http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie każda grypa do szpitala

Andrzej Włodarczyk*
2009-08-03, ostatnia aktualizacja 2009-08-03 15:44


Fot. SERGIO MORAES REUTERS
Kowal zawinił, Cygana powiesili. Prowokacja dziennikarska przeprowadzona w trzech warszawskich szpitalach przez TVN 24 wywołała szereg komentarzy. Dziennikarz udający zarażonego wirusem świńskiej grypy (A/H1N1) w założeniu chciał sprawdzić jak przygotowane są nasze szpitale na wypadek wystąpienia epidemii tej grypy. Z punktu widzenia lekarskiego prowokacja chybiona, bo przeprowadzona w szpitalach, a nie u lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie powinni być leczeni chorzy na grypę (oczywiście niepowikłaną).

Prowokacja pokazała jednak, w jaki sposób zareagowali ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie polskiego systemu ochrony zdrowia (osobiście, tak jak wielu ekspertów, uważam, że systemu to my już nie mamy). Grzechem pierworodnym popełnionym w sprawie świńskiej grypy jest niestety nadal brak właściwej reakcji na medialną "aferę" związaną z pojawieniem się świńskiej grypy w Polsce.

Media nakręcają panikę

Epatowanie widzów zdjęciami autobusu pełnego dzieci wracających z wycieczki do Hiszpanii pod eskortą policji jadącego do szpitala, bo rozpoznano przypadki zakażenia wirusem A/H1N1 wśród wycieczkowiczów, jest z punktu widzenia "newsa" dziennikarskiego usprawiedliwione. Dlaczego jednak natychmiast nie było reakcji ze strony inspekcji sanitarnej czy Ministerstwa Zdrowia, tego już nie sposób zrozumieć.

O jaką reakcję chodzi? Otóż media spowodowały, że przeciętny Polak uważa świńską grypę za chorobę bardzo ciężką, a nawet śmiertelną, wymagającą leczenia szpitalnego i wyrafinowanych badań diagnostycznych. Co jakiś czas podaje się liczbę zgonów z powodu tej choroby, a przecież o wiele więcej jest zgonów z powodu powikłań po "zwykłej" grypie.

Większość fachowców uważa infekcję wirusem świńskiej grypy za znacznie łagodniejszą, jeżeli chodzi o przebieg choroby, niż infekcję spowodowaną "normalnym" wirusem grypy. Za wystarczające uważa się podanie leków działających przeciwzapalnie i przeciwwirusowych oraz izolację chorego w domu.

Edukować, a nie karać

W Wielkiej Brytanii, która, w odróżnieniu od Polski, przeżywa prawdziwą epidemię tej grypy, uruchomiono infolinię, w której pracownicy (i nie są to lekarze) NHS (National Health Service - narodowy system zdrowia) zalecają po zebraniu wywiadu przez telefon (sic!), zażycie leków typu np. pyralgin i pozostanie przez 4 dni w domu i dopiero po tym czasie - o ile objawy choroby nie ustąpią - zalecają wizytę u lekarza domowego.

Groźne dla zdrowia albo życia są powikłania każdej, nie tylko świńskiej, grypy - zwłaszcza u ludzi starszych i chorujących jednocześnie na inne choroby. W tych właśnie przypadkach chorego należy hospitalizować. Niestety tego typu informacji nie usłyszeliśmy z ust Ministra Zdrowia czy przedstawicieli Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Usłyszeliśmy natomiast z ust minister

Ewy Kopacz po wyemitowaniu materiału przez TVN 24 (w którym nigdzie nie występuje lekarz) słowa deprecjonujące część środowiska lekarskiego (niech się niektórzy nie mordują w tym zawodzie ) a także obietnicę szybkiego ukarania winnych.

W dniu następnym media podały (do dzisiaj nie ma oficjalnych pism z NFZ w tej sprawie) że mazowiecki oddział NFZ ukarał te trzy szpitale karami finansowymi w wysokości 1 miliona, 500 i 400 tysięcy złotych. Co ciekawsze, nikt z NFZ nie przeprowadził w tych szpitalach kontroli, nikt nie zapytał o jakiekolwiek wyjaśnienia.

Kara uderzy w pacjentów

Kogo ukarano? Bo przecież nie szpitale publiczne, którym z mocy prawa nie wolno prowadzić żadnej innej działalności gospodarczej, ani przyjmować prywatnych pacjentów, nawet po wykonaniu zakontraktowanego limitu świadczeń z NFZ. Publiczne placówki na leczenie otrzymują pieniądze tylko z NFZ-u. Te zarządzane przez samorządy mogą otrzymywać środki finansowe na sprzęt czy na poprawę infrastruktury od organu założycielskiego.

Szpital im. dr W. Orłowskiego, dla którego organem założycielskim jest wyższa uczelnia (Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego) na remonty czy zakup sprzętu musi wygospodarować środki z kontraktu na leczenie, bo uczelnia jest biedna.

Ukarano pacjentów, którzy zgłoszą się do tych placówek, bo zabranie tych pieniędzy przez płatnika oznacza, że zabraknie środków finansowych na leki, prąd itp.(pensje pracownicze są pod ochroną i muszą być wypłacone). Jak jest możliwe w państwie prawa wydawanie wyroku bez przeprowadzenia procesu wyjaśniającego i karanie nie osób winnych (np. rejestratorki, czy dyrektorów) ale pacjentów, bogu ducha winnych obywateli naszego kraju. Przypomina mi to czasy, kiedy jeden z ministrów sprawiedliwości bez udowodnienia winy, wydał wyrok przed kamerami mówiąc „przez tego pana już nikt nigdy życia pozbawiony nie będzie”.

A z drugiej strony, kto wymyślił przepis o "karaniu" w taki sposób zawarty w kontrakcie z NFZ na leczenie. Prawda zaś jest taka, że "król jest nagi" - od lat kolejni politycy kolejnych ugrupowań politycznych "reformują" ochronę zdrowia w Polsce, a jaki jest tego efekt wszyscy, którzy muszą korzystać z publicznej ochrony zdrowia widzą.

Dr Andrzej Włodarczyk jest prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Zbiorowy płacz bo likwidują szkoły. Czy naprawdę jest tak źle?

Samorządy chcą zamknąć 319 szkół i przedszkoli - policzyło MEN. To o połowę mniej niż w 2006 - roku najliczniejszych likwidacji

DODATKI I KOLEKCJE GAZETY WYBORCZEJ

W środę z ''Gazetą'':

  • Gazeta Dom