- Każdy ma prawo do ochrony swojej godności i życia prywatnego - mówiła wczoraj, uzasadniając wyrok, sędzia Urszula Chmielewska. - Ma prawo do normalnego życia w społeczeństwie i tego, by nie wytykano mu jego orientacji. Słowo "pedał" jest określeniem obraźliwym, a kontekst, w którym Anna S. go używała, służył temu, by ubliżyć sąsiadowi. Kobieta latem zeszłego roku w sklepie spożywczym w Wolinie (5-tysięczne miasteczko w woj. zachodniopomorskim) powiedziała w obecności klientów o 25-letnim sąsiedzie Ryszardzie Gierszu: "przyprowadził sobie pedał pedała". Potem - jak wynika z akt sprawy - wielokrotnie obrażała go, mówiąc np., że "widziała, jak pedały idą się r...ać do parku".
Sąd wczoraj zakazał jej dalszego naruszania dóbr osobistych Ryszarda Giersza, czyli jego wolności, godności, życia intymnego i dobrego imienia. Kobiecie nie wolno też używać wobec Giersza i jego partnera słowa "pedał" oraz komentować publicznie ich życia intymnego i orientacji seksualnej.
Sędzia zgodziła się też na zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. zł, którego od początku żądał obrażany homoseksualista. Anna S. pokryje też koszty sądowe (ponad 4 tys. zł).
- W porównaniu z innymi sprawami o naruszenie dóbr osobistych ta kwota nie jest wygórowana - argumentowała sędzia. - A pozwana musi odczuć, że kara jest dotkliwa. Ma sprawić, że Anna S. nie tylko zrekompensuje sąsiadowi krzywdy, jakich doznał, ale przede wszystkim zmieni swoje postępowanie.
Oskarżona do końca procesu utrzymywała, że jest niewinna.
- Wszyscy świadkowie kłamali - stwierdziła podczas wczorajszej rozprawy. - To ten pan obrażał mnie, obrzucał z okna różnymi narzędziami. Ja mam przez niego depresję i muszę się leczyć.
Podczas ogłoszenia wyroku Ryszard Giersz miał łzy w oczach. Przyjął gratulacje obserwatorów procesu, m.in. działaczy walczącej o prawa gejów i lesbijek Kampanii przeciw Homofobii. Po wyjściu z sali złapał za telefon.
- Wygraliśmy! - mówił do swojego partnera Tomasza, który od początku wspierał przyjaciela, choć na rozprawach się nie pojawiał. - Udało się. Jest sprawiedliwość.
Do dziennikarzy mówił: - Bardzo się cieszę. Jestem normalnym człowiekiem i chcę tylko spokojnie żyć z moim partnerem. Ostatnie pół roku zupełnie nas wykończyło. Mam nadzieję, że S. w końcu przestanie się wtrącać i ubliżać na każdym kroku. Może uda nam się przeprowadzić do większego
mieszkania. Wtedy nie będziemy musieli spotykać tej pani.
Wygrany cieszy się nie tylko z wyroku, ale także z tego, że sprawa ujrzała światło dzienne.
- Ani przez chwilę nie żałowałem, że zdecydowałem się na proces - mówi. - Mam nadzieję, że taki wyrok sprawi, że ludzie staną się bardziej tolerancyjni i zanim obrażą kogoś, kto jest po prostu inny, dwa razy się zastanowią.
Giersz nie postanowił jeszcze, co zrobi z pieniędzmi. Zastanowi się nad tym z rodziną (mieszka z matką, rodzeństwem i partnerem w starym dwupokojowym mieszkaniu). Rozważają przekazanie przynajmniej części na cele charytatywne.
Anna S. z procesu wyszła wściekła. - Nie będę komentować wyroku - rzuciła przez ramię. - Nie czuję się winna, tylko oszukana. A dla osoby bezrobotnej na zasiłku 15 tys. zł to ogromna kwota.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca S. zapowiada apelację.
Precedensowa sprawa trafiła na wokandę w lutym tego roku. Incydent w sklepie uruchomił - jak to określiła pełnomocnik procesowa Giersza Agnieszka Stach - lawinę nienawiści. Homoseksualna para była wyzywana na ulicy, obrzucana pomidorami i kamieniami. 25-latek musiał zmienić pracę. Niedawno nieznajomy mężczyzna groził mu, że jeżeli wygra proces, to "będzie wąchał kwiatki od dołu".
Zdaniem Kampanii przeciw Homofobii sprawa Giersza jest pierwszą w Polsce, w której homoseksualista zdecydował się tak otwarcie dochodzić swoich praw w sądzie.
- Dla nas to bardzo ważny wyrok - mówi Robert Biedroń z KPH. - To nie była walka o pieniądze, tylko o godność. I to nie tego jednego człowieka, ale wszystkich homoseksualistów. Jesteśmy mu wdzięczni za odwagę. Za to, że zdecydował się ujawnić twarz i pokazać wszystkim, że dość poniżania. Obrażanie gejów i lesbijek jest w Polsce powszechne, ale wierzę, że teraz, kiedy sąd przestał nas traktować jak obywateli drugiej kategorii, społeczeństwo też przestanie.