Tytuł ten miałby przyznać mu prezydent Ukrainy
Wiktor Juszczenko - podaje poniedziałkowy
dziennik Kommiersant
Ukraina. Do prezydenckiej kancelarii wpłynął list od ukraińskiej diaspory w Kanadzie, która uważa, że docenienie Bandety byłoby ważnym krokiem na drodze "odnowienia sprawiedliwości historycznej" wobec członków ruchów, walczących o niepodległość państwa.
Bandera był jednym z przywódców nacjonalistów z OUN, których zbrojne ramię Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), od wiosny 1943 roku dokonywała czystek ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Polscy historycy oceniają, że zabili od 100 do 150 tys. osób.
Kommiersant uważa, że przed wyborami w styczniu Juszczenko może uhonorować Banderę, żeby przypodobać się ukraińskim nacjonalistom. Każdy głos będzie mu potrzebny, bo obecnie sondaże dają mu 4 proc. poparcia i praktycznie zerowe szanse na reelekcję.
- Jeśli to rzeczywiście nastąpi, na Ukrainie wybuchną ostre protesty - ostrzegł Juszczenkę przywódca krymskich komunistów Leonid Hracz. Bandera jest postacią kontrowersyjną na Ukrainie (podobnie jak UPA). - Jeśli prezydent dopuści się kolejnej głupoty i podejmie taką decyzję, podział społeczeństwa na zwolenników i przeciwników Bandery tylko się zaostrzy - skomentowała w rozmowie z gazetą deputowana prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy Ołena Bondarenko.
W ubiegły piątek odmówiono wjazdu do Poslki grupie nastolatków, która uczestniczya w rajdzie śladami Stepana Bandery - z Ukrainy przez Przemyśl, Sanok, Kraków i Oświęcim, Słowację i Monachium, gdzie jest jego grób. Rajd wzbudził sprzeciw m.in. środowisk kombatantów i kresowian.