy wybiera jego następcę, oraz Rady Arbitrażowej, która rozsądza spory konstytucyjne między licznymi w Iranie Radami.

Tak zuchwałego podważania autorytetów jeszcze w Iranie ajatollahów nie było. Grupa Rafsandżaniego - czyli on sam, były prezydent Mohammad Chatami, najsilniejszy z przegranych kandydatów Mir Hosejn Musawi oraz najbardziej radykalny i bezkompromisowy z nich wszystkich Karrubi - zbojkotowała ceremonię zaprzysiężenia Ahmadineżada na drugą kadencję. Podczas modlitwy na uniwersytecie w Teheranie Rafsandżani mówił, że trzeba odbudować nadszarpnięte wyborami zaufanie do władz, i wezwał do uwolnienia więźniów politycznych. A teraz Karrubi alarmuje, że w więzieniu Kahrizak pod Teheranem byli oni gwałceni.

Władze przyznają, że w więzieniu tym istotnie stosowano "niewłaściwe metody przesłuchań", ale nie gwałty. Zostało ono już zresztą zamknięte na żądanie najwyższego przywódcy. W niedzielę szef irańskiej policji generał Ismail Ahmadi Moghaddam poinformował, że dyrektora więzienia i kilku strażników, którzy bili więźniów, aresztowano i staną oni przed sądem.

- To więzienie dla najgorszych złoczyńców i morderców, zatrzymani podczas demonstracji w ogóle nie powinni tam trafić. Stało się tak w wyniku karygodnych zaniedbań - wyjaśniał generał.

Zaprzeczył jednak doniesieniom, jakoby w Kahrizak kilka osób zmarło na torturach. - Kilka przypadków śmierci, które istotnie miały tam miejsce, to wynik wirusowej infekcji - mówił. Wśród śmiertelnych ofiar tajemniczej "wirusowej infekcji" jest m.in. Mohsen Ruholamini, syn doradcy Mohsena Rezaia, trzeciego kandydata, którego Ahmadineżad pokonał w wyborach. Rezai w wyborach się nie liczył, ale był kiedyś dowódcą Gwardii Rewolucyjnej i należy do obozu konserwatystów, tak samo jak Ahmadineżad. Dlatego śmierć syna jego przyjaciela zgarniętego podczas demonstracji wywołała skandal. Władze sądownicze nakazały inspekcje wszystkich więzień w kraju.

Choć w sprawie więzienia Kahrizak twardogłowi znaleźli się w defensywie, w niedzielę po raz kolejny zagrozili "buntownikom". - Pytanie brzmi, jaka była rola Chatamiego, Musawiego i Karrubiego w zamachu stanu, jaki planowano po wyborach? - pytał Jadollah Dżavani, szef biura politycznego gwardii rewolucyjnej. - Jeśli byli jej motorem, a tak przecież było w istocie, należy ich aresztować, osądzić i ukarać.

Inny generał postulował, żeby ściślej kontrolować zachodnie media i ambasady (również zamieszane w rzekomy zamach stanu inspirowany przez obce, wrogie wywiady).

Znamienne, że twardogłowi jeszcze nie atakują bezpośrednio najpotężniejszego z przeciwników, czyli Rafsandżaniego. On także nie idzie z nimi na otwartą wojnę. Wczoraj ogłosił, że w piątek nie poprowadzi modlitwy na uniwersytecie w Teheranie, ponieważ obawia się, że mogłoby po niej dojść do zamieszek. W żadnym jednak razie nie oznacza to, że Rafsandżani wywiesił białą flagę. Najpewniej stary lis na razie nie chce wydawać przeciwnikom walnej bitwy i szykuje się na długą wojnę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':