http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internetowy wizjoner, szarlatan biznesu

Tomasz Grynkiewicz, wired.com, Reuters
2009-08-10, ostatnia aktualizacja 2009-08-09 20:12

Czegokolwiek się dotknął, wywracał rynek do góry nogami. Stworzył Skype'a, w finezyjny sposób wymknął się prawnikom z Hollywood. A dziś odbija się czkawką eBayowi

Rok 2005. Szefowa eBaya - Meg Whitman - cieszy się z kupna od Niklasa Zennströma cudownego wynalazku internetu - telefonii Skype. Dziś szefowie eBaya nie mają już tak zadowolonych min
Rok 2005. Szefowa eBaya - Meg Whitman - cieszy się z kupna od Niklasa...
Czy Skype zniknie z rynku? - od początku sierpnia to pytanie przetoczyło się przez wszystkie możliwe media. Ale to nie wymysł sezonu ogórkowego. Okazuje się, że eBay, który na przejęcie Skype'a wyłożył w sumie 3,1 mld dol., nie ma praw do kluczowego fragmentu kodu, na którym opiera się cały komunikator. A jedynie licencję. A tę licencję szwedzka spółka Joltid właśnie chce wypowiedzieć.

Pikanterii całej aferze dodaje fakt, że Joltid to spółka twórców Skype'a: 33-letniego Janusa Friisa i o dziesięć lat starszego Niklasa Zennströma, który jeszcze do września 2007 r. kierował liderem telefonii internetowej. Jak, sprzedając Skype'a w październiku 2005 r., wcisnęli go eBayowi bez gwarancji, że tkwiący pod maską auta silnik zawsze będzie reagował na kluczyk właściciela, pozostanie ich słodką tajemnicą.

Teraz stawiają eBaya pod ścianą. A właściwie - stawia Zennström, bo to on w skandynawskim duecie gra pierwsze skrzypce.

Złap mnie, jeśli potrafisz

43-letni Szwed to postać w internetowym biznesie nietuzinkowa - na Uniwersytecie w Uppsali ukończył studia menedżerskie i fizykę inżynieryjną. Karierę zaczynał w spółce telekomunikacyjnej Tele2, później przewinął się przez kilka biznesów internetowych (był m.in. szefem portalu Everyday.com). Jego pierwszy wielki hit to rok 2001 i Kazaa, jedna z najpopularniejszych sieci P2P, która powstała, gdy hollywoodzkie koncerny ukatrupiły legendarnego Napstera.

Rok później Zennström zakłada - wraz z Friisem, z którym współpracował przy Kazaa - wspomnianą już spółkę Joltid. W 2003 r. powstaje Skype, który wywraca rynek telekomunikacyjny do góry nogami.

Za pieniądze, które inkasują od eBaya, obaj Skandynawowie zakładają Atomico Ventures, operujący z Londynu fundusz inwestycyjny (finansowali m.in. Last.fm). A Zennström, niczym Bill Gates, wraz z żoną zakłada charytatywną organizację Zennström Philanthropies wspierającą walkę m.in. o prawa człowieka i ze zmianami klimatycznymi. I zostaje obsypany nagrodami - w 2006 r. magazyn "Time" umieszcza go na liście stu najbardziej wpływowych osób na świecie. W tym samym roku tygodnik "Economist" honoruje go za "innowacje w komputerach i komunikacji". Zennström zostaje też jednym z tzw. Young Global Leaders (wyróżniających się polityków, biznesmenów i ekonomistów), zapraszanych co roku na Światowe Forum Ekonomiczne w szwajcarskim Davos.

Pasmo sukcesów kończy się na trzecim projekcie. Z Joostem, który miał zastąpić w sieci telewizję (reklamowano go hasłem: "Żegnaj, telewizjo - witaj, Joost"), nie wyszło. Choć technologicznie platforma nie miała sobie równych, skrzydła ostatecznie podcięło im Hulu - serwis uruchomiony przez wielkie wytwórnie hollywoodzkie i stacje telewizyjne, który za darmo zaoferował amerykańskim internautom seriale, programy telewizyjne i filmy w wysokiej rozdzielczości.

Poniekąd Hollywood zemściło się w ten sposób na Zennströmie - ten przez lata wodził ich za nos, gdy prawnicy wytwórni filmowych chcieli zamknąć Kazaa. Nie bez powodu - dzięki serwisowi miliony internautów na całym świecie mogły się wymieniać utworami muzycznymi chronionymi prawami autorskimi, nie płacąc za to ani grosza. U szczytu popularności Kazaa miała ponad 60 mln użytkowników z całego świata, tylko w Stanach - 22 mln.

Hollywood miało już Zennströma po dziurki w nosie - 2 października 2001 r. największe wytwórnie filmowe i fonograficzne składają w sądzie wspólny pozew. Cel - ukręcić łeb Kazaa. Żądania - liczone w miliardach dolarów.

A Zennström po raz pierwszy pokazuje, że ma smykałkę nie tylko do technologii. Trzy miesiące po złożeniu pozwu rozpływa się wraz ze spółką w powietrzu.

- Właściwie trudno powiedzieć, kogo mamy ścigać i pozywać - narzekał Michael Speck, śledczy pracujący dla ARIA, australijskiej organizacji zrzeszającej spółki z branży fonograficznej.

Trik szwedzkiego przedsiębiorcy wyglądał tak: w styczniu 2002 r. zarejestrowana w Amsterdamie Kazaa zamyka działalność, a Zennström zapada się pod ziemię.

Ruch numer dwa: kontrolę nad kodem oprogramowania Szwed przekazuje do spółki Blastoise prowadzącej działalność w Estonii i jednym z rajów podatkowych.

Ruch numer trzy: sam interfejs, ulokowane w Danii serwery i licencja na technologię FastTrack, na której opierała się Kazaa, wędruje do Sharman Networks, spółki założonej zaledwie kilka dni wcześniej na wyspie Vanuatu na południowym Pacyfiku (też w raju podatkowym).

Ruch numer cztery: sama domena Kazaa.com trafia do australijskiej firmy LEF Interactive.

Szach, mat, szukaj wiatru w polu.

Prawnicy Hollywood dochodzą do wniosku, że pociągną do odpowiedzialności Sharman Networks. Ale tu kłopot - okazuje się, że Sharman... nie zatrudnia ani jednego pracownika. Wszyscy, nawet szef spółki, mają kontrakty z... LEF Interactive. A papiery poświadczające, kto zasiada de facto w radzie nadzorczej Sharmana i kto jest udziałowcem, leżą w urzędzie Vanuatu, który niczym niepodległości jest gotów bronić swoich "gości" i ich sekretów.

A pieniądze z reklam płyną do Sharman szerokim strumieniem - w sieci Kazaa pojawiają się m.in. reklamy Netflix i DirecTV.

Gdy zabawa w kotka i myszkę trwa w najlepsze, Zennström negocjuje sprzedaż Skype'a. Na wszelki wypadek siedzibę aukcyjnego giganta w San Jose i słoneczną Kalifornię omija z daleka. Tak jak i całe Stany. Nietypowe negocjacje, ale Szwed ma powód. Obawia się, że gdyby tylko postawił nogę na płycie lotniska, zatrzymają go amerykańskie służby.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':