http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Quo vadis Iranie

Mariusz Zawadzki
2009-08-04, ostatnia aktualizacja 2009-08-03 19:40

Druga kadencja Mahmuda Ahmadineżada będzie znacznie trudniejsza niż pierwsza. Kryzys i podziały w irańskich władzach sprawiają, że zachodnie sankcje mogą być dotkliwsze

Ajatollah Chamenei wydawał się skonfundowany tym, że prezydent Ahmadineżad
całuje go w rękę. Cofnął ją i otrzymał dodatkowy pocałunek w ramię
Fot. AP
Ajatollah Chamenei wydawał się skonfundowany tym, że prezydent...
Wczoraj najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei zatwierdził reelekcję prezydenta Ahmadineżada rozpoczynając serię ceremonii, które w środę zakończą się jego zaprzysiężeniem. Poniedziałkową ceremonię zbojkotowało kilku prominentów reżimu, którzy wciąż kwestionują wynik wyborów z 12 czerwca i krytykują represje, które po nich nastąpiły.

Zabrakło m.in. byłych prezydentów Haszemiego Rafsandżaniego i Mohameda Chatamiego oraz Mir Hosejna Musawiego, przegranego kandydata, który uznał wyniki głosowania za sfałszowane i zaraz po wyborach wzywał swoich zwolenników do protestów.

Być może dlatego publiczna telewizja pokazała z niej tylko migawki. Widać na nich, że prezydent, odbierając pieczęć od Chameneiego, pocałował go w rękę, podobnie jak cztery lata temu. Najwyższy przywódca nazwał Ahmadineżada "człowiekiem dużej odwagi, roztropności i ciężkiej pracy".

O wyborach, które podzieliły Irańczyków, najwyższy przywódca mówił, iż "zapisały się w historii kraju złotymi zgłoskami". - Były wielkim testem. Społeczeństwo ten test przeszło, ale niektórzy przedstawiciele elit go oblali - mówił Chamenei, czyniąc aluzję do nieobecnych.

Ale jednocześnie, starając się zachować pozory bezstronności, Najwyższy Przywódca radził Ahmadineżadowi, który najpewniej jutro zostanie oficjalnie zaprzysiężony, żeby "w dalszej służbie krajowi wsłuchiwał się również w głosy swoich krytyków".

Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że wbrew przechwałkom Chameneiego Republika Islamska wychodzi z wyborów 12 czerwca poważnie osłabiona. Pałki i karabiny sił bezpieczeństwa ostatecznie wygnały setki tysięcy ludzi z ulic Teheranu (ok. 30 zginęło, a setki aresztowano), ale obóz "umiarkowanych" nie zamierza ustępować.

Musawi, Rafsandżani i Chatami w publicznych wystąpieniach niemal otwarcie podważają autorytet Najwyższego Przywódcy, co dotąd się nie zdarzało. Nie wystraszył ich nawet rozpoczęty w zeszłym tygodniu pokazowy proces stu opozycjonistów, wśród których jest nawet Mohammed Ali Abtahi, były wiceprezydent (za kadencji reformatora Chatamiego).

Irańskie elity władzy wyraźnie podzieliły się na dwa obozy.

"Twardogłowi" pod przewodem Chameneiego i Ahmadineżada uważają, że siła jest dobra na wszystko. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo też siła, czyli armia i policja, jest podstawą ich obecnej dominacji w Iranie. Tak samo jak z demonstrantami - za pomocą siły i pogróżek - zamierzają rozmawiać z Zachodem o irańskim programie atomowym. Zamieszki po wyborach uznali za wynik knowań obcych wywiadów.

"Umiarkowani" pod przewodem Rafsandżaniego, szefa Rady Ekspertów, która po śmierci Najwyższego Przywódcy wybiera jego następcę, uważają, że siła nie rozwiąże wszystkich problemów. Ich zdaniem izolacja władzy od społeczeństwa i izolacja Iranu w świecie prowadzą Republikę Islamską ku zgubie. Nie zamierzają wstrzymywać irańskiego programu atomowego, ale jednocześnie, jak zapowiadał przed wyborami Musawi, chcą udowodnić Zachodowi, że jest on rzeczywiście pokojowy i nie prowadzi do bomby.

- Podział elit może być przekleństwem drugiej kadencji Ahmadineżada - mówi "Gazecie" Alex Vatanka, ekspert ds. Iranu w prestiżowym brytyjskim instytucie Jane's Information Group. Równie wielkim wyzwaniem dla prezydenta jest zła sytuacja gospodarcza kraju. W zeszłym roku inflacja osiągnęła 30 proc., a bezrobocie - kilkanaście procent. Co gorsza, aż 70 proc. wszystkich bezrobotnych to ludzie przed trzydziestką. Młodzi Irańczycy, pozbawieni środków do życia, niechętnie zakładają rodziny. Wbrew obietnicom Ahmadineżada, że równo podzieli zyski z eksportu ropy, w latach 2005-07 dochody najbogatszych rosły cztery razy szybciej niż dochody najbiedniejszych.

- W takiej sytuacji społecznej, politycznej i gospodarczej zachodnie sankcje stają się dla rządzących Iranem znacznie groźniejsze - mówi Vatanka. - W Iraku Saddama było wprawdzie jeszcze dużo gorzej, ale tam nie było żadnej opozycji, która mogłaby obnażać nieudolność władzy. W Iranie, mimo ostatnich represji, jest silna opozycja i rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Wraz z pogarszaniem się warunków życia krytyka władz będzie narastać.

Administracja Obamy rozważa podobno nowe sankcje przeciw Iranowi, jeśli ten w ciągu kilku miesięcy nie będzie chciał rozmawiać o programie atomowym. Chodzi m.in. o karanie firm, które sprzedają benzynę do Iranu. Nie dostawałyby one kontraktów od rządu USA. Byłby to chyba najpoważniejszy dotąd cios zadany władzom w Teheranie, które muszą importować około 40 proc. zużywanej w kraju benzyny. Wydaje się to niewiarygodne, biorąc pod uwagę, że Iran ma drugie na świecie złoża ropy, ale jest wynikiem zaniedbania ostatnich lat - nie wybudowano dość rafinerii, które miałyby tę ropę przetwarzać.

Odcięcie Iranowi benzyny było jednak już niemal wypowiedzeniem wojny. Krok taki rozważała administracja George'a Busha, ale się nań nie zdecydowała. W jego skuteczność powątpiewa też ekspert Jane's. - Problem polega na tym, że uzasadnienie tak drastycznej kary jest wątpliwe - twierdzi Vatanka. - Technicznie rzecz biorąc, irański program atomowy jest pod kontrolą ONZ i nie ma przekonujących dowodów, że jego celem jest bomba. Zachód po prostu nie wierzy reżimowi ajatollahów, ale takiego argumentu nie można wykorzystywać w ONZ. Zakazywać nowoczesnych technologii krajom, którym nie wierzymy - to byłby już rodzaj technologicznego apartheidu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':