Policjanci zatrzymali 37-letnią mieszkankę podczęstochowskiego Kłobucka w sobotę rano, potem wysłuchała zarzutów. Teraz dwa razy w tygodniu ma zgłaszać się do komendy policji, nie może opuszczać kraju, odebrano jej paszport. - Podejrzana nie przyznaje się do winy. Złożyła obszerne wyjaśnienia, ale ze względu na dobro śledztwa nie możemy ich ujawniać - mówi prokurator Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
Wcześniej, gdy była przesłuchiwana jako świadek, mówiła, że na jej podwórzu mordowano psy, wyrabiano z nich smalec. Przyznała też, że psy dusiła na oczach innych.
Za zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem Agacie G. grozi do dwóch lat więzienia. Prokuratura nie wyklucza, że zarzuty będą uzupełnione lub otrzymają je inne osoby. Przesłuchamy jeszcze świadków - tłumaczy prokurator.
Policja sprawdza też, czy kobieta nie sprzedawała produktów szkodliwych dla zdrowia ludzi (grozi za to do dwóch lat więzienia). Chodzi o tłuszcz znaleziony na posesji Agaty G. Na razie wysłano go do badania.
Policja, zarząd fundacji For Animals i weterynarz weszli na podwórko Agaty G. w środę. Policjanci znaleźli butelki z tłuszczem nieznanego pochodzenia, psie szczątki leżące w boksach żywych czworonogów, siekierę, broń, zakrwawioną odzież, strzykawkę wypełnioną płynem z grubą igłą, krew w wirówce.
Informacja o tym, że w Kłobucku zabija się psy i produkuje z nich smalec, dotarła do fundacji For Animals na początku roku. Osoba, która informowała fundację o miejscu wytwarzania psiego smalcu, opisywała szczegółowo, jak miały być tam mordowane zwierzęta. Psom wkładano przewód elektryczny do gardła i odbytu.
Po psy ocalałe z rzezi zgłaszają się ludzie z całej Polski.
Źródło: Gazeta Wyborcza