http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wojna z Gruzją zatrzymała NATO

Rozmawiał w Moskwie Wacław Radziwinowicz
2009-08-06, ostatnia aktualizacja 2009-08-06 07:45

Rok temu w Gruzji Rosja pokazała, że jest gotowa użyć siły, a dziś taką gotowość mają chyba tylko USA i Chiny. Zyskała też pewność, że wróciła na arenę międzynarodową jako ważny gracz. Taki, którego trzeba się bać

Ćwiczenia gruzińskiej artylerii, 30 lipca 2009 r.
Fot. IRAKLI GEDENIDZE AP
Ćwiczenia gruzińskiej artylerii, 30 lipca 2009 r.
Wacław Radziwinowicz: Jutro mamy pierwszą rocznicę wojny z Gruzją. Jak ten konflikt zmienił pozycję Rosji na świecie?

Fiodor Łukjanow, redaktor naczelny pisma „Rosja w Polityce Międzynarodowej”: Najważniejsze jest to, że zostało zatrzymane rozszerzanie NATO. Wojna pokazała, że obawy, które wiązano z przyjęciem do Sojuszu nowych członków, nie są płonne. Że ryzyko wplątania się krajów Sojuszu w prawdziwy konflikt jest całkiem realne. Skończył się trwający przez 20 lat etap ilościowego poszerzania NATO, które członkowie Paktu uważali za swój ogromny sukces. Nie chcę powiedzieć, że do Sojuszu nie będą już przyjmowani nowi członkowie, ale nie będzie to już taki entuzjastyczny i nieco lekkomyślny proces. Przy każdej takiej decyzji trzeba się będzie głęboko zastanowić.

Nikt jeszcze nie powiedział, że Gruzja i Ukraina nie wejdą do NATO.

- Oczywiście. I nikt tego nie powie, bo to byłoby przyznanie się do słabości. Na szczycie NATO w Bukareszcie powiedziano, że oba te kraje staną się członkami NATO, bez mówienia kiedy i na jakich warunkach. I w tym stanie zawieszenia Kijów i Tbilisi pozostaną bardzo długo.

To dla Moskwy pozytywny efekt wojny?

- Bez wątpienia. Z drugiej jednak strony wojna i jej skutki pokazały, jak ograniczone są dyplomatyczne i polityczne możliwości Rosji. Nasz kraj znalazł się w próżni. Nie w izolacji, tylko w próżni.

Co jest gorsze?

- Gorsza byłaby izolacja, gdyby inne kraje powiedziały, że nie chcą mieć z nami do czynienia. A próżnia jest wtedy, kiedy nikt nie wie, co z nami robić. Wszystko zawisa w powietrzu i nie wiadomo, czym to się skończy. To zaskoczyło Moskwę. Ale ten stan nie trwał długo. Pomógł kryzys gospodarczy, który przewrócił do góry nogami listę spraw ważnych w polityce międzynarodowej. Próby twardych nacisków na Moskwę, także ze strony USA, były bardzo krótkotrwałe. Bo Rosja, jak się okazało, jest ważnym uczestnikiem bardzo wielu zasadniczych procesów. Wybierając między obroną sąsiadów Rosji i podtrzymaniem współpracy z Moskwą, Zachód zdecydował się na to drugie.

Znaczenie Rosji zmusiło Zachód do partnerstwa?

- Jej znaczenie okazało się większe, niż wielu sądziło. Choć w sumie wszyscy potępili Moskwę za wojnę, nie poszły za tym dalsze sankcje, izolacja itd. W tym sensie Rosja uzyskała pewność, że wróciła na arenę międzynarodową jako ważny gracz.

Taki gracz, którego należy się obawiać?

- Tak. I przez to doszło do wyobcowania naszego kraju. W konsekwencji zaczęto wyciągać wszelkie możliwe plany zmierzające do uniezależnienia się od Rosji. To dotyczy procesów politycznych w Europie i oczywiście energetyki.

Tym bardziej że już kilka miesięcy po wojnie kaukaskiej doszło do wojny gazowej z Ukrainą.

- To też był wielki wstrząs dla Europy. Jednak Rosja najbardziej przeraziła świat tym, że w sierpniu na Kaukazie zademonstrowała gotowość użycia siły. Niewiele państw ma dziś taką gotowość, chyba tylko USA i Chiny, choć te ostatnie wyłącznie wewnątrz kraju. To zła cecha, która zawraca nas do polityki dawnych czasów, ale zmusza do liczenia się z gotowym na wszystko partnerem.

Czy to dla Rosji dobrze?

- W wyniku konfliktu sprzed roku bardzo zaostrzyła się konkurencja z Rosją na wszelkich polach i próby jej osłabienia będą trwać. Przede wszystkim chodzi o ograniczanie wpływu na sąsiadów, a najlepszym przykładem jest Białoruś. Po wojnie Europa i USA zmieniły stosunek do reżimu Aleksandra Łukaszenki, a jego kraj stał się ostatnio areną ostrej konkurencji Zachodu z Rosją. USA bardzo wzmocniły pozycję w Uzbekistanie. A Rosja w Kirgizji.

A jak wojna wpłynęła na byłe republiki radzieckie?

- Wcześniej w tym regionie była krucha równowaga, która teraz prysła. W byłych republikach Rosja konkuruje już nie tylko z USA czy Europą, ale i z Chinami.

Przed rocznicą wojny Gruzja i Rosja oskarżają się o prowokacje, straszą możliwością wznowienia walk. Czy sytuacja jest rzeczywiście groźna?

- To tylko chwilowe. Rocznica minie i wszystko się uspokoi. Dzisiejsze bicie piany jest potrzebne prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu i Eduardowi Kokojtemu, prezydentowi Osetii Południowej. Obaj chcą przypomnieć - pierwszy Waszyngtonowi, drugi Moskwie - z jak ważnymi i niebezpiecznymi problemami się zmagają. A Rosja przywykła, że musi reagować na wszystko, co o niej mówią.

Czy przypominanie o konflikcie, wplątywanie się w rocznicową wojnę nerwów jest jej potrzebne?

- Nie. Tym bardziej że Moskwa próbuje wznowić dialog z USA. Dobrze więc, że prezydenci Dmitrij Miedwiediew i Barack Obama porozmawiali o sytuacji na Kaukazie i doszli do wniosku, że nowa wojna nam nie grozi. Cały ten harmider wkrótce się więc skończy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':