Chodzi o sprawę, o której piszemy w "Gazecie" od początku tygodnia. Wioletcie Woźnej z Błot Wielkich w Wielkopolsce odebrano córkę zaraz po porodzie, jeszcze w szpitalu. Kobiecie podano leki na powstrzymanie karmienia, małą Różę oddano rodzinie zastępczej. Sąd oparł się na opinii kuratora, który napisał, że w domu jest bałagan, matka z powodu upośledzenia jest niewydolna wychowawczo, a ojciec ma 63 lata. Rodzice wychowują jednak trójkę dzieci w wieku 7, 9 i 11 lat. Wszystkie dobrze się uczą.
Wczoraj do Błot Wielkich przyjechali przedstawiciele rzecznika praw dziecka. Spotkali się z rodziną, byli też m.in. w ośrodku opieki społecznej, sądzie, rozmawiali z dyrektorem szkoły, proboszczem. - Sprawa jest niezwykle bulwersująca. Jeżeli obserwacje moich przedstawicieli i analiza akt potwierdzą doniesienia medialne, przyłączę się do postępowania sądowego i będę wnioskował o powrót Róży do domu - zapewnia Marek Michalak.
Posiedzenie, na którym zażalenie ma być rozpatrzone, wyznaczono na 21 sierpnia.
Źródło: Gazeta Wyborcza