Rajd śladami Bandery - przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - zorganizowała ukraińska Fundacja Dobroczynna "Eko-Miłosierdzie". Ma uczcić setną rocznicę urodzin Bandery. Rozpoczął się 1 sierpnia. Jego uczestnicy polską granicę mają przekroczyć już dziś. Przeciwko rajdowi zaprotestowali ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych oraz organizacje kresowe.
Rozmowa z Mykołą Riabczukiem Marcin Wojciechowski: Mamy kolejny skandal w stosunkach polsko-ukraińskich. Tym razem to rajd rowerowy szlakiem Bandery. W Polsce od razu wzbudził protesty. Mykoła Riabczuk: Pomysł rajdu to głupota albo prowokacja. Zastanawiam się, komu to na rękę. Gdybym był oficerem z Łubianki [siedziba rosyjskich służb specjalnych], mógłbym tylko zacierać ręce. Nie wykluczam, że tego typu przedsięwzięcia mogą być sponsorowane z zewnątrz. Z drugiej strony nie brak nam rodzimych
wariatów. Boleję, że podobnych incydentów zdarza się ostatnio w stosunkach polsko-ukraińskich coraz więcej. Ten rajd jest kompletnie nieznany w Kijowie, nie napisała o nim żadna stołeczna gazeta, nie pokazała żadna ogólnokrajowa
telewizja. To wydarzenie czysto galicyjskie albo przygotowane na
eksport, co potwierdza hipotezę o prowokacji.
Oficjalnie celem rajdu jest propagowanie zdrowego stylu życia. - To absurd. Nie rozumiem, po co do tego wykorzystywać postać Bandery. Poza tym - dlaczego trasa ma prowadzić przez Polskę do Monachium? Promocji zdrowego stylu życia potrzebują przede wszystkim nasze najbardziej przemysłowe regiony na południu i wschodzie Ukrainy. Rajd mógłby zakończyć się w Rosji, np. przed Łubianką, żeby zaprotestować przeciwko zamordowaniu Bandery przez agenta KGB w 1959 r.
Czy polska reakcja była właściwa? Chodzi mi zwłaszcza o protesty ks. Isakowicza-Zaleskiego i Kresowiaków. - To przesada. Jedno wariactwo czy głupota nie musi prowokować głupoty drugiej strony. Taka reakcja, zaostrzająca stosunki polsko-ukraińskie, to też wspaniały prezent dla Moskwy. Nie należy przesadnie demonizować postaci Bandery, choć zaznaczam, że nie pochwalam jego poglądów ani działalności.
Na Ukrainie zachodniej nie jest on czczony ze względu na wrogość wobec Polaków czy innych narodowości, ale dlatego, że działał na rzecz stworzenia niepodległej Ukrainy. Smutne w tej sytuacji jest to, że jedne idiotyzmy prowokują idiotyzmy po drugiej stronie. Do ukraińskich kompleksów się przyzwyczaiłem. Trudno się je leczy, bo wciąż czujemy się jak w oblężonej twierdzy, trzeba dużo czasu, nim to się zmieni. Manipulują tym różne siły. Oczekiwałbym jednak większej dojrzałości po stronie polskiej.
* Mykoła Riabczuk - jest ukraińskim pisarzem. Laureatem nagrody POLKUL Fundation za działanie na rzecz stosunków ukraińsko-polskich (w 1999 r.) i polsko-ukraińskiej Nagrody Pojednania (w 2002 r.). W Polsce ukazała się m.in. jego książka "Od Małorosji do Ukrainy"