http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

To prawda, tu była rzeźnia psów

Eliza Kwiatkowska, Częstochowa
2009-08-07, ostatnia aktualizacja 2009-08-06 19:17

Na posesji były mordowane psy i przerabiane na smalec - przyznała mieszkanka Kłobucka. Szokujące wyznanie to konsekwencja działań "Gazety" i fundacji For Animals

Psami z Kłobucka pod Częstochową zajmie się teraz fundacja For Animals
Fot. Piotr Deska / AG
Psami z Kłobucka pod Częstochową zajmie się teraz fundacja For Animals
To znalazł fotoreporter
Fot. Piotr Deska / AG
To znalazł fotoreporter "Gazety": wyrzucone poza granice posesji szczątki...
W wyschniętym gnojowisku walały się jeszcze nie rozłożone ciała. Niekiedy dawało się rozpoznać rasę, np. bernardyna
Fot. Piotr Deska / AG
W wyschniętym gnojowisku walały się jeszcze nie rozłożone ciała. Niekiedy...
Zarzutów w tej sprawie jeszcze nie ma. 37-letnią kobietę na razie przesłuchano w charakterze świadka. Postępowanie zmierza w kierunku znęcania się nad zwierzętami oraz produkcji i wprowadzania do obiegu niebezpiecznej żywności. Grozi za to do dwóch lat więzienia. - Kobieta przyznała, że na terenie jej posesji dochodziło do mordowania psów i przerabiania ich na smalec - informuje prokurator Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Na tym etapie śledztwa nie chce mówić nic więcej.

Nieoficjalnie jednak wiadomo, że w procederze mogli brać udział mąż kobiety i jej matka.

Dramat zwierząt rozgrywał się na obrzeżach Kłobucka, niewielkiego miasta w pobliżu Częstochowy. W dzielnicy Brody-Malina z daleka od drogi stoi jednorodzinny dom otoczony budynkami gospodarczymi. - To tam można kupić psi smalec - mieszkańcy dzielnicy bez wahania wskazują posesję.

W środę ok. godz. 10 weszli na nią policjanci, przedstawiciele częstochowskiego oddziału fundacji For Animals i Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Zastali tylko 37-letnią gospodynię i jej dwie małe córki. Funkcjonariusze z mocą prokuratorskiego nakazu zaczęli przeszukanie. - Znaleźliśmy w domowej lodówce butelkę wypełnioną smalcem - relacjonowała potem prezes fundacji Renata Mizera.

W budynkach gospodarczych odkryto zamknięte w boksach kilkadziesiąt psów. - Były przetrzymywane w makabrycznych warunkach - opowiadała wiceprezes fundacji Iwona Górecka.

Po kilkunastu minutach kolejne wstrząsające znaleziska: lodówka wypełniona butelkami smalcu, psie szczątki walające się wśród żywych jeszcze czworonogów, siekiera, ubrania z plamami krwi, duża strzykawka z grubą igłą wypełniona jakimś płynem. I zakrwawiona wewnątrz wirówka.

W tym czasie reporterzy "Gazety" za ogrodzeniem posesji znaleźli w stercie gnoju kości i rozkładające się ciała psów.

Policjanci przyznali, że nie spodziewali się takich odkryć. - To świński smalec, a psy należą do mamusi, która je trzyma dla przyjemności - przekonywała ich gospodyni.

Przeszukaniu posesji z daleka przyglądali się inni mieszkańcy. - Dlaczego pani nie zareagowała na to, co się tam wcześniej działo? - zapytaliśmy jedną z kobiet.

- A kto by się wtrącał w sprawy sąsiadów - wzruszyła ramionami.

Policyjna akcja to efekt wspólnego działania "Gazety" i fundacji For Animals, do której kilka miesięcy temu dotarła informacja, że w okolicach Kłobucka produkowany jest psi smalec. W lutym w domu w Brodach-Malinie dziennikarka "Gazety" i współpracowniczka fundacji kupiły butelkę smalcu "dla dziadka z zapaleniem płuc". Gospodarze byli na początku nieufni, potem życzyli dziadkowi powrotu do zdrowia. - Na pewno pomoże. Gdyby nie psi smalec, moje dzieci chorowałyby cały czas - zapewniał mężczyzna. Za półlitrową butelkę tłuszczu zainkasował 50 zł.

Jej zawartość zbadał później Instytut Zootechniki Państwowego Instytutu Badawczego w podkrakowskich Balicach. Okazało się, że tłuszcz nie miał z psami nic wspólnego, zawierał związki pochodzące od bydła, świni i... kota. Fundacja For Animals złożyła jednak doniesienie o popełnieniu przestępstwa. - Kot to również zwierzę domowe i nie wolno go zabijać - tłumaczyła prezes Mizera. - Poza tym istniały przesłanki, by przypuszczać, że są tam również zabijane psy.

Jeden z informatorów fundacji opowiadał ze szczegółami o stosowanych metodach: psom wkładano przewód elektryczny do gardła i odbytu - w ten sposób zabijano je prądem.

Prokuratura przyznała, że są podstawy, by wydać nakaz przeszukania posesji w Brodach-Malinie.

Już w dniu akcji 37-letnia gospodyni zrzekła się psów na rzecz For Animals. Część zwierzaków fundacja zabrała od razu. Dla wszystkich będzie szukać domów. - Potrzebna nam pomoc - apeluje Górecka. Jak to zrobić: www.foranimals.czest.pl

Powiatowy Inspektorat Weterynarii ma zadbać o pozostałe zwierzęta: kozy, konie, drób.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':