http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Afgańscy talibowie coraz groźniejsi

Wojciech Jagielski
2009-08-11, ostatnia aktualizacja 2009-08-10 16:38

W afgańskiej wojnie talibowie biorą górę - przyznaje amerykański dowódca zachodnich wojsk gen. Stanley McChrystal. Jego doradca twierdzi, że aby wygrać tę wojnę, sama tylko Ameryka powinna zwiększyć liczbę żołnierzy o 45 tys..

12 lipca, talibowie w prowincji Ghazni
Fot. Rahmatullah Naikzad AP
12 lipca, talibowie w prowincji Ghazni
SERWISY
- Inicjatywa przeszła w ręce talibów, którym udało się przenieść wojnę z ich tradycyjnych bastionów we wschodnich i południowych prowincjach także na północ i zachód kraju - przyznał McChrystal w wywiadzie dla poniedziałkowego "Wall Street Journal". - Talibowie stali się bardzo zaczepni. Musimy ich powstrzymać, odebrać im inicjatywę. To ciężkie zadanie.

Generał podkreślił, że aktywność talibów zmusiła zachodnie wojska do zamiany taktyki - wycofywane są z odległych powiatów i koncentrowane w większych miastach i miasteczkach. McChrystal stwierdził też, że korzystając z zaangażowania wojsk amerykańskich i brytyjskich prowadzących od miesiąca ofensywę w południowej prowincji Helmand, talibowie przerzucili oddziały do sąsiedniego Kandaharu i zagrażają miastu, będącego ich kolebką i południową stolicą kraju. McChrystal mówi, że rozkazał przerzucić do Kandaharu dodatkowe oddziały USA, by wsparły stacjonujących tam Kanadyjczyków.

Na potwierdzenie słów Amerykanina w poniedziałek talibowie ostrzelali z rakiet Herat, metropolię afgańskiego zachodu. Oddział strzelców i zamachowców-samobójców zaatakował też miasteczko Pul-e Alam, stolicę podstołecznej prowincji Logar, odległej ledwie godzinę drogi od Kabulu. W tym roku talibowie w identyczny sposób atakowali już wiele razy - w lutym w Kabulu, w lipcu w Gardezie i Choście.

- Z powodu zbyt małej liczby zachodnich wojsk w Afganistanie talibowie, choć przegrywają wszystkie bitwy, to jednak w ciągu ostatnich pięciu lat rozszerzyli swoje wpływy z 30 do 160 spośród 364 powiatów - mówi w "The Times" doradca McChrystala Anthony Cordesman z waszyngtońskiego Ośrodka Badań Strategicznych i Międzynarodowych. - Aby temu zaradzić sami Amerykanie muszą podesłać co najmniej 45 tys. dodatkowych żołnierzy - uważa Cordesman.

Liczba zachodnich żołnierzy w Afganistanie przekroczyła już 100 tys., z czego 62 tys. stanowią Amerykanie (polski kontyngent to ponad 2 tys. wojsk). Do końca roku wyląduje w Afganistanie dodatkowych 6 tys. żołnierzy USA. Gen. James Jones, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Baracka Obamy, nie wykluczył, że w przyszłym roku Amerykanie jeszcze wzmocnią swe wojska w Afganistanie.

Cordesman podkreślił też, że do zwycięstwa potrzebna będzie dwa razy liczniejsza armia afgańska (dziś to ok. 130 tys. żołnierzy), a do jej wyszkolenia konieczne będzie sprowadzenie tysięcy instruktorów z Zachodu.

O wysłanie więcej wojsk do Afganistanu apelował w zeszłym tygodniu nowy sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Ku jego rozczarowaniu szef dyplomacji Kanady Lawrence Cannon zapowiedział, że wojska kanadyjskie w Kandaharze pozostaną jedynie do 2011 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':