Na Bałkanach był kilka dni temu specjalny wysłannik komisji praw człowieka Rady Europy Dick Marty, który bada sprawę uprowadzania serbskich cywilów i wycinania im organów przez Albańczyków. Marty, szwajcarski senator, który zasłynął śledztwem w sprawie tajnych więzień
CIA w Europie, spotkał się z przedstawicielami obu stron.
Nielegalny handel ludzkimi organami jest niezwykle intratnym przedsięwzięciem. Według organizacji praw człowieka za nerkę na czarnym rynku płaci się 2 tys. euro, podczas gdy nerka do przeszczepu w klinice na Zachodzie kosztuje od 70 do 140 tys. euro. Zysk pośredników to średnio 100 tys. na jednej transakcji.
Aktywiści The Human Trafficking Project, organizacji zajmującej się tematyką handlu ludźmi, podają, że 10-20 proc. nerek do transplantacji pochodzi z nielegalnego źródła. Dawcy często zgłaszają się sami - zmuszeni biedą i trudnymi warunkami życia.
Przypadek z Kosowa jest jednak szczególny i jeszcze bardziej makabryczny - ofiary były prawdopodobnie porywane, pozbawiane większości organów i zabijane. Na Zachodzie jako pierwsza zaczęła o tym mówić Carla Del Ponte, w latach 1999-2007 główna prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii. W 2003 r. dostała wiadomość o porwaniach i handlu organami przez Wyzwoleńczą Armię Kosowa. Ofiarami miało być ok. 300 osób, w większości Serbów, ale też Romów i Albańczyków.
Według dziennikarzy badających sprawę ofiary były przetrzymywane w barakach. Kiedy pojawiało się zapotrzebowanie na dany organ, wywożono więźnia do tzw. żółtego domu w wiosce Burrel w południowo-wschodniej Albanii, gdzie najprawdopodobniej odbywały się operacje.
W 2003 r. wysłannicy Del Ponte trafili do tego domu. Znaleźli tam zużyte gazy, strzykawki, kroplówki i inne preparaty. Dowody były jednak niewystarczające, by postawić zarzuty. Eksperci nie byli w stanie stwierdzić, czy ślady krwi na ścianach należą do ludzi, nie znaleziono też ciał. Del Ponte musiała śledztwo porzucić, ale opisała sprawę we wspomnieniach, które ukazały się w kwietniu 2008 r.
Wtedy wszczęła śledztwo serbska prokuratura. Twierdzi ona, że ma niezbite dowody na usunięcia organów u co najmniej dziesięciu osób, choć zdaniem jej ekspertów ofiar może być o wiele więcej. Przypuszczają, że mogły być wrzucane do masowych grobów. - Od 300 do 500 osób zaginęło bez śladu - mówi Bruno Vekaric, rzecznik serbskiej prokuratury ds. zbrodni wojennych.
Serbowie liczą, że Dick Marty doprowadzi do wszczęcia międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. - Przygotowaliśmy pokaźną dokumentację i zamierzamy poprosić pana Marty'ego o przeprowadzenie ponownego dochodzenia w Kosowie i Albanii - tłumaczy Vekaric.
Oskarżenia Del Ponte oburzyły Tiranę. Albańczycy zarzucają jej opisywanie nieprawdziwych zdarzeń i uleganie serbskim naciskom. - Jeśli pani prokurator wiedziała o takich sprawach, to powinna być oskarżona o zatajenie tych zbrodni - mówiła rok temu minister sprawiedliwości Kosowa Nekibe Kelmendi
. Albańczycy z Kosowa zdecydowanie odpierają zarzuty, mówiąc, że są one spreparowane przez Serbów i mają na celu zniesławienie i podkopanie pozycji ich państwa po ogłoszeniu niepodległości w zeszłym roku.
Konflikt, a potem wojna w Kosowie w latach 1998-99 pochłonęły co najmniej 10 tys. ofiar. Do dziś za zaginionych uznaje się ok. 2,3 tys. Albańczyków i 500 Serbów.